Nauczyciel - ten to ma klawe życie!

Niepewność, przymus ciągłego dokształcania się, niskie zarobki – to wszystko wpisane jest w codzienność polskiego nauczyciela. Z każdym rokiem oddziałów w szkołach nie przybywa, natomiast maleje liczba godzin, a wraz z tym rośnie strach przed utratą pracy. Pozostaje pytanie: czy ja będę następny? Czy od września będę miał pracę? Jak żyje się dzisiaj elbląskim nauczycielom?
Nie trzeba chyba wyjaśniać, jak trudna jest dziś praca nauczyciela, którego praca nie kończy się na 18 godzinach w tygodniu. Pozostały czas wypełnia mu praca wychowawcza, liczne zajęcia pozalekcyjne, rady pedagogiczne, konferencje, seminaria, zebrania, sprawdzanie sprawdzianów czy prac domowych. Weekendy zajmują kolejne studia podyplomowe, zaczęte ze strachu przed redukcją etatów. A wychowywana „bezstresowo” młodzież nie rozpieszcza. Praca z nią wymaga kreatywności, odpowiedzi na trudne pytania, umiejętności radzenia sobie z różnymi, często zaskakującymi sytuacjami. Dwa miesiące wakacji? Brzmi bajecznie! Bosko! Każdy się z tym zgodzi. Cel podróży? Elbląg. Powód? Brak finansów.
A oto, jak polskie szkolnictwo widzą elbląscy nauczyciele:
– Najbardziej tajemniczym zjawiskiem jest system zwalniania nauczycieli – mówi nauczycielka szkoły ponadgimnazjalnej, która chciałaby pozostać anonimowa. – Teoretycznie w każdej szkole jest regulamin zwalniania nauczycieli, ale funkcjonuje on na podobnych zasadach jak system przyznawania dodatków motywacyjnych. To oznacza, że niby jakieś zasady są, ale dyrektor i tak robi, co chce. Nie znam nauczyciela, który po wypełnieniu szablonu z kryteriami przyznawania dodatku, dostałby informację zwrotną - ile uzyskał punktów, za co i ile w związku z tym otrzymuje dodatku na najbliższe pół roku. To wszystko ściśle tajne! – dodaje. – Oczywiście każdy indywidualnie wie, jaką kwotę mu przyznano, choć nie ma pojęcia, jak została oceniona jego praca. Ponadto nie wiedząc, jaki dodatek przyznano kolegom i koleżankom, zaczyna snuć niezdrowe domysły i spekulacje. A wszystko to podszyte strachem o utratę pracy.
Strach o utratę pracy jest wpisany w los współczesnego nauczyciela. Kto jest zwalniany w pierwszej kolejności?
– Teoretycznie uprzywilejowani są nauczyciele z najdłuższym stażem w danej placówce oraz nauczyciele najlepiej i najwszechstronniej wykształceni, z ukończonymi studiami podyplomowymi, kursami kwalifikacyjnymi, szkoleniami – mówi nauczycielka. – Znam jednak szkołę w Elblągu, gdzie zwolniono polonistkę dyplomowaną z 15-letnim stażem, z dwiema „podyplomówkami”, a pozostawiono dziewczę na kontrakcie z trzyletnim doświadczeniem bez dodatkowych kwalifikacji. Oznacza to, że w grę wchodziły jakieś inne kryteria niż zawodowe doświadczenie i wykształcenie. Jakie? Może łatwiej byłoby zrozumieć decyzje dyrektorów w takich sytuacjach, gdyby wcześniej, przyznając dodatki motywacyjne, byli transparentni w ocenie nauczycielskiej pracy – dodaje.
Jednym słowem, nawet ciągłe dokształcanie się nie zawsze daje gwarancję utrzymania stanowiska. A jakie są powody redukcji etatów? Odpowiedź zdaje się być prosta, ale czy naprawdę nie ma alternatywy na zmniejszającą się liczbę oddziałów?
– Nie da się dzisiaj mówić o bezrobociu wśród nauczycieli bez poruszania kwestii poziomu i warunków kształcenia. Główną przyczyną zwalniania nauczycieli jest zmniejszająca się liczba oddziałów. Ale czy naprawdę klasy muszą liczyć 35 i więcej osób? – mówi nauczycielka. – Czy ktoś naprawdę łudzi się, że istnieje jakiś „nauczyciel superman”, który jest w stanie w ciągu 45 minut objąć indywidualną opieką wszystkie dzieci w klasie, skoro jest ich tyle, że nie potrafi ich wszystkich jednocześnie objąć wzrokiem? Czy zamiast stwarzać cztery klasy po 35 osób, nie byłoby korzystniej – przede wszystkim dla dzieci – stworzyć pięć klas liczących po 28 osób? Ale najważniejsze są oszczędności. Ekonomiczny priorytet. Niemniej jednak oszczędzając na nauczycielach szkodzimy dzieciom i młodzieży – dodaje.
Godny uwagi jest fakt, że również w Elblągu można spotkać się z częstym zjawiskiem zatrudnienia nauczycieli w kilku placówkach, co powoduje, że taki nauczyciel pracuje na półtora, a nawet dwa etaty, podczas gdy inny wędruje po zasiłek do Urzędu Pracy. Interesuje mnie fakt, czy taki dwuetatowy nauczyciel jest równie wydajny jak ten, który pracuje na etacie. Przepracowanie niesie ze sobą bylejakość, wypalenie, chaos i niepunktualność w wywiązywaniu się z ważnych obowiązków, a wszystko kosztem uczniów.
– Niepokojąca jest możliwość zatrudnienia nauczyciela w kilku zaprzyjaźnionych placówkach i pracy na półtora etatu, a nawet więcej – mówi kolejna nauczycielka. – Częstym zjawiskiem jest zatrudnianie emerytów, podczas gdy młodzi nauczyciele nie mają szansy wejść na rynek pracy nawet na pół etatu. Jestem nauczycielką z siedmioletnim stażem pracy i mam to szczęście, że aktualnie mam 3/4 etatu, bo całego nie ma. Cały czas pracuję ze świadomością, że na moje miejsce i tak „czai się” już pewnie kilka osób, więc za około 1300zł miesięcznie staram się wciąż tak uatrakcyjniać uczniom swoje zajęcia, aby ani oni, ani dyrekcja nie zechcieli wymienić mnie na innego nauczyciela, gdyż konkurencja nie śpi – dodaje. – Dodam, że jestem w pełni wykwalifikowanym pedagogiem, ukończyłam studia magisterskie i dwa kierunki podyplomowo. Wciąż muszę się kształcić i płacić za te szkolenia, a mam na utrzymaniu rodzinę. Wymyślam nowe metody, formy i tematy pracy, aby pozytywnie wszystkich zaskakiwać i czynić z dzieci ludzi kreatywnych, ale też sprostać wszystkim wymaganiom. Ta praca jest moją pasją, nie jest ona łatwa, a etat nauczyciela to nie tylko 18 godzin tygodniowo, tak jak wszyscy myślą. – kontynuuje. – Wielokrotnie muszę przygotowywać się do pracy godzinami, które spędzam choćby nad pisaniem programów, rozkładów materiału, scenariuszy, projektów, nad sprawdzaniem prac uczniów, wypełnianiem dokumentacji, analizą wyników, ciągłą ewaluacją pracy popartą "papierami". Tego nie zrobi się na lekcji, bo mówiąc delikatnie, uczniowie są niezdyscyplinowani. Bardzo dużo czasu spędzam na różnych szkoleniach, radach pedagogicznych, zebraniach i konsultacjach z rodzicami itp. – mówi. – W weekendy uczę się innego zawodu, żeby mieć coś na „czarną godzinę” i nie zostać bez środków do życia, ale też aby dorobić po pracy i uzyskać satysfakcję finansową, bo brakuje na godne życie. Co z tego, że mam dwa miesiące wakacji, jeśli nie mogę sobie na nie pozwolić...
Jaki więc powinien być dzisiejszy nauczyciel? Przede wszystkim dzielny, chłonny wiedzy i przedsiębiorczy. Dzielny dlatego, że tak do końca nie wie czy od września będzie nadal zatrudniony. Chłonny wiedzy, ponieważ kolejny zdobyty fakultet ułatwi mu utrzymanie pracy lub zdobycie innej na wypadek zwolnienia. A na końcu przedsiębiorczy, bo ten jeden etat nie wystarczy, by utrzymać rodzinę. Rodzinny budżet reperują udzielane korepetycje lub wykonywanie innych, nie związanych ze szkolnictwem zajęć.
A dwumiesięczne wakacje? To być może jedyny pozytyw ciężkiej nauczycielskiej doli.
A oto, jak polskie szkolnictwo widzą elbląscy nauczyciele:
– Najbardziej tajemniczym zjawiskiem jest system zwalniania nauczycieli – mówi nauczycielka szkoły ponadgimnazjalnej, która chciałaby pozostać anonimowa. – Teoretycznie w każdej szkole jest regulamin zwalniania nauczycieli, ale funkcjonuje on na podobnych zasadach jak system przyznawania dodatków motywacyjnych. To oznacza, że niby jakieś zasady są, ale dyrektor i tak robi, co chce. Nie znam nauczyciela, który po wypełnieniu szablonu z kryteriami przyznawania dodatku, dostałby informację zwrotną - ile uzyskał punktów, za co i ile w związku z tym otrzymuje dodatku na najbliższe pół roku. To wszystko ściśle tajne! – dodaje. – Oczywiście każdy indywidualnie wie, jaką kwotę mu przyznano, choć nie ma pojęcia, jak została oceniona jego praca. Ponadto nie wiedząc, jaki dodatek przyznano kolegom i koleżankom, zaczyna snuć niezdrowe domysły i spekulacje. A wszystko to podszyte strachem o utratę pracy.
Strach o utratę pracy jest wpisany w los współczesnego nauczyciela. Kto jest zwalniany w pierwszej kolejności?
– Teoretycznie uprzywilejowani są nauczyciele z najdłuższym stażem w danej placówce oraz nauczyciele najlepiej i najwszechstronniej wykształceni, z ukończonymi studiami podyplomowymi, kursami kwalifikacyjnymi, szkoleniami – mówi nauczycielka. – Znam jednak szkołę w Elblągu, gdzie zwolniono polonistkę dyplomowaną z 15-letnim stażem, z dwiema „podyplomówkami”, a pozostawiono dziewczę na kontrakcie z trzyletnim doświadczeniem bez dodatkowych kwalifikacji. Oznacza to, że w grę wchodziły jakieś inne kryteria niż zawodowe doświadczenie i wykształcenie. Jakie? Może łatwiej byłoby zrozumieć decyzje dyrektorów w takich sytuacjach, gdyby wcześniej, przyznając dodatki motywacyjne, byli transparentni w ocenie nauczycielskiej pracy – dodaje.
Jednym słowem, nawet ciągłe dokształcanie się nie zawsze daje gwarancję utrzymania stanowiska. A jakie są powody redukcji etatów? Odpowiedź zdaje się być prosta, ale czy naprawdę nie ma alternatywy na zmniejszającą się liczbę oddziałów?
– Nie da się dzisiaj mówić o bezrobociu wśród nauczycieli bez poruszania kwestii poziomu i warunków kształcenia. Główną przyczyną zwalniania nauczycieli jest zmniejszająca się liczba oddziałów. Ale czy naprawdę klasy muszą liczyć 35 i więcej osób? – mówi nauczycielka. – Czy ktoś naprawdę łudzi się, że istnieje jakiś „nauczyciel superman”, który jest w stanie w ciągu 45 minut objąć indywidualną opieką wszystkie dzieci w klasie, skoro jest ich tyle, że nie potrafi ich wszystkich jednocześnie objąć wzrokiem? Czy zamiast stwarzać cztery klasy po 35 osób, nie byłoby korzystniej – przede wszystkim dla dzieci – stworzyć pięć klas liczących po 28 osób? Ale najważniejsze są oszczędności. Ekonomiczny priorytet. Niemniej jednak oszczędzając na nauczycielach szkodzimy dzieciom i młodzieży – dodaje.
Godny uwagi jest fakt, że również w Elblągu można spotkać się z częstym zjawiskiem zatrudnienia nauczycieli w kilku placówkach, co powoduje, że taki nauczyciel pracuje na półtora, a nawet dwa etaty, podczas gdy inny wędruje po zasiłek do Urzędu Pracy. Interesuje mnie fakt, czy taki dwuetatowy nauczyciel jest równie wydajny jak ten, który pracuje na etacie. Przepracowanie niesie ze sobą bylejakość, wypalenie, chaos i niepunktualność w wywiązywaniu się z ważnych obowiązków, a wszystko kosztem uczniów.
– Niepokojąca jest możliwość zatrudnienia nauczyciela w kilku zaprzyjaźnionych placówkach i pracy na półtora etatu, a nawet więcej – mówi kolejna nauczycielka. – Częstym zjawiskiem jest zatrudnianie emerytów, podczas gdy młodzi nauczyciele nie mają szansy wejść na rynek pracy nawet na pół etatu. Jestem nauczycielką z siedmioletnim stażem pracy i mam to szczęście, że aktualnie mam 3/4 etatu, bo całego nie ma. Cały czas pracuję ze świadomością, że na moje miejsce i tak „czai się” już pewnie kilka osób, więc za około 1300zł miesięcznie staram się wciąż tak uatrakcyjniać uczniom swoje zajęcia, aby ani oni, ani dyrekcja nie zechcieli wymienić mnie na innego nauczyciela, gdyż konkurencja nie śpi – dodaje. – Dodam, że jestem w pełni wykwalifikowanym pedagogiem, ukończyłam studia magisterskie i dwa kierunki podyplomowo. Wciąż muszę się kształcić i płacić za te szkolenia, a mam na utrzymaniu rodzinę. Wymyślam nowe metody, formy i tematy pracy, aby pozytywnie wszystkich zaskakiwać i czynić z dzieci ludzi kreatywnych, ale też sprostać wszystkim wymaganiom. Ta praca jest moją pasją, nie jest ona łatwa, a etat nauczyciela to nie tylko 18 godzin tygodniowo, tak jak wszyscy myślą. – kontynuuje. – Wielokrotnie muszę przygotowywać się do pracy godzinami, które spędzam choćby nad pisaniem programów, rozkładów materiału, scenariuszy, projektów, nad sprawdzaniem prac uczniów, wypełnianiem dokumentacji, analizą wyników, ciągłą ewaluacją pracy popartą "papierami". Tego nie zrobi się na lekcji, bo mówiąc delikatnie, uczniowie są niezdyscyplinowani. Bardzo dużo czasu spędzam na różnych szkoleniach, radach pedagogicznych, zebraniach i konsultacjach z rodzicami itp. – mówi. – W weekendy uczę się innego zawodu, żeby mieć coś na „czarną godzinę” i nie zostać bez środków do życia, ale też aby dorobić po pracy i uzyskać satysfakcję finansową, bo brakuje na godne życie. Co z tego, że mam dwa miesiące wakacji, jeśli nie mogę sobie na nie pozwolić...
Jaki więc powinien być dzisiejszy nauczyciel? Przede wszystkim dzielny, chłonny wiedzy i przedsiębiorczy. Dzielny dlatego, że tak do końca nie wie czy od września będzie nadal zatrudniony. Chłonny wiedzy, ponieważ kolejny zdobyty fakultet ułatwi mu utrzymanie pracy lub zdobycie innej na wypadek zwolnienia. A na końcu przedsiębiorczy, bo ten jeden etat nie wystarczy, by utrzymać rodzinę. Rodzinny budżet reperują udzielane korepetycje lub wykonywanie innych, nie związanych ze szkolnictwem zajęć.
A dwumiesięczne wakacje? To być może jedyny pozytyw ciężkiej nauczycielskiej doli.
bb