Olimpia poszła za ciosem

Zwycięstwo w Łomży uchyliło okno w dusznym pokoju Olimpii, a po meczu z Mławianką otworzyło się na oścież. Goście co prawda przyjechali pewni siebie i długo próbowali urządzić gospodarzom przeciąg, ale ostatnie słowo należało do Elblążan.
Cios za cios
Pierwszy kwadrans nie zapowiadał szczególnych fajerwerków, ale Olimpia szybko znalazła sposób, żeby podnieść temperaturę. Wszystko zaczęło się od efektownego rajdu Mruka, który zabrał się z piłką i przemierzył niemal pół boiska. W końcu wypatrzył Kaczmarka, a ten postanowił zabawić się z obrońcą Mławianki. Założył mu piłkarską siatkę, po której rywalowi pozostało już tylko ratować się faulem. Sędzia sięgnął po żółtą kartkę, a Olimpia otrzymała rzut wolny. Dobre dośrodkowanie, strzał Braneckiego i piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. Później inicjatywę przejęli goście. Mławianka zgodnie z zapowiedziami nie zamierzała kalkulować. Częściej utrzymywała się przy piłce, swobodnie operowała nią na połowie Olimpii i próbowała narzucić własne warunki.
W 25. minucie to jednak gospodarze przeprowadzili akcję, w której wszystko zagrało niemal co do centymetra. Przy narożniku pola karnego piłkę wymieniali Święty ze Sznajderem, w końcu dośrodkowanie trafiło do Braneckiego, który bez przyjęcia wycofał futbolówkę do ustawionego na szesnastym metrze Kaczmarka. Były zawodnik Olimpii Grudziądz nie zastanawiał się długo i oddał płaski, precyzyjny strzał i zrobiło się 1:0! Radość gospodarzy miała jednak wyjątkowo krótki termin ważności. Zaledwie trzy minuty później Mławianka wykonywała rzut rożny. Mateusz Stryjewski posłał piłkę w kierunku bramki, a ta znalazła drogę do siatki. Po drodze zahaczyła jeszcze o głowę Dawida Czaplińskiego. Czy trafienie zostanie zapisane Stryjewskiemu czy jako samobójcze, rozstrzygnie oficjalny protokół. Najważniejsze było jedno: 1:1 i zabawa zaczynała się od nowa.
Goście mogli pójść za ciosem niemal natychmiast. Kolejny stały fragment gry, dobre dośrodkowanie i Tomasz Rojkowski znalazł się w doskonałej sytuacji. Najskuteczniejszy zawodnik Mławianki, który w poprzednich czterech kolejkach regularnie trafiał do siatki, tym razem z bliskiej odległości fatalnie spudłował. Do przerwy zatem remis. Mławianka miała więcej z gry, dłużej utrzymywała się przy piłce, ale pod względem konkretnych okazji przewaga gości nie była już tak oczywista.
Zamiast fajerwerków piłkarskie szachy
Druga połowa rozpoczęła się od uderzenia. Dosłownie. W 48. minucie Pek zdecydował się na potężny strzał z dystansu, ale bramkarz Mławianki zachował czujność i nie pozwolił się zaskoczyć. Kto liczył, że będzie to zapowiedź ofensywnego festiwalu, musiał czuć się rozczarowany. Przez kolejne minuty na Skrzydlatej dominowały piłkarskie szachy. Sporo walki, ostrożności, wzajemnego badania zamiarów, za to niewiele sytuacji, przy których kibice zrywaliby się z miejsc. Obie drużyny próbowały przechylić szalę na swoją stronę, ale żadna nie potrafiła znaleźć rozstrzygającego argumentu.
Olimpia stopniowo zaczęła jednak odzyskiwać inicjatywę. Zmiennicy dawali impuls, kolejni zawodnicy wchodzący z ławki wnosili świeżość, energię i dynamikę. Gra gospodarzy nabierała rumieńców, a wraz z upływem czasu coraz wyraźniej było widać, że Elblążanie nie zamierzają zadowolić się jednym punktem.
Gol na wagę 3 oczek
W 82. minucie nadeszła akcja, która wynagrodziła kibicom długie oczekiwanie. Branecki zabrał się z piłką w polu karnym. Naciskany przez obrońcę, zdołał jednak zachować zimną krew i dograć do Joao Augusto. Brazylijczyk znalazł się we właściwym miejscu i właściwym czasie. Lewa noga, lekkie uderzenie, piłka w siatce! 2:1 dla Olimpii!
Historia Augusto w tym sezonie zasługiwała już na osobny rozdział, bo wcześniej były potężne uderzenia, efektowne próby przewrotką, słupki i centymetry dzielące od szczęścia. Piłka uparcie odmawiała współpracy. Paradoksalnie, kiedy znowu znalazła drogę do bramki, nie potrzeba było ani atomowego strzału, ani akrobatycznych popisów. Wystarczyło spokojne dostawienie nogi.
Olimpia wygrała z Mławianką 2:1 i po raz pierwszy w obecnym sezonie odniosła dwa ligowe zwycięstwa z rzędu. Przy okazji zakończyła trwające 42 lata oczekiwanie na kolejną domową wygraną z zespołem z Mławy.
Teraz przed Elblążanami szansa na przedłużenie zwycięskiej serii. Za tydzień zmierzą się na wyjeździe z rezerwami ŁKS-u Łódź, natomiast 24 października wrócą do Elbląga, by podjąć Jagiellonię II Białystok.
Olimpia Elbląg - Mławianka Mława 2:1 (1:1)
1:0 - Kaczmarek (25. min.), 1:1 - Ma. Stryjewski (28. min.), 2:1 - Augusto (82. min.)
Olimpia: Witan - Szczudliński (61’ Kiełtyka), Wierzba, Mruk, Czapliński (90’ Laszczyk), Sznajder (46’ Pieczarka), Pek, Kołoczek, Święty (61’ Grączewski), Kaczmarek (76’ Augusto), Branecki
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg