Pogoda nie jest wymówką

Spóźnisz się? Pompki. Chcesz zapalić? Pompki. Bo jak się okazuje street workout trenuje nie tylko ciało, ale także i ducha. Jak mówi założyciel elbląskiej grupy Street Workout Elbląg Patryk „Lisu” Lis to również sport, który nie toleruje żadnych wymówek.
- Patryk „Lisu” Lis: To sport, który polega na dwóch fazach: na podciąganiu się i na robieniu pompek. Reszta to już są różne kombinacje. Chodzi w nim także o to, aby rzucać nałogi, aby trzymać dietę. Albo idzie się na tzw. „melanż”, albo idzie się na trening. Większość osób, które starają się wdrożyć w ten sport walczy ze swoimi nałogami, na przykład z alkoholem. Podobnie jest z papierosami, na początku było tak, że palono jeszcze przed treningiem, ale potem powiedziałem, że tak nie może być. Jeżeli ktoś chce zapalić musi zrobić 50 pompek, tzw. diamond pushups, angażujących tricepsy. Przyniosło to efekty. To jest taka walka, również z samym sobą. Jeżeli ktoś uważa, że musi zapalić to wie również, że musi wtedy zrobić te pompki, a na treningu się nie siedzi tylko ćwiczy, więc ta dodatkowa ilość odstrasza od palenia. Na razie udało się tylko jednej osobie zrobić te dodatkowe pompki (śmiech). Ten sport polega przede wszystkim na rozwoju własnego ciała poprzez jego ciężar, dzięki pompkom, poręczom czy skakance wyrabiamy siłę statyczną. Głównym czynnikiem decydującym o tym, że przychodzą do nas nowe osoby jest chęć poprawienia wyglądu własnego ciała, ale także walka z nałogami. Plusem jest również fakt, że ten sport można trenować za darmo, na świeżym powietrzu.
- A jak wyglądają wasze spotkania? Gdzie się spotykacie?
- Mieliśmy drążki na terenie SP nr 21, które zostały zlikwidowane, tak jak powiedział pan dyrektor, z powodu korozji. Być może zrobiono to również ze względu na dzieci, gdyż podobno był tam jakiś wypadek, dziecko bujało się na drążku i spadło, ale to są jednostki, przypadki. Natomiast kiedy trenowaliśmy podczas dnia czy wieczorami, zawsze podbiegały do nas różne dzieci, trenowały razem z nami, podciągały się na drążku, robiły z nami pompki. Dzieci miały satysfakcję, bardzo fajne było to, że angażowały się w ten sport, nie wiedziały, że takie coś istnieje, że jest coś innego niż piłka nożna. Obecnie trenujemy niedaleko Pigalaków, zdarzają się treningi również na terenie Szkoły Muzycznej, choć raczej nie w godzinach przedpołudniowych. Był taki przypadek, że poproszono nas o opuszczenie terenu szkoły, bo nauczycielki skarżyły się, że...handlujemy narkotykami. Innym razem poprosił nas o to pan konserwator. Rozumiem, że może to w jakiś sposób przeszkadzać, ale z drugiej strony nie robimy nic złego, nie wyganiamy tych dzieci, jeśli już to pokazujemy jak wygląda ten sport, zachęcamy do niego. Trenowaliśmy również Nad Jarem. Obecnie treningi odbywają się albo przed południem, albo po południu. Na początku wszystko było uzależnione ode mnie, teraz grupa sama robi treningi, kiedy tylko jest możliwość. Pogoda akurat nie jest wymówką, jeśli odbywa się trening to nie ma to znaczenia. W tym sporcie nie ma żadnych wymówek.
- A jak powstała grupa Street Workout w Elblągu?
- Działamy od maja tego roku i w sumie zaczęło się to ode mnie. Zacząłem się odchudzać, wziąłem się za siebie, zebrało się kilka osób i tak powstała cała grupa. Wcześniej przez 6 lat trenowałem parkour, a po wielu kontuzjach kolan, żeby nie rezygnować ze sportu postanowiłem dalej trenować. Mamy w swoich szeregach również dziewczyny, bo Street Workout jest dla każdego. W tym sporcie nie ma ograniczeń, ani wiekowych, ani wagowych. Obecnie jest 10-12 osób. Wiemy też, że są w tym mieście ludzie, którzy w jakiś sposób łapią od nas bakcyla, ale trenują sami. Wiemy również, że ten sport pojawiał się w tym mieście dużo wcześniej niż my. Przychodzą również do nas osoby, które trenują mma, sambo czy inne sztuki walki. Myślimy o tym, aby założyć stowarzyszenie, pozyskiwać środki unijne, żeby lepiej to funkcjonowało.
- Wiem, że złożyliście projekt do Budżetu Obywatelskiego związany z waszym sportem…
- Złożyliśmy taki projekt, który zakłada budowę placu do Street Workout, nie tylko dla nas, ale dla wszystkich elblążan. Każdy, kto chce wzmocnić ciało, dodać mu siły, poprawić swój wygląd mógłby z takiego placu korzystać. Przydałyby się tam specjalne poręcze, a zamiast zwykłych drążków mógłby pojawić się chociaż jeden gimnastyczny, gdyż na przykład mięśnie międzyżebrowe najlepiej rozwijają się podczas ćwiczeń na drążku. W budżecie zapisano nam 100 tys. zł. Koszt projektu placu to 23 tys. zł, drugie 20 tys. to jest koszt powierzchni tartanowej, wszystko musi być także potwierdzone atestami. Gdyby powstał taki plac moglibyśmy pokazywać innym na czym polega ten sport, że jest on również dążeniem do swego rodzaju doskonałości. Może udałoby się wybudować ten jeden plac, a potem kilka mniejszych. Jest to naprawdę fajna sprawa, przyda się to nie tylko nam.
Marta Wiloch