UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Lomy i galeasy z Tolkmicka

Elbląg, Loma pod malborskim zamkiem
Loma pod malborskim zamkiem

W czasach, gdy świat nie był zdominowany przez chińską produkcję wszystkiego z wszystkiego, każde z naszych miast i miasteczek specjalizowało się w lokalnych wyrobach, które czasami swoją sławą sięgały odległych krain i krajów. Takim miasteczkiem na eksport było kiedyś Tolkmicko.

Jeszcze niedawno znane z marmolady i zielonego groszku w puszkach, a dawniej – przed wojną - z produkcji ceramicznych i drewnianych naczyń, legendarnych węgorzy, ale przede wszystkich z produkowanych tam niezwykłych łodzi rybackich, zwanych "lomami". Lomy ze względu na swoją znakomitą konstrukcję, były uniwersalnymi łodziami, nadającymi się do połowów i transportu. Wielkością swą i zanurzeniem dostosowane były do tutejszych akwenów. Płaskie dno sprawiało, że lomy wpływały nawet do najmniejszych portów rybackich. Bardzo dzielne i uniwersalne - tolkmickie lomy.
       Większe, dwumasztowe lomy frachtowe, a więc przeznaczone do transportu, a nie do połowu, zwane były również galeasami. Woziły one cegłę z nadzalewowych cegielni, wypływały na Bałtyk po poławiane z dna głazy. Lomy budowano w małych zakładach szkutniczych na Mierzei Wiślanej i Mierzei Kurońskiej. Największa i najbardziej znana stocznia znajdowała się w Tolkmicku, a jej właścicielem był Heinrich Gottfried Modersitzki.
       Po wojnie lomy i galeasy, tak charakterystyczne dla Zalewu Wiślanego, zniknęły z naszego krajobrazu. Większość z nich spalona została w tolkmickim porcie. Rybakom musiały wystarczyć mniejsze łodzie, zresztą zamknęła się dla nich droga na Bałtyk, a transport morski na zalewie zamarł. Lomy i galeasy, tak charakterystyczne dla Tolkmicka, Fromborka i całego Zalewu zobaczyć dziś można tylko na starych filmach i fotografiach.
      
       Zobacz film
      
      
Juliusz Marek, Telewizja Elbląska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • kiedyś miały co transportować a terz pustaki czy kukurydzę ? nie wiem czy dzieci wiedza co to jest marmolada?
  • jak sie nie ma co sielubi to sie lubi co sie ma!! gdyby byly warunki do transportowania do elblaga droga wodną to i Zamech korzystal by z tego bardzo chetnie. no ale jest tak że komuś zależy \, żeby port w El umarł śmiercią naturalną, niech odpadnie niczym nieużywany członek w ludzkim organizmie, a pozniej przyjdą niemiszaki zainwestują kilka euro i będą czerpać pożytki przez długioe lata.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    super s(2010-05-17)
  • i bardzo dobrze
  • Mowa jest o Tolkmicku i lommach, a na zdjęciu tytułowym zamek w Malborku z wieżą, która przed 1945 r. była o 14 m wyższa od obecnej. Piękne zdjęcie dziesiątek lomm w zamarzniętym porcie w Tolkmicku (ok. 1943) jest w miesięczniku Elbinger Nachrichten z lutego br. Natomiast w pewnym wydawnictwie elbląskim leżą już kilka lat i czekają na druk wspomnienia Alfreda Paruszewskiego z Elbląga, z l. 1940-1945 – właśnie o lommach, o Zalewie Wiślanym, o Piławie, Nowej Karczmie (Piaski), Narmeln, Tolkmicku, Królewcu, o wydobywaniu kamieni z dna Zatoki Gdańskiej leżących na głębokości 10-24 m i o wadze do 8 ton! Kamienie wykorzystywano do umacniania nabrzeży portowych i otoczenia latarni morskich. Do każdej załogi lommy należał więc nurek. Najwięcej głazów wydobywano opodal Brüsterort (dziś Majak - ok. 50 km na płn. zach. od Królewca). Niestety - promocja miasta ma pieniądze na wątpliwej wartości „ wonderfull albumy” , a nie ma pieniędzy na niezwykle ciekawe i wartościowe wspomnienia A. Paruszewskiego!!! (c. d).
  • (c. d. ) Po I wojnie światowej w Tolkmicku cumowało nawet ponad 120 lomm, szkunerów, tzw. Buxer’ ów, a „ parkowały” tu także łodzie kurońskie (Kuhrenkähne). I chyba film zamieszczony do artykułu przedstawia wodowanie łodzi kurońskiej gdzieś na Mierzei Kurońskiej? Łodzie z Tolkmicka pływały na Rugię i na Bornholm! Schronisko młodzieżowe w Tolkmicku – poniżej, na skłonie zbocza był naturalny amfiteatr, gdzie siedzący oglądali przedstawienia i na dłoni mieli przepiękny widok Zalewu i Mierzei! W schronisku mieszkały w l. 1943/1944 dzieci m. in. z bombardowanego Berlina. Obok ruin schorniska jest ładna kapliczka przydrożna, w otoczeniu wiekowych lip. .. Dzwon na kościele parafialnym w Tolkmicku wrócił na swoje honorowe miejsce w 1993 r. z … Hamburga. Polecić można książkę Leo Lindnera o pięknym niegdyś Tolkmicku, a dziś zapomnianym i biednym … .
  • Książka, cenne wspomnienia Alfreda Paruszewskiego zostaną wydane już niebawem przez Wydawnictwo URAN z Elbląga
Reklama