Stary układ bez zmian

Są serie, które po prostu dobrze się pielęgnuje. Olimpia Elbląg jeszcze nigdy nie przegrała ligowego meczu ze swoją imienniczką z Zambrowa i po sobotnim spotkaniu nic się w tej kwestii nie zmieniło. Początek był trochę jak u Hitchcocka: najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie już tylko rosło.
Na pierwsze emocje nie trzeba było długo czekać. W 6. minucie zrobiło się gorąco w polu karnym gospodarzy. Tomasz Kaczmarek zagrał piłkę do partnera, ale dokładnie w tym samym momencie został kopnięty przez wyraźnie spóźnionego zawodnika Olimpii Zambrów. Kontakt był, gwizdka nie było. Ostatecznie pozostało pytanie, na które jednoznacznej odpowiedzi już nie dostaniemy: czy w tej sytuacji Olimpii Elbląg należał się rzut karny? Sędzia był innego zdania.
Chwilę później Dawid Wierzba zagrał długą piłkę z pominięciem drugiej linii, z wyraźnym adresatem w osobie Jakuba Braneckiego. Napastnik Olimpii wykorzystał sytuację wyśmienicie, spokojnie lobując wychodzącego bramkarza. Kibice dobrze nie zdążyli się jeszcze rozsiąść, gdy padł kolejny gol. Tym razem Kaczmarek zagrał w pole karne, do piłki dopadł Marcin Czernis, a jego strzał po rykoszecie znalazł drogę do bramki. Szybkie 2:0 wyglądało jak wymarzony scenariusz, ale już w 15. minucie pojawiła się pierwsza rysa. Łukasz Święty stracił piłkę w środkowej strefie, po chwili Mateusz Kempski uderzył zza pola karnego i zdobył bramkę kontaktową. Jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że mecz został skrojony pod elblążan, tymczasem bardzo szybko zrobiło się nerwowo. Wynik wciąż był jednak po stronie Olimpii Elbląg, więc należało uspokoić grę i wrócić na właściwe tory. Ostatecznie do przerwy więcej bramek już nie oglądaliśmy. Gospodarze zagrażali, a u elblążan wracał problem, o którym wspominał Karol Przybyła. Po objęciu prowadzenia Olimpia Elbląg zbyt głęboko cofała się pod własne pole karne, oddając rywalowi więcej przestrzeni.
Po zmianie stron Olimpia Elbląg skorygowała wspomniany mankament i nie zamierzała chować się za podwójną gardą. Z dystansu próbował Łukasz Święty, później składną akcję rozegrali Joao Augusto, Dawid Laszczyk i Jakub Branecki. Swoich szans szukali również Augusto i Kaczmarek, ale za każdym razem brakowało celnego wykończenia. Gospodarze także mieli swoje momenty. Po strzale Mateusza Kempskiego piłkę niemal z linii bramkowej wybił Dawid Wierzba, jednak to żółto-biało-niebiescy nadawali ton rywalizacji. W końcówce mogli jeszcze postawić kropkę nad „i”. Michał Kiełtyka zagrał do Macieja Kołoczka, ten wbiegł w pole karne i wyłożył piłkę Świętemu, którego strzał został zablokowany. Najwięcej działo się w pierwszym kwadransie spotkania, później emocji jednak nie brakowało, ale najważniejsze, że elbląska Olimpia wyglądała dojrzalej i kontrolowała wydarzenia na boisku. Finalnie trzy punkty pojechały do Elbląga.
Na kolejne ligowe emocje nie trzeba będzie długo czekać. Już w środę, 19 sierpnia, żółto-biało-niebiescy podejmą rezerwy Widzewa Łódź. Początek spotkania na stadionie przy Skrzydlatej o godz. 17.
Olimpia Zambrów - Olimpia Elbląg 1:2 (1:2)
0:1 - Branecki (10. min.), 0:2 - Czernis (12. min.), 1:2 - Kempski (15. min.)
Olimpia Elbląg: Witan - Kołoczek, Wierzba, Szczudliński, Mruk (56’ Sarnowski), Sznajder, Święty (90’ Pek), Czernis (46’ Augusto), Czapliński (56’ Laszczyk), Kaczmarek, Branecki (76’ Kiełtyka)
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg