UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Grozi nam epidemia odry?

 
Elbląg, Marek Jarosz przestrzega przed epidemią odry
Marek Jarosz przestrzega przed epidemią odry (fot. Michał Skroboszewski)

200 dzieci z terenu Elbląga i powiatu elbląskiego powinno być zaszczepione na odrę, a nie jest. Już wkrótce grozi nam, że zniknie naturalna bariera ochronna w postaci odporności populacyjnej. Wzrasta ilość chorych na odrę w Polsce. Dyrektor elbląskiego sanepidu Marek Jarosz ostrzega przed możliwością wybuchu epidemii.

- Do roku 1970 praktycznie co roku mieliśmy epidemię odry, co roku na tę chorobę zapadało ponad 100 tys. osób. Mniej więcej co pięć lat występowała tzw. „epidemia wyrównawcza”, wówczas zapadalność na tę chorobę wynosiła dużo ponad 200 tys osób – mówił Marek Jarosz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Elblągu na konferencji prasowej.
       Odrę, podobnie jak inne choroby (m. in. polio) udało się powstrzymać za pomocą szczepionek i programu masowych szczepień. Największym sukcesem programu szczepień na świecie jest zlikwidowanie zachorowań na ospę prawdziwą.
       Jeżeli chodzi o odrę, sytuacja zaczęła się jednak zmieniać na niekorzyść.
       - Jeszcze trzy lata temu w całej Polsce mieliśmy mniej niż 100 przypadków odry. W tej chwili mamy ponad tysiąc, a przewidujemy, że do końca roku mogą to być 3 – 4 tysiące – informował Marek Jarosz.
       Większość tych zachorowań jest tzw. "przywleczona". Pojawiają się jednak już przypadki zachorowań na terenie Polski wśród osób, które z różnych względu nie są odporne na odrę. Spada też tzw. „odporność populacyjna” (Światowa Organizacja Zdrowia uważa, że jeżeli zaszczepionych jest 95 proc. populacji, to wirus odry u chorego ma minimalne szanse na rozprzestrzenianie się). Prawdopodobieństwo tego, że owa granica „padnie” w tym lub przyszłym roku jest bardzo duże.
       - Tworzy się nam populacja dzieci niezaszczepionych. Jednocześnie wrócił do naszego środowiska wirus odry. Wcześniej, czy później doczekamy się epidemii wyrównawczej, która obejmie wszystkich, którzy nie są zaszczepieni – Marek Jarosz przedstawił „czarny scenariusz” najbliższej przyszłości.
       W Elblągu i powiecie elbląskim dzieci, które powinny być zaszczepione na odrę, a nie są jest ok. 200. Oprócz nich jest grupa, która z różnych przyczyn zdrowotnych nie może być zaszczepiona. I to właśnie oni są najbardziej zagrożona przyszłą epidemią.
       Dlaczego rodzice nie szczepią swoich dzieci? Główną przyczyną jest strach i niewiedza.
       - Obecne pokolenia nie znają tych dramatów, tragedii, które wyeliminowaliśmy dzięki systemowi masowych szczepień obowiązkowych. W związku z tym wydaje się, że te szczepienia nie są potrzebne – mówił dyrektor elbląskiego sanepidu.
       Tymczasem powikłania po odrze mogą być rozmaite. Dotyczą one zazwyczaj najmłodszych pacjentów, szczególnie nieszczepionych! Wówczas może pojawić się bakteryjne zapalenie płuc, ucha środkowego i krtani. Najgroźniejsze są jednak powikłania neurologiczne: zapalenie mózgu, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie rdzenia kręgowego, zapalenia wielonerwowe czy nerwów czaszkowych,podostre stwardniające zapalenie mózgu, rozwijające się po wielu latach od przechorowania odry (średnio 5–8 lat), a kończące się śmiercią.
       - Rodzice, którzy rezygnują ze szczepień swoich dzieci popełniają błąd. Nie trudno ich zrozumieć: jeżeli ktoś nie ma wiedzy na ten temat, to buduje swój osąd na podstawie nie zawsze rzetelnych źródeł. Co gorsze, skutkiem tego jest wystawienie na szwank dobra dziecka – mówił Marek Jarosz.
       Rodzice boją się głównie powikłań poszczepiennych. Tymczasem ich liczba to ułamki promili w stosunku do wykonywanych szczepień. I w przeważającej ilości są to lekkie powikłania, które po krótkim okresie znikają same nie pozostawiając poważniejszych śladów.
      
SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama