Którędy do szczęścia?
Buddyjski Ośrodek Medytacyjny w Elblągu zaprasza na wykład dr Artura Przybysławskiego zatytułowany „Buddyzm i nauka - Którędy droga do szczęścia?”. Wykład odbędzie się w piątek 23 listopada o godzinie 19 w sali konferencyjnej CKiWM Światowid.
Artur Przybysławski (ur. 1970) pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego i w Zakładzie Teorii i Historii Sztuki ASP w Łodzi, tłumacz (przekład między innymi de Quinceya, Lovejoya, de Mana), otrzymał wyróżnienie Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich; stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej.
Fragment artykułu Artura Przybysławskiego z książki „Forma i Pustka”:
(...) Niektórzy twierdzą, że to, co przychodzi do nas ze Wschodu, musi pozostać dla zachodniego umysłu niepojęte, czego przyczyną miałaby być rozbieżność kultur. Bardzo częste wytwory innych kultur są na Zachodzie uznane za tak różne, iż ponoć nie sposób ich zrozumieć, a tym bardziej z nich skorzystać. O ile mi jednak wiadomo, „inny” nie znaczy „niezrozumiały” czy „niedostępny”, może więc orędownikom takich poglądów po prostu nie chce się podejmować intelektualnego wysiłku. A przy tym ci sami ludzie wcale się nie dziwią, że zachodnia aspiryna świetnie działa w indyjskim szpitalu, a japońskim samochodem można jeździć po europejskich drogach bez przeszkód wynikłych z różnic kulturowych. Chińska sztuka akupunktury też już nikogo w Europie nie przeraża, mimo że kiedyś mogła się wydawać wysublimowaną formą sadyzmu. Jeśli zatem ludzie na Wschodzie są w stanie zrozumieć europejską matematykę i przy jej pomocy budować mosty, a nawet zdobywać nagrody Nobla z fizyki, dlaczego robić wyjątek dla buddyjskich nauk o umyśle w przypadku Europejczyka? Przecież każdy posiada umysł, każdy może więc go obserwować i wyciągać z tych obserwacji wnioski - ot i cała buddyjska praktyka. (...)
Fragment artykułu Artura Przybysławskiego z książki „Forma i Pustka”:
(...) Niektórzy twierdzą, że to, co przychodzi do nas ze Wschodu, musi pozostać dla zachodniego umysłu niepojęte, czego przyczyną miałaby być rozbieżność kultur. Bardzo częste wytwory innych kultur są na Zachodzie uznane za tak różne, iż ponoć nie sposób ich zrozumieć, a tym bardziej z nich skorzystać. O ile mi jednak wiadomo, „inny” nie znaczy „niezrozumiały” czy „niedostępny”, może więc orędownikom takich poglądów po prostu nie chce się podejmować intelektualnego wysiłku. A przy tym ci sami ludzie wcale się nie dziwią, że zachodnia aspiryna świetnie działa w indyjskim szpitalu, a japońskim samochodem można jeździć po europejskich drogach bez przeszkód wynikłych z różnic kulturowych. Chińska sztuka akupunktury też już nikogo w Europie nie przeraża, mimo że kiedyś mogła się wydawać wysublimowaną formą sadyzmu. Jeśli zatem ludzie na Wschodzie są w stanie zrozumieć europejską matematykę i przy jej pomocy budować mosty, a nawet zdobywać nagrody Nobla z fizyki, dlaczego robić wyjątek dla buddyjskich nauk o umyśle w przypadku Europejczyka? Przecież każdy posiada umysł, każdy może więc go obserwować i wyciągać z tych obserwacji wnioski - ot i cała buddyjska praktyka. (...)
OK