Katastrofa w Sieradzu. Olimpia na deskach

Miało być odbicie, wyszło fatalnie. Elblążanie byli wolniejsi, spóźnieni, niedokładni i zbyt łatwo oddawali Warcie przestrzeń, a kolejne błędy tylko pogłębiały obraz bezradności. W Sieradzu nie było pecha, był sportowy nokaut.
Skład pokazywał, gdzie sztab szukał poprawy: ofensywa została bez zmian, za to obok Wierzby zagrał Mruk, a na prawą stronę wrócił Maciej Kołoczek. Przemeblowanie nazwisk nie oznaczało jeszcze przemeblowania gry. Od początku więcej konkretów miała Warta, szybsza i swobodniejsza z piłką. Owczarek trafił w słupek, Kaczmarek odpowiedział strzałem w środek bramki, a Augusto główką zmusił Żyłę do interwencji. Były to jednak tylko pojedyncze momenty Olimpii. W 29. minucie gospodarze wykorzystali bierność rywala: spokojnie rozegrali akcję prawą stroną, dośrodkowali, a pozostawiony bez presji Swędrowski trafił pod poprzeczkę. Trudno mówić o zaskoczeniu, skoro Warta od początku dostawała zbyt dużo czasu i przestrzeni.
Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja przy drugim golu. Znów gospodarze mieli miejsce, znów Olimpia była spóźniona, a dynamika Warty sprawiała obronie wyraźny problem. Po dośrodkowaniu Mateusza Lisa piłka odbiła się od zawodnika Olimpii i wpadła do bramki. 2:0 nie było dziełem przypadku. Warta była po prostu szybsza, konkretniejsza i znacznie bardziej zdecydowana. Olimpia reagowała z opóźnieniem. Ratunek przyszedł jednak w doliczonym czasie. Joao Augusto kapitalnym uderzeniem z dystansu zdobył bramkę kontaktową. Błysk indywidualnej jakości przykrył wynik, ale nie obraz pierwszej połowy. Debiutancki gol urody przepięknej.
Do szatni elblążanie zeszli więc przy wyniku 1:2, który dawał nadzieję na drugą połowę, ale z samej gry trudno było wyciągnąć wiele powodów do optymizmu. Warta miała więcej energii, łatwiej znajdowała wolne miejsce i była zdecydowanie groźniejsza. Olimpia za często pozostawała krok za rywalem. Druga połowa zaczęła się od korekt w składzie Olimpii, ale zamiast poprawy bardzo szybko przyszły kolejne problemy. Na boisku pojawił się między innymi Marcin Czernis i już w 48. minucie, próbując odwrócić się z piłką w środku pola, zaliczył stratę. Warta ruszyła z kontrą, a Dawid Wierzba sfaulował wychodzącego sam na sam Kręcichwosta. Czerwona kartka była oczywistością. Jakby plag było mało, chwilę później Tomasz Swędrowski kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego i zrobiło się 3:1.
Olimpia spróbowała odpowiedzieć. W 53. minucie Łukasz Święty trafił w słupek, a po dośrodkowaniu Macieja Kołoczka Elblążanie domagali się rzutu karnego za zagranie ręką. Sędzia nie dopatrzył się przewinienia. Kilka minut później wrócił jednak obraz znacznie lepiej pasujący do tego meczu. Kaczmarek stracił piłkę, Warta błyskawicznie wykorzystała wolną przestrzeń, Bieroński zagrał z lewej strony, a Kręcichwost dostawił stopę i trafił między nogami Witana. Zrobiło się 4:1 i trudno było szukać łagodnych określeń. Olimpia grała źle, była spóźniona, popełniała proste błędy, a Warta bezlitośnie z nich korzystała.
Późniejsze minuty po prostu się odbyły. Przy 4:1 Warta nie musiała już niczego forsować, a Olimpia nie była w stanie choć trochę zmienić obrazu tego przykrego wieczoru. Pogrom był w pełni zasłużony. Elblążanie nie byli w stanie dorównać poziomowi narzuconemu przez gospodarzy. Nokaut.
Warta Sieradz - Olimpia Elbląg 4:1 (2:1)
bramki: 1:0 - Swędrowski (29. min.), 2:0 - samobójcza (31. min.), 2:1 - Augusto (45+1. min.), 3:1 - Swędrowski (50. min.), 4:1 - Kręcichwost (60. min.)
Olimpia: Witan - Kołoczek, Wierzba, Mruk (46’ Sarnowski), Czapliński, Pek (46’ Czernis), Święty (74’ Sznajder), Augusto (50’ Szczudliński), Laszczyk, Kaczmarek (61’ Krawczyk), Branecki
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg