UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

O dziennikarzach, mafii i śmierci generała Papały

Elbląg, Mirosław Pęczak, Piotr Pytlakowski i Sylwester Latkowski.
Mirosław Pęczak, Piotr Pytlakowski i Sylwester Latkowski.

Ostatni elbląski Salon „Polityki” gościł dwóch dziennikarzy - Piotra Pytlakowskiego z „Polityki” właśnie, oraz współpracującego z tym tygodnikiem Sylwestra Latkowskiego, dziennikarza i dokumentalistę, autora dziewięciu filmów dokumentalnych, m.in. „Blokersów” i „Pedofili”. Z Sylwestrem Latkowskim o dziennikarstwie śledczym, polskiej mafii i kolejnym filmie rozmawiał Janusz Salmonowicz.

Janusz Salmonowicz: Sylwester Latkowski, dokumentalista i dziennikarz śledczy...
     Sylwester Latkowski: Nie, nie. Nie dziennikarz śledczy, ja jestem głównie dokumentalistą, który z racji robienia trzech ostatnich filmów, wszedł w tą rzeczywistość. No i wciągnął mnie też program telewizyjny „Konfrontacja”, który był takim programem interwencyjno-śledczym. Ale nie czuję się dziennikarzem śledczym.
     
     Jeśli przyjąć terminologię „dziennikarstwo śledcze”, to czy istnieje ono w Polsce. Czy są u nas warunki do uprawiania takiego dziennikarstwa?
     Dziennikarstwo śledcze w Polsce jest w stanie rachitycznym. Nie ma przyzwolenia na nie, nie ma chęci, żeby je rozwijać. Nawet w największych tygodnikach nie ma działów śledczych. Telewizja publiczna woli inwestować w programy rozrywkowe, konkurując z TVN-em i Polsatem, a nie w dziennikarstwo śledcze. W telewizji publicznej NIE MA działu śledczego. A dziennikarstwo śledcze tym się różni od innego dziennikarstwa, że wymaga czasu, nakładów, chodzenia, tak chodzenia, bo niejednokrotnie trzeba się wiele razy spotykać z ludźmi, pojechać w różne miejsca. To wymaga czasu. Czasami trzeba sprawie poświęcić miesiąc, dwa, trzy. Ja robię film o Papale dwa lata [o zabójstwie Komendanta Głównego Policji - przyp. JS]. I tu trzeba sfinansować koszty funkcjonowania dziennikarza. Nikt w Polsce o tym nie myśli. Nadużywa się pojęcia „dziennikarstwo śledcze”, naciąga się je do tej formy, która kwitnie w mediach, do tzw. „kwitologii”. Otrzymuje się kwit, obudowuje kilkoma zdaniami, jest news, jest głośno, ale gdzie tu dziennikarstwo śledcze. Stajemy się tylko przekaźnikami tego, co dostarczają nam służby, prokuratura, policja. Praktycznie dla mnie dziennikarstwo śledcze w Polsce jest w powijakach. Jest bardzo mało osób, które uprawiają ten rodzaj dziennikarstwa. One poza tymi krótkimi tekstami, które muszą robić, żeby zapłacić za prąd, potrafią chodzić miesiącami za czymś. Trzeba dotrzeć, porozmawiać, powęszyć, a nie tylko oprzeć się o „kwit”. To jest dziennikarstwo śledcze. W Polsce to rzadkość, ale nie winię za to dziennikarzy. To decydenci, a więc redaktorzy naczelni, politycy, właściciele mediów, traktują to jako zło konieczne, jako czyjeś hobby.
     
     Tu ciśnie się pytanie o bezpieczeństwo dziennikarza uprawiającego tę formę dziennikarstwa. Nie w rozumieniu zagrożenia zdrowia czy życia ze strony ludzi, którzy są zamieszani, ubabrani w jakieś sprawy, którymi on się zajmuje, ale czy za nim ktoś stoi. Czy ma opiekę prawną, czy redakcje stają za nim murem w sytuacjach, gdy dochodzi do procesów wytaczanych przez ludzi, którymi się on interesuje, działalność których wyciąga na tapetę?
     Duże redakcje - tak. Bronią swojego dziennikarza, zajmują się opieką prawną, ale trzeba powiedzieć, że po ewentualnym zwolnieniu zapał do obrony ze strony redakcji przygasa. U nas słabe są korporacje dziennikarskie. U nas też jest tak, że dziennikarza można z dnia na dzień wyrzucić, a w przypadku dziennikarza śledczego wiąże się to z konsekwencjami. Taki dziennikarz „wystawiony za bramę” zostaje sam ze swoimi problemami, z osobami, którym się naraził, i jego sytuacja jest, eufemistycznie mówiąc, nie najlepsza. No i do tego jest ten nieszczęsny paragraf pozwalający dziennikarza zamknąć. I to powinno być jak najszybciej zmienione, bo przestaje być ważne w tym momencie, czy ktoś za dziennikarzem stoi, czy nie stoi. To dziennikarz jednoosobowo ryzykuje.
     
     Czy, mając na uwadze to, co Pan powiedział o zagrożeniach, dziennikarstwo śledcze jest w Polsce potrzebne?
     Dziennikarstwo śledcze jest w Polsce konieczne. Przy byłej władzy było potrzebne i przy tej, która jest obecnie - także. Jest po to, żeby po prostu patrzyło na ręce politykom, decydentom, możnym tego świata. Jest potrzebne, ponieważ często taki dziennikarz jest jedyną ostoją dla ludzi, którzy mogą do niego przyjść ze swoim problemem i często tylko dziennikarz chce się zająć tym problemem.
     
     Zmieńmy trochę temat, a w zasadzie przejdźmy do zainteresowań zawodowych dziennikarza śledczego. Czy w Polsce jest mafia? Powszechnie wiadomo, że systemy mafijne tworzą się na styku polityki, biznesu i świata przestępczego. Czy jest polska mafia, a jeśli tak, czy można mówić o specyfice polskiej mafii?
     Tak, tylko że ta mafia jest tak jakby nieopisana do końca, można by powiedzieć, niezdiagnozowana, a co za tym idzie, nie dobrano się jeszcze do niej. No, przepraszam, ten „Pruszków” miał wyroki, ale co to były za wyroki - po 5, 6 lat pozbawienia wolności, bardzo niskie wyroki, to jeszcze nie jest prawdziwa mafia. Prawdziwa mafia to są politycy, służby, które dopiero razem z tym „Pruszkowem” tworzą mafię. Na razie my dotknęliśmy odnóg mafii. Dziwne jest to, że mijają lata, a prawdziwi ojcowie chrzestni świata przestępczego są ciągle nietykalni. Z rzadka media coś napiszą o nich, ale organy ścigania jakoś sobie nie potrafią poradzić. W Polsce w okresie transformacji część ludzi służb zajęła się interesami, biznesami, zaczęła wykorzystywać swoje kontakty agenturalne w świecie przestępczym, tworząc swoiste mafie. Do dzisiaj absolutna większość tych ludzi (byłych służb) spokojnie funkcjonuje, jest bezkarna. Ja uważam, że w Polsce prawdziwa mafia nie została jeszcze tknięta.
     
     Wiem, że pracuje Pan nad filmem ujawniającym kulisy śledztwa w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały. W maju razem z filmem ukaże się też Pana książka na ten sam temat. Czy w filmie i książce mówi Pan o mafii polskiej?
     Tak, tam też pokażę tą prawdziwą mafię, czyli - jak byli ludzie służb wchodzą w biznes i jak łączą się ze światem przestępczym. Wszyscy uczestnicy słynnego spotkania w „Marinie”, w czasie którego to, zdaniem prokuratury, biznesmen Edward Mazur zlecił zabójstwo gen. Papały, z mojego śledztwa wynika, że wszyscy ci panowie współpracowali ze służbami. A na razie ścigamy nieudanie Mazura, mamy jedną osobę w areszcie, której postawiono zarzut podżegania do zabójstwa, tj. Boguckiego, którego prokurator przesłuchał, i nie wykonuje się żadnych innych czynności. I tak naprawdę to nic więcej nie mamy. Mieliśmy szum medialny, jakie to wielkie sukcesy w śledztwie, a tak naprawdę nic nie mamy. Na przykładzie tej sprawy widać, że grupa śledcza ma problem z tą prawdziwą mafią, czyli z ludźmi osadzonymi w służbach, którzy robili wszystko i robią, żeby przeszkodzić temu śledztwu w dochodzeniu do prawdy. Ja postaram się te rzeczy wypunktować, zrobię to w ostry sposób, nazwę pewne rzeczy po imieniu. Nawet jeśli będzie to mój ostatni film śledczy, nawet jeśli spotkają mnie pewne kłopoty. Ja i tak ponoszę konsekwencje robienia tego filmu - spotykam się z różnymi, często skandalicznymi zachowaniami służb, jestem inwigilowany, stosuje się wobec mnie różne prowokacje, tworzy się czarny PR wokół mojej osoby. Jest to efekt dwuletniego śledztwa dokumentalnego. Film powstanie wyłącznie dzięki Państwowemu Instytutowi Sztuki Filmowej. Żadna telewizja nie chciała tego projektu wesprzeć. Ten temat wywołuje taki lęk u decydentów medialnych, że wolą zobaczyć produkt finalny i wtedy decydować, niż mnie wesprzeć w fazie produkcji. I to jest też przykład na to co się z tym tematem wiąże, tego tła, ja to nazywam swoistą mafijnością służb, lewych interesów, geszeftów finansowych, na styku państwo-biznes-polityka. Jeżeli mamy takie spotkanie - jest Mazur, jest Papała, jest Miller junior, syn ówczesnego premiera Leszka Millera, jest Wieczerzak i rozmawiają o prywatyzacji i wejściu na giełdę państwowej firmy „Bakoma”, to ja się pytam, co robi w tym gronie Komendant Główny Policji, a co robi syn Millera w tym wszystkim, z Wieczerzakiem, Mazurem... Co to w ogóle za towarzystwo. Co to jest, jak to nazwać, to nie było towarzyskie spotkanie, to nie było w zakresie obowiązków uczestników spotkania i co oni mają wspólnego z interesem „Bakomy”. Te rzeczy to jest to, co powinniśmy poznać. TVN wyemitował film o sprawach gazowych. Chłopcy z TVN-u mieli odwagę publicznie powiedzieć, że ktoś za dostarczanie gazu brał łapówki. A teraz wszystko się robi, żeby ten temat obejść i przykrywa takimi zastępczymi tematami. I nawet roczne bez mała opóźnienie w emisji filmu nie ma znaczenia dla podstawowego faktu, tj. że ktoś brał łapówki. Tym właśnie, takimi sprawami powinno się zajmować dziennikarstwo śledcze, a nie drukowaniem materiałów z IPN-u, nie drukowaniem stenogramów przesłuchań ani produkcją kolejnych „kwitków”, które zazwyczaj służą prokuraturze lub służbom, żeby kogoś skompromitować lub komuś dołożyć. To nie o to chodzi.
     
      Jeśli żadna telewizja nie chciała z Panem współpracować przy realizacji tego filmu, to jak i gdzie będzie można go obejrzeć?
     Będę jeździł z filmem po Polsce. Ukaże się książka, bo znalazł się odważny wydawca Andrzej Rosner, film się ukaże także na DVD. Może to wymusi wreszcie chociażby na telewizji publicznej, która powinna takie filmy pokazywać. Robię ten film, bo wiem, że będzie on rysą w pewnych mitach wokół tego śledztwa. Wierzę, że prawda się obroni, że nie da się zabić tego filmu, ani zakrzyczeć, ani zakryć czarnym PR-em. Żyjemy w kraju, gdzie większość ludzi łoży na telewizję publiczną i telewizja publiczna powinna wyemitować ten film.
     
     Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że, jeżdżąc po Polsce ze swoim filmem, zawita Pan i do Elbląga.
     Dziękuję. Pochodzę z Elbląga, więc może rzeczywiście spotkamy się tu na projekcji mojego nowego filmu.
Janusz Salmonowicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama