UWAGA!

Bardzo wciągnęło mnie pisanie…

2013-01-31
11:24
 
Elbląg, Bardzo wciągnęło mnie pisanie…
fot. arch. portEl

Jest elblążaninem rozkochanym w historii swojego miasta. Na co dzień uczy licealistów biologii i języka angielskiego, jednak w wolnych chwilach odkrywa tajemnice starego Elbinga. Pisanie jest dla niego wewnętrznym przymusem, ale jednocześnie sprawia mu wiele przyjemności i satysfakcji. W zanadrzu ma wiele pomysłów na kolejne publikacje. Na temat pasji pisania rozmawiam z Tomaszem Stężałą.

Skąd wzięła się pańska pasja i zamiłowanie do historii?
       - Tomasz Stężała: Jak sięgam pamięcią w przeszłość, to historia była cały czas mniej lub bardziej obecna w moim życiu. Związane to było z hobby i pracą Taty oraz Dziadka. Jeżeli doda się do tego telewizyjne premiery „Czterech Pancernych” i „Stawki Większej niż Życie”, to otrzyma się otoczenie, które wręcz wymuszało takie zainteresowania. Na podwórku toczyliśmy ciągłe wojny i bitwy z „innymi” podwórkami, wykorzystując zarówno własnej roboty broń białą jak i palną. Co ciekawe, nasze koleżanki bardzo chętnie brały udział w tych zabawach. Było to znacznie popularniejsze niż piłka kopana. A do tego dochodził głód czytania. Książki były inspiracją wielu moich przygód.
      
       Jak wyglądała pańska praca nad książkami? Jak stopniowo one powstawały? W jaki sposób zbierał Pan materiały?

       - Podstawową sprawą jest pomysł. Przekonanie siebie, że trzeba i można coś napisać na dany temat. Dalej zbieranie pewnych obrazów i wątków w całość. Potem przeszukiwanie źródeł, zarówno tych pisanych jak i Internetu, który w moim przypadku niezwykle ułatwia życie. Są wreszcie relacje ludzi, które w takiej czy innej formie i osobie staram się ująć, o ile oczywiście pasują do ogólnej koncepcji. Zdarza się też, że przejęty czyimś opowiadaniem, zmieniam wątek książki, aby wpisać dane świadectwo. Wreszcie siadam i zaczynam pisać. Zazwyczaj rozpoczynam dany ustęp zgodnie z pomysłem, a potem często bohaterowie pod moimi palcami ożywają i sami zaczynają snuć opowieść. Mam z nimi czasami duże problemy, bo muszę przecież wątki posklejać. Ale często też niespodziewana zmiana zmusza mnie do dalszych poszukiwań i przemyśleń, które skutkują naruszeniem pierwotnego projektu. Po powstaniu brudnopisu z ulgą zostawiam wszystko na pewien czas, po czym wracam do teksu. Czytam i poprawiam, potem znowu czytam i poprawiam. Prawie bez końca.
      
       Czy miał Pan jakieś problemy w trakcie powstawania książek? Nad którą pracowało się Panu najtrudniej?
       - Wielu książek nie napisałem, ale faktycznie problemy bywały. Najpoważniejszy to brak weny. To czasami przychodzi, a czasami odchodzi. Gdy brakuje chęci, gnębi mnie wtedy wewnętrzne poczucie winy. Ale potem łapię „wiatr w żagle” i nadrabiam zaległości. Z problemów materialnych do najważniejszych zaliczyłbym brak danych źródłowych, co zdarza się dość często. Zapewne w mojej dyscyplinie, czyli II Wojnie Światowej, jest cała masa materiałów opisujących na przykład nieznaną historię Elbląga. Trzeba tylko udać się do Rosji i zacząć badać ich archiwa. Oczywiście, jeżeli dostanie się zgodę na wejście. W pewnych sytuacjach pozostaje dedukcja. W moim wypadku okazuje się, że na razie ta metoda sprawdza się doskonale. Choćby w „Elbingu” opisałem pewne zdarzenie właśnie na podstawie własnych spekulacji, a potem pewna relacja potwierdziła moje przypuszczenia. A nad którą było najtrudniej pracować? Chyba zawsze nad ostatnią.
      
       Czy zdradzi Pan jakąś ciekawostkę dotyczącą Elbląga z lat 1939-1945?

       - Hmm. Jest pewien wątek, godny „Sensacji XX wieku”, który staram się obecnie rozpracować. Pojawi się on w „Pułkownikach 1944”, nad którymi obecnie siedzę. Z tym, że nie wiem, w jakiej formie, gdyż to zależy, na ile samemu uda mi się poznać fakty.
      
       Czy ma Pan w zanadrzu pomysł na następne książki? Wiemy już, że pracuje Pan nad kolejną. Proszę zdradzić, o czym ona będzie.

       - Pisanie książek bardzo wciągnęło mnie, to fakt. Jak wspomniałem, pracuję nad ostatnią częścią trylogii „Trzy Armie”. W jej drugiej części będzie znowu dużo o Elbingu, a potem Elblągu. Historia 1945 na naszych ziemiach to wciąż wielka biała plama, którą chcę w pewien sposób wypełnić. Może to, o czym piszę, zainteresuje jakiegoś historyka, który profesjonalnie zajmie się tą tematyką. Potwierdzi lub odrzuci moje sugestie. A jest materiału na dziesiątki doktoratów i habilitacji. Co do nowości, to mam szereg pomysłów na kolejne książki ale oczywiście nie będę ich zdradzał.
      
       Czuje się Pan bardziej pisarzem czy pedagogiem? W której roli spełnia się Pan bardziej?

       - Zdecydowanie nauczycielem, gdyż pisarzem nie jestem. Pisarz utrzymuje się z tego, co napisze. W Polsce nawet świetni autorzy sprzedają po kilka tysięcy egzemplarzy tytułu (co jest wielkim sukcesem), co sprawia, że nie można z tego wyżyć. Rodacy czytają niewiele, a pazerny rząd niedawno dodał do ceny książki podatek VAT. Ja zresztą piszę z potrzeby serca oraz by spłacić pewien dług względem moich najbliższych i miasta. A co do spełnienia w pracy zawodowej? Kolejni ministrowie edukacji (na diabła nam ministerstwo edukacji!) zmienili nauczycieli w urzędników od spraw dzieci, w dodatku obłożonych papierami i bzdurnymi przepisami, którzy powinni raczej przypodobać się dyrektorom i uczniom niż naprawdę uczyć. Stąd obecnie trudno czuć nauczycielom większe zadowolenie z pracy.
      
       Gdy Pan nie naucza i nie pisze, to...
       - Moje zainteresowania nie są bardzo oryginalne. Przy złej pogodzie to czytanie. A gdy pogoda i czas na to pozwala to pędzę do „Sand Valley”, by pograć w golfa. To genialny sport, który pomaga na różne dolegliwości średniego wieku, ale także niesamowicie odpręża, pomaga pozbyć się ciężaru codzienności i oczyścić umysł. Mam zresztą kilku przyjaciół, z którymi wspólnie gramy, co często owocuje pomysłami na pisanie. Jako hobby można też uważać promowanie historii Elbląga, na przykład w ramach Stowarzyszenia „Denar”. Wiele można się nauczyć od podobnych jak ja pasjonatów, a jednocześnie „sprzedać” swoją wiedzę, by zainteresować innych.
      
       Czym jest dla Pana pisanie?

       - To najtrudniejsze z pytań. Wewnętrznym przymusem, ale dającym wiele przyjemności. A także satysfakcji, gdy słyszę, że opowiedziana historia kogoś poruszyła.
      
dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama