UWAGA!

Mają dość takiego traktowania przez aplikację

 Elbląg, Zdjęcie pochodzi z materiałów prasowych firmy Bolt
Zdjęcie pochodzi z materiałów prasowych firmy Bolt

Kierowcy, jeżdżący na aplikacji Bolt w Elblągu, protestują przeciwko nowym zasadom rozliczania kursów. – W poniedziałki i wtorki wielu z nas wyłącza na kilka godzin aplikację Bolt, ale oczywiście nadal wozimy klientów, ale na innych aplikacjach. To taki rodzaj naszego protestu przeciwko wprowadzonym zmianom. Jest nas około 50 – mówi jedna z naszych Czytelniczek, która zgłosiła nam tę sprawę.

Bolt to obecnie jeden z najpopularniejszych w Elblągu sposobów podróżowania po mieście, jeśli nie mamy własnego auta czy nie korzystamy z miejskiej komunikacji. Trudno oszacować, ilu dokładnie kierowców zajmuje się tego rodzaju przewozami, ale z rozmów, jakie sami odbyliśmy podczas naszych kursów wynika, że w Elblągu coraz trudniej zarabia się na tej działalności i trzeba na nią poświęcić o wiele więcej godzin dziennie niż jeszcze kilka lat temu. Przyczyną jest nie tylko duża konkurencja wśród kierowców czy rosnące ceny paliwa, ale też zmiany, które wprowadza firma zarządzającą tą aplikacją. Zmiany, których pasażerowie tak naprawdę nie widzą i zapewne ich one nie interesują, bo liczy się cena za kurs i dostępność.

 

Nie chcemy pracować za miskę ryżu

- Kilka tygodni temu aplikacja Bolt zlikwidowała opcję "promień dojazdu", który każdy kierowca ustalał sobie indywidualnie, a który powodował że kurs spoza wyznaczonego obszaru był dobrowolny i jego odrzucenie nie obniżało kierowcy wskaźnika akceptacji. Kursy przydzielone w promieniu były obowiązkowe. Obecnie praktycznie wszystkie kursy opłacone za pośrednictwem aplikacji są obowiązkowe i nie ma znaczenia to, ile kilometrów trzeba jechać po pasażera. Dla przykładu kurs 2 km za 8 zł to jest 4 zł za kilometr i jest to bardzo dobra stawka, ale jeżeli po pasażera trzeba jechać 6 km, to już wychodzi 1 zł za kilometr. A kursów z długim dojazdem jest większość – tłumaczy jedna z naszych Czytelniczek. - Aplikacja wymaga akceptacji na poziomie minimum 45 procent (zleceń – red.), czyli zmusza kierowcę do przyjmowania nieopłacalnych kursów, co w praktyce oznacza że kierowcy wychodzą na zero lub poniżej progu kosztów. Jeżeli wskaźnik akceptacji spadnie poniżej 45% kierowca jest blokowany i nie może pracować.

Jak wskazują kierowcy, w godzinach – gdy jest mała dostępność aut w aplikacji - aplikacja potrafi przydzielić kurs obowiązkowy za 10-11 zł z Zawady dla kierowcy, który jest w Gronowie Górnym. Kierowca dostaje około połowy tej kwoty.

Jak informuje jedna z naszych Czytelniczek, część osób jeżdżących jako kierowcy na apliacji Bolt powiedziała dość. W poniedziałki i wtorki na znak protestu wyłączają tę aplikację, jeżdżąc na innych dostępnych aplikacjach w Elblągu. Ta grupa ma liczyć około 50 osób.

- Nasz protest ma na celu uświadomienie pasażerom, dlaczego płacą drogo a i tak bardzo często muszą długo czekać na kierowcę oraz uzmysłowić osobom decyzyjnym w Bolt, że nie są jedyną firmą aplikacyjną w Polsce i nie mogą polskich kierowców traktować jak niewolników, którzy pracują za miskę ryżu i pół ziemniaka – pisze Czytelniczka.

Pani Małgorzata pokazała nam zrzuty ekranu ze zleceń, które otrzymywała w ostatnim czasie. Kierowca za kilkukilometrowe kursy, z długim dojazdem do klienta, dostaje po wprowadzeniu zmian, często od 7 do 9 zł netto za przejazd. Czytelniczka interweniowała w tej sprawie w centrali Bolt, ale bez skutku. – Ja sobie poradzę, mam własny samochód, pracuję tylko na siebie. Nie muszą dodatkowo płacić flocie za wynajem auta i inne pochodne. Ale jest wielu kierowców, którzy naprawdę dostali mocno w kość po tych zmianach – dodaje.

 

Co na to Bolt?

My również zapytaliśmy Bolta o nową politykę rozliczania kierowców. Oto odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od Jakuba Mazura, PR menagera Bolt Polska.

- Przede wszystkim chcielibyśmy wyjaśnić, że zlecenia w aplikacji Bolt nie są kierowcom przydzielane, lecz oferowane, a o przyjęciu każdego kursu decyduje kierowca. Przed podjęciem decyzji widzi m.in. odległość i szacowany czas dojazdu do pasażera oraz kwotę za przejazd, może więc sam ocenić, czy decyduje się na realizację danego przejazdu. Kierowcy wybierają też, kiedy i jak długo pozostają dostępni oraz z jakich aplikacji korzystają - w żadnym stopniu nie ograniczamy możliwości współpracy z pozostałymi pośrednikami, w pełni szanując to prawo – napisał w odpowiedzi do naszej redakcji pan Jakub.

Dalej czytamy: „Sytuacja każdego kierowcy powinna być oceniana indywidualnie na podstawie rejestru zrealizowanych przejazdów, niemniej jednak Bolt w pełni gwarantuje swobodę odrzucenia zlecenia przez kierowców według ich własnego uznania. Bolt niezmiennie stara się poprawiać poziom aplikacji, zarówno dla pasażerów jak i dla kierowców. O planowanych zmianach kierowcy są informowani z odpowiednim wyprzedzeniem. Celem wdrażania zmian w funkcjonowaniu aplikacji jest m.in. zwiększenie komfortu i satysfakcji pasażerów, zwłaszcza w zakresie czasu oczekiwania na realizację przejazdu.
       - Funkcjonowanie wprowadzanych zmian, jak również ich późniejsza ocena przez pasażerów i kierowców są przez nas monitorowane. Kierowcy współpracujący z Bolt są niezależnymi podmiotami w związku z czym dysponują pełną swobodą i elastycznością w zakresie tego, kiedy będą wybierać świadczenie usług oraz w jakim będzie to zakresie” – dodaje Jakub Mazur.

Na nasze kolejne pytania dotyczące dolnego progu akceptacji zleceń, po przekroczeniu którego kierowcy Bolta są przez aplikację blokowani, odpowiedzi już nie dostaliśmy...

RG

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama