Lepszy rydz niż nic

Matematyka nie pozostawia wątpliwości, ale futbol nie zawsze daje się zamknąć w liczbach. Jeden punkt dopisany, czwarty mecz bez porażki i czyste konto. Na papierze całkiem przyzwoicie, ale niektóre remisy smakują jak niedokończony obiad. Niby człowiek coś zjadł, ale od stołu wstaje głodny.
Akrobatyka bez nagrody
Przed pierwszym gwizdkiem historia podpowiadała gospodarzom całkiem przyjemny scenariusz. Jagiellonia przyjeżdżała do Elbląga po raz czwarty, a trzy wcześniejsze wizyty kończyła bez punktów, z jedenastoma straconymi bramkami. Olimpia miała zatem okazję podtrzymać tradycję, która z perspektywy białostoczan przypominała raczej regularne wizyty u dentysty niż przyjemne wycieczki na Żuławy.
Od początku inicjatywę próbowali przejąć gospodarze, jednak pierwsze uderzenie należało do przyjezdnych. Błażej Rusiłowicz sprawdził czujność elbląskiej defensywy. Olimpia stopniowo rozkręcała ofensywę, szukając sposobu na sforsowanie białostockiej obrony. W 19. minucie kibice zobaczyli akcję, która spokojnie mogłaby kandydować do miana ozdoby kolejki. Joao Augusto efektownie złożył się do przewrotki i posłał piłkę w kierunku bramki. Brazylijczyk już wcześniej w tym sezonie udowadniał, że prawa grawitacji traktuje raczej jako sugestię niż obowiązujące przepisy. Jedynym problem pozostaje fakt, że i tym razem zabrakło szczęścia. Bramkarz Jagiellonii zdołał interweniować, odbierając gospodarzom gola, który z pewnością doczekałby się wielu powtórek.
Niestety, efektownym akcjom towarzyszyły mniej przyjemne wydarzenia. W 29. minucie boisko musiał opuścić Tomasz Kaczmarek, który do tego momentu prezentował się bardzo dobrze. Pomocnik poczuł szarpnięcie w mięśniu dwugłowym i nie zamierzał ryzykować pogłębienia urazu. Jak przyznał w krótkiej rozmowie po spotkaniu, dalsza gra nie miała sensu. Jego miejsce zajął Szymon Grączewski.
Jeszcze przed przerwą własnych umiejętności akrobatycznych postanowił spróbować Jakub Branecki. Napastnik Olimpii również uderzył przewrotką, jednak jego próba nie miała już takiej siły rażenia jak wcześniejszy popis Augusto. Piłka minęła bramkę i do szatni obie drużyny schodziły bez zdobyczy bramkowych.
Brakowało ostatniego podpisu
Po zmianie stron Olimpia ponownie zaczęła szukać drogi do bramki. W 51. minucie Czapliński znakomicie obsłużył Augusto, jednak Brazylijczyk znalazł się w sytuacji, w której zabrakło już miejsca i czasu na odpowiednie skorygowanie pozycji. Uderzenie nie znalazło światła bramki. Osiem minut później zrobiło się gorąco po rzucie rożnym. Piłka trafiła pod nogi Sznajdera, który bez większego zastanowienia huknął w kierunku bramki. Futbolówka zatrzymała się na siatce, ale niestety tej znajdującej się nad poprzeczką. Podobny los spotkał późniejsze uderzenie Wierzby z dystansu. Moc była, zabrakło odpowiedniego celownika.
Największa szansa na rozstrzygnięcie spotkania pojawiła się w 75. minucie. Jakub Branecki znalazł się niemal sam przed bramkarzem Jagiellonii i przez moment wydawało się, że kibice wreszcie doczekają się upragnionego trafienia. Napastnik oddał jednak zbyt słaby strzał, a sytuacja zakończyła się bez gola. Pozostały jeszcze kontrowersje, ponieważ przy interwencji obrońca gości najprawdopodobniej zahaczył również nogę zawodnika Olimpii. Arbiter nie dopatrzył się jednak przewinienia i nakazał kontynuowanie gry.
Dwie minuty później role niemal się odwróciły. Jagiellonia była o włos od objęcia prowadzenia, a jej zawodnicy już sygnalizowali zdobycie bramki, przekonani, że piłka przekroczyła linię. Innego zdania był Andrzej Witan, który zdołał uratować Olimpię przed stratą gola. Sędzia również nie uznał trafienia i nadal było zero do zera.
Gospodarze nie zamierzali jednak godzić się z podziałem punktów. W 83. minucie Mruk zgrał piłkę w polu karnym, a Branecki ponownie stanął przed szansą na zostanie bohaterem spotkania. Tym razem uderzył zdecydowanie lepiej, jednak bramkarz Jagiellonii zachował czujność i skutecznie interweniował. Ostatecznie żadna z drużyn nie znalazła sposobu na przełamanie defensywy rywala.
Seria trwa, apetyt pozostaje
Czwarty kolejny mecz bez porażki to niewątpliwie dobra wiadomość. Olimpia złapała stabilność, której jeszcze kilka tygodni temu wyraźnie brakowało. Potrafi utrzymywać się w grze, kreować sytuacje i nie pozwala rywalom na zbyt wiele. Problem pojawia się przy zamianie przewagi na konkrety. Natomiast remis remisowi nierówny. Czasami jeden punkt jest zdobyczą wyrwaną przeciwnikowi z gardła, innym razem sprawiedliwym podziałem łupów. Są jednak spotkania, po których pozostaje wrażenie niewykorzystanej okazji. Sobotnia konfrontacja z Jagiellonią należy właśnie do tej ostatniej kategorii.
Teraz przed żółto-biało-niebieskimi wyjazd do Troszyna. Spotkanie z KS CK zaplanowano na 31 października. Tydzień później, 7 listopada, Olimpia wróci do Elbląga na ostatni domowy występ w 2026 roku. Rywalem będzie Ząbkovia Ząbki.
Olimpia Elbląg - Jagiellonia II Białystok 0:0
Olimpia: Witan - Kołoczek, Sznajder, Wierzba, Mruk, Czapliński, Czernis (76’’ Pek), Święty, Karczmarek (29’ Grączewski), Augusto, Branecki (90’ Krawczyk)