O mądrości ludu (opinia nadesłana)

Istnieje coś takiego jak zbiorowa mądrość ludu. Ostatnio się ona objawiła przy okazji konsultacji na temat strategii promocji miasta. Na wtorkowych konsultacjach było może 2-3 osoby, których można uznać za zainteresowanych mieszkańców, reszta to radni i przedstawiciele organizacji pozarządowych.
Widać lud uznał i chyba słusznie, że te całe konsultacje to taki kwiatek do kożucha, mówiąc prościej - pic na wodę-fotomontaż.
Nie dowiedziałem się od pana Rafała ileż to osób pracuje w jego departamencie i jakie mają doświadczenie we wprowadzeniu podobnych promocji. Ktoś powie, że tepółtora miliona to niewiele, ja natomiast uważam, że za takie pieniądze można by na przykład wyremontować ileś tam mieszkań komunalnych, co znacząco poprawi życie choć kilku mieszkańców. W każdym razie liczę, że któryś z was, drodzy czytelnicy ,zechce uzupełnić moją wiedzę (w komentarzach obok).
Obawiam się, że ta strategia będzie zastępowała realne działania. Co więcej, widzę w kilku punktach, że pan prezydent (tj władze miasta) zafundowały sobie za samorządowe pieniądze dokument, w którym wskazuje się jak mają pozytywnie kształtować swój wizerunek. Na miejscu opozycji zacząłbym się martwić, bo jak mawiał Jozef Goebbels: kłamstwo powtarzane po tysiąc razy staje się prawdą. Dzisiaj w czasach zdominowanych przez media to stwierdzenie urosło do rangi marketingowego przykazania.
Mam też zastrzeżenia do samego sposobu prowadzenia badań. Na moje oko to przebadane grupy są zbyt małe, co z kolei przekłada się na większy błąd w ostatecznym wyniku. Myślę, że to pewnie statystycy się lepiej wypowiedzą, zresztą jak będę po wakacjach w Toruniu to udam się do kilku speców, aby zechcieli się wypowiedzieć.
Pewne jest natomiast to, że ten ślimak się utrzyma. To nic, że całe te konsultacje to kpina z nas mieszkańców. Pan Rafał zauważył, że konsultacje były, odbyło się głosowanie i ślimak wygrał. Fakt, że regulamin konkursu w zasadzie tegoż ślimaka faworyzował, gdyż nowe logo musiało być zgodne ze strategią promocji, wydaje się nie mieć znaczenia. Kilka osób słusznie też zauważyło, że nagroda w wysokości tysiąca złotych to żadna zachęta dla profesjonalnych grafików… stąd wynik taki, jaki był. Nie bardzo podoba mi się nic niemówiące hasło: Elbląg TURBO lub Elbląg Przyspiesza (w spadaniu po równi pochyłej). Ciekawe, czy zgłoszony przeze mnie argument, żeby całą strategię promocji napisać zrozumiałym językiem będzie uwzględniony. Moim zdaniem to ważne, bo wtedy więcej ludzi zapoznałoby się z tym dokumentem a nawet przyszło na konsultacje. Wiem na pewno, że pan Rafał potrafi tłumaczyć z marketingowego na polski – pytanie tylko, czy będzie mu się chciało.
Martwi mnie jednak to, że na konsultacje przychodzą osoby, które nie bardzo mają coś do powiedzenia na temat samego dokumentu (bo zaprawdę powiadam wam trudno go chwalić), za to głośno wypowiadają się o innych osobach obecnych na konsultacjach. Taką osobą, która widać lubi argumenty at personam jest pani radna Małgorzata Adamowicz, która zamiast wypowiadać się o strategii wolała głośno się wypowiadać na temat kilku osób będących na Sali. Informuję panią radą Adamowicz, że to bardzo brzydka praktyka i już za samo takie postępowanie dostaje pani ode mnie minus 20 pkt. za zachowania nieetyczne (w nowej edycji BAR-u).
Argumenty dotyczące osoby a nie opisywanej sprawy dosyć mnie cieszą, bo dzięki temu wiem, że mam rację i że dotknąłem ważnego tematu. Ostatnio jakaś dobra dusza zarzuciła mi, że nie powinienem się wypowiadać o strategii promocji skoro zajmuję się Rosją i do tego o zgrozo (!) radziecką. Wspomniano przy okazji o Potiomkinie tzn. o pancerniku Floty Czarnomorskiej. Szkoda tylko, że ta osoba nie zadała sobie trudu, że przeczytać mój artykuł monograficzny o tym okręcie i o buncie jaki na nim wybuchł. Dowiedziałaby się, że buta i pycha dowódcy została ukarana brutalnym zabiciem go (a truchło wyrzucono za burtę)… tak się czasami kończy niesłuchanie społeczeństwa (w tamtym przypadku załogi, która nie chciała jeść mięsa z robakami).
Informuję, zatem, że mam głowę nie tylko po to, żeby do środka nie lała się woda, ale też czasami myślę i jeśli portEl mi to umożliwi będę się niektórymi przemyśleniami z wami dzielił….
Wracając do BAR-u to zadałem sobie trud i wybrałem się do Biura Rady Miejskiej, aby zasięgnąć języka na temat społecznej (tj wg mnie najważniejszej) funkcji jaką spełniają radni. Jednym z elementów jest przyjmowanie mieszkańców na dyżurach. Radnych mamy 25 więc w zasadzie w każdym miesiącu radni mają po jednym dyżurze. Stwierdzam, że mają oni anielską cierpliwość – szczególnie pani radna Maria Kosecka – przyjmująca najwięcej interesantów na dyżurach. Pani radna musi mieć wielką siłę przebicia skoro mieszkańcy walą do niej wręcz drzwiami i oknami. Na dyżurach przyjmuje ona po kilka osób (do 10) co jest liczbą sporą zważywszy, że inni radni na dyżurach mają po jednym lub dwóch interesantach . Chyba wybiorę się do pani radnej i sam się zapytam z czego wynika jej popularność.
Na dyżury radni zazwyczaj chodzą. Gdy im coś wypadnie widać, że zamieniają się ze swoimi kolegami. W zeszycie, który przeglądałem tylko dwóch radnych tj. Piotr Macutkiewicz i Dawid Pater miało po jednej nieobecności na dyżurze… to nie jest tak źle. Stwierdzam też, że pan radny Paweł Nieczuja Ostrowski brzydko pisze… za to ładnie i czytelnie pisze mój nauczyciel z SP nr 1 radny Wojciech Paczkowski (którego niniejszym pozdrawiam).
Oczywiście dyżury to jeden z elementów, które są ważne, ale ważniejsze są inicjatywy radnych poprawiające nasze tj. mieszkańców życie w różnych częściach miasta. Zachęcam was zatem, żebyście zechcieli się wypowiedzieć, czy w waszej dzielnicy radni włączają się w jakieś inicjatywy i jakie… zresztą wskazane będzie jak sami radni się pochwalą.
Nie dowiedziałem się od pana Rafała ileż to osób pracuje w jego departamencie i jakie mają doświadczenie we wprowadzeniu podobnych promocji. Ktoś powie, że tepółtora miliona to niewiele, ja natomiast uważam, że za takie pieniądze można by na przykład wyremontować ileś tam mieszkań komunalnych, co znacząco poprawi życie choć kilku mieszkańców. W każdym razie liczę, że któryś z was, drodzy czytelnicy ,zechce uzupełnić moją wiedzę (w komentarzach obok).
Obawiam się, że ta strategia będzie zastępowała realne działania. Co więcej, widzę w kilku punktach, że pan prezydent (tj władze miasta) zafundowały sobie za samorządowe pieniądze dokument, w którym wskazuje się jak mają pozytywnie kształtować swój wizerunek. Na miejscu opozycji zacząłbym się martwić, bo jak mawiał Jozef Goebbels: kłamstwo powtarzane po tysiąc razy staje się prawdą. Dzisiaj w czasach zdominowanych przez media to stwierdzenie urosło do rangi marketingowego przykazania.
Mam też zastrzeżenia do samego sposobu prowadzenia badań. Na moje oko to przebadane grupy są zbyt małe, co z kolei przekłada się na większy błąd w ostatecznym wyniku. Myślę, że to pewnie statystycy się lepiej wypowiedzą, zresztą jak będę po wakacjach w Toruniu to udam się do kilku speców, aby zechcieli się wypowiedzieć.
Pewne jest natomiast to, że ten ślimak się utrzyma. To nic, że całe te konsultacje to kpina z nas mieszkańców. Pan Rafał zauważył, że konsultacje były, odbyło się głosowanie i ślimak wygrał. Fakt, że regulamin konkursu w zasadzie tegoż ślimaka faworyzował, gdyż nowe logo musiało być zgodne ze strategią promocji, wydaje się nie mieć znaczenia. Kilka osób słusznie też zauważyło, że nagroda w wysokości tysiąca złotych to żadna zachęta dla profesjonalnych grafików… stąd wynik taki, jaki był. Nie bardzo podoba mi się nic niemówiące hasło: Elbląg TURBO lub Elbląg Przyspiesza (w spadaniu po równi pochyłej). Ciekawe, czy zgłoszony przeze mnie argument, żeby całą strategię promocji napisać zrozumiałym językiem będzie uwzględniony. Moim zdaniem to ważne, bo wtedy więcej ludzi zapoznałoby się z tym dokumentem a nawet przyszło na konsultacje. Wiem na pewno, że pan Rafał potrafi tłumaczyć z marketingowego na polski – pytanie tylko, czy będzie mu się chciało.
Martwi mnie jednak to, że na konsultacje przychodzą osoby, które nie bardzo mają coś do powiedzenia na temat samego dokumentu (bo zaprawdę powiadam wam trudno go chwalić), za to głośno wypowiadają się o innych osobach obecnych na konsultacjach. Taką osobą, która widać lubi argumenty at personam jest pani radna Małgorzata Adamowicz, która zamiast wypowiadać się o strategii wolała głośno się wypowiadać na temat kilku osób będących na Sali. Informuję panią radą Adamowicz, że to bardzo brzydka praktyka i już za samo takie postępowanie dostaje pani ode mnie minus 20 pkt. za zachowania nieetyczne (w nowej edycji BAR-u).
Argumenty dotyczące osoby a nie opisywanej sprawy dosyć mnie cieszą, bo dzięki temu wiem, że mam rację i że dotknąłem ważnego tematu. Ostatnio jakaś dobra dusza zarzuciła mi, że nie powinienem się wypowiadać o strategii promocji skoro zajmuję się Rosją i do tego o zgrozo (!) radziecką. Wspomniano przy okazji o Potiomkinie tzn. o pancerniku Floty Czarnomorskiej. Szkoda tylko, że ta osoba nie zadała sobie trudu, że przeczytać mój artykuł monograficzny o tym okręcie i o buncie jaki na nim wybuchł. Dowiedziałaby się, że buta i pycha dowódcy została ukarana brutalnym zabiciem go (a truchło wyrzucono za burtę)… tak się czasami kończy niesłuchanie społeczeństwa (w tamtym przypadku załogi, która nie chciała jeść mięsa z robakami).
Informuję, zatem, że mam głowę nie tylko po to, żeby do środka nie lała się woda, ale też czasami myślę i jeśli portEl mi to umożliwi będę się niektórymi przemyśleniami z wami dzielił….
Wracając do BAR-u to zadałem sobie trud i wybrałem się do Biura Rady Miejskiej, aby zasięgnąć języka na temat społecznej (tj wg mnie najważniejszej) funkcji jaką spełniają radni. Jednym z elementów jest przyjmowanie mieszkańców na dyżurach. Radnych mamy 25 więc w zasadzie w każdym miesiącu radni mają po jednym dyżurze. Stwierdzam, że mają oni anielską cierpliwość – szczególnie pani radna Maria Kosecka – przyjmująca najwięcej interesantów na dyżurach. Pani radna musi mieć wielką siłę przebicia skoro mieszkańcy walą do niej wręcz drzwiami i oknami. Na dyżurach przyjmuje ona po kilka osób (do 10) co jest liczbą sporą zważywszy, że inni radni na dyżurach mają po jednym lub dwóch interesantach . Chyba wybiorę się do pani radnej i sam się zapytam z czego wynika jej popularność.
Na dyżury radni zazwyczaj chodzą. Gdy im coś wypadnie widać, że zamieniają się ze swoimi kolegami. W zeszycie, który przeglądałem tylko dwóch radnych tj. Piotr Macutkiewicz i Dawid Pater miało po jednej nieobecności na dyżurze… to nie jest tak źle. Stwierdzam też, że pan radny Paweł Nieczuja Ostrowski brzydko pisze… za to ładnie i czytelnie pisze mój nauczyciel z SP nr 1 radny Wojciech Paczkowski (którego niniejszym pozdrawiam).
Oczywiście dyżury to jeden z elementów, które są ważne, ale ważniejsze są inicjatywy radnych poprawiające nasze tj. mieszkańców życie w różnych częściach miasta. Zachęcam was zatem, żebyście zechcieli się wypowiedzieć, czy w waszej dzielnicy radni włączają się w jakieś inicjatywy i jakie… zresztą wskazane będzie jak sami radni się pochwalą.
dr Michał Glock