UWAGA!

Wypadek na hulajnodze i 13 miesięcy w śpiączce. Wojtek potrzebuje naszej pomocy

 Elbląg, Wojtek podczas wycieczki do Mielna,  w trakcie turnusu rehabilitacyjnego,
Wojtek podczas wycieczki do Mielna, w trakcie turnusu rehabilitacyjnego, fot. arch. prywatne

2 lipca 2025 roku 14-letni Wojtek jechał na pożyczonej od kolegi hulajnodze elektrycznej. Przednie koło wpadło w dziurę w jezdni, a chłopiec uderzył głową o ziemię. Przeszedł poważną operację, przez 13 miesięcy przebywał w śpiączce. Dziś jest w domu, wymaga całodobowej opieki i intensywnej rehabilitacji. Jego rodzina zbiera pieniądze na dalsze leczenie, a tata Wojtka apeluje o rozmowy z dziećmi na temat bezpieczeństwa na hulajnogach elektrycznych.

Do wypadku doszło na Zatorzu, tuż pod blokiem, w którym Wojtek mieszka z rodzicami. Zdarzenie z okna widziała sąsiadka i to ona wezwała pogotowie.

– Wystrzeliło go z hulajnogi, jak z procy. Syn nie miał szans na żadną reakcję. Upadł z impetem na ziemię lewą stroną głowy – mówi pan Radosław, tata Wojtka.

Nastolatek trafił na SOR szpitala wojewódzkiego w Elblągu z poważnym urazem głowy. Jego stan pogarszał się gwałtownie i lekarze podjęli decyzję o natychmiastowej operacji

- Trzeba było otworzyć czaszkę. Zabieg wykonał lekarz, który na co dzień nie operuje dzieci - w Elblągu nie ma dziecięcego OIOM-u, a Wojtek nie nadawał się do transportu na taki oddział w Gdańsku. Operacja trwała ponad 4 godziny. Drugiego dnia syna przetransportowano do Gdańska – mówi pan Radosław.

Lekarze mówili rodzicom Wojtka, by przygotowali się na śmierć syna.

- W jednej chwili masz dziecko, a w drugiej mówią ci, że może go nie być. Rozpacz, pustka. Tego, co się wówczas czuje, nie da się opisać słowami. Zadawaliśmy sobie z żoną pytanie, dlaczego nas to spotkało? Tym bardziej, że dwa, trzy tygodnie przed wypadkiem rozmawialiśmy z Wojtkiem o bezpieczeństwie na hulajnodze. Była wówczas seria wypadków śmiertelnych na hulajnogach w województwie pomorskim i koło Torunia. Nie zgodziliśmy się też na kupienie synowi własnej hulajnogi. Ale pożyczył od kolegi. To była szybka hulajnoga, miała zdjętą blokadę prędkości. Wojtek podczas rozmów z nami przytakiwał, mówił, że wie, że to niebezpieczne, a przy kolegach, w towarzystwie stało się jednak inaczej – mówi pan Radosław.

W gdańskim szpitalu lekarze walczyli o życie Wojtka przez tydzień.

- Zdawaliśmy sobie sprawę, że jego głowa jest po prostu zdemolowana. Lekarze mówili o hospicjum, że jeśli przeżyje, to nie będzie mówił, będzie karmiony dojelitowo, czeka go respirator. Powiedziałem wtedy lekarzowi, że ja go już raz wychowałem, nauczyłem wszystkiego i jeżeli trzeba będzie, to będę go uczył od nowa. I te słowa się sprawdzają, bo faktycznie idziemy w tym kierunku – mówi pan Radosław.

  Elbląg, Wojtek przez 13 miesięcy był w śpiączce,
Wojtek przez 13 miesięcy był w śpiączce, fot. arch. prywatne

Wojtek 13 miesięcy był w śpiączce w warszawskiej Klinice Budzik - to szpital dla dzieci po ciężkich urazach mózgu.

- W tym roku, 13 sierpnia lekarze z Budzika oficjalnie uznali Wojtka za wybudzonego – mówi tata nastolatka.

Miesiąc później Wojtka wypisano do domu. Nastolatek ma niedowład czterokończynowy, potrzebuje całodobowej opieki, a przede wszystkim rehabilitacji. Ona jest tu kluczowa, a czas odgrywa największą rolę. Do tej, która mogłaby odbywać się z refundacją NFZ, kolejka jest bardzo długa. Mama Wojtka nie pracuje zawodowo, zapewnia synowi całodobową opiekę. Rodzina żyje więc z jednej wypłaty.

- Musimy go rehabilitować prywatnie. Jeżeli tylko fundusze na to pozwolą, to jak najdłużej. Rehabilitacja może być potrzebna rok, dwa lata, a może zawsze? Koszt jednego miesięcznego turnusu to wydatek rzędu 35 tys. zł. Musieliśmy też kupić samochód do przewozu osób na wózku, czy cyber-oko (urządzenie medyczne oraz system technologiczny, który śledzi ruchy gałek ocznych i przekształca je w polecenia na ekranie komputera. Służy Wojtkowi i rodzicom do wspólnej komunikacji – red.) – mówi pan Radosław.

Rodzice Wojtka założyli zbiórkę na leczenie syna. Pomóc może każdy wpłacając datek. Nastolatkowi pomagają też kibicie Olimpii Elbląg, którzy zorganizowali akcję: podnosimy Wojtka.

- Chciałbym, aby historia mojego syna miała też wymiar edukacyjny. Rozmawiajmy z dziećmi o bezpieczeństwie, może potrzebne są akcje społeczne w szkołach na ten temat, jest tu też rola dla policji i państwa. Próbuje ono systemowo rozwiązać ten temat: obowiązkowe są kaski dla dzieci. Prosty przykład, gdy Wojtek leżał na OIOM-ie, to w międzyczasie przez ten OIOM przewinęła się trójka dzieci, które miały podczas wypadku kask. Po trzech, po czterech dniach te dzieciaki przechodziły na inne oddziały. Oni mieli obrażenia, ale nie takie jak Wojtek. Więc ten kask naprawdę ma znaczenie. Lekarze porównywali obrażenia Wojtka do tych, które powstają po upadku z drugiego piętra – mówi pan Radosław.

Osoby, które mogą i chciałby wspomóc leczenie Wojtka tutaj znajdą link do dedykowanej mu zbiórki.


Najnowsze artykuły w dziale Wiadomości

Artykuły powiązane tematycznie

Reklama