Powiedziała dość, bo chce czuć więcej (Elblążanie z pasją, odc. 30)

Pracowała w korporacji, gdzie nie liczył się człowiek, liczyły się zyski. Któregoś dnia, nie konsultując decyzji z najbliższymi, posłuchała instynktu i powiedziała: dość! Opłaciło się, bo życie miało dla niej plan B. Pstrykając kolejne kadry chce pokazywać, że twarz bez makijażu może być piękna, że kalectwo nie jest brzydotą, a kobiecy akt nie jest grzechem. - Ważny jest człowiek i prawda o nim – przekonuje Monika Filipowicz, której fotograficzna pasja nabiera tempa.
- Co robiłaś zanim zaczęłaś przygodę z fotografią?
Monika Filipowicz: - Przez 17 lat pracowałam w banku. Pamiętam czasy, kiedy to była "normalna" praca. Jednak po zmianach gospodarczych banki stały się korporacjami i już nic nie było normalne.
- Dlatego zdecydowałaś się porzucić dotychczasowy zawód?
- Życie w wiecznym stresie i codzienne dylematy moralne. Liczyła się tylko sprzedaż, dosłownie, za wszelka cenę. Historie, które mogłabym opowiedzieć z tamtych czasów, byłyby bardzo smutne. Na bankowych szkoleniach prano nam mózgi, kazano wierzyć, że spełniamy marzenia ludzi konsolidując im kolejne kredyty. Szkoda słów... Zawsze wiedziałam, że to zwykłe kłamstwo i że liczy się tylko zysk korporacji. Dusiłam się w tych oparach hipokryzji. Czułam, że można żyć inaczej, ale ciągle brakowało odwagi, by to rzucić.
- Miałaś obawy, by postawić wszystko na jedną kartę?
- Któregoś dnia zadziało się samo. Niektórzy mówią, że to był akt odwagi - wstać i powiedzieć dość, ale ja, z perspektywy czasu, nazwałbym to raczej desperacją. Było mi wszystko jedno, byleby koszmar się skończył. Podświadomie czułam, że muszę tak zrobić, bez konsultacji z najbliższymi posłuchać instynktu i po prostu ratować się. Czas pokazał, że życie miało dla mnie plan B. Pewnie jest też i C, i D itd. Dlatego namawiam innych, by nie tracili cennego czasu. Sprawdziłam i to działa (śmiech).
- Postawiłaś na fotograficzną kartę. Co lubisz fotografować? Co się urzeka? Inspiruje?
- Co lubię fotografować? Pewnie to dziwnie zabrzmi, ale wszystko. Uwielbiam chwile, kiedy mam aparat w ręku, kiedy się dzieje wokół niewidzialne coś. Ze mną, z drugą osobą, nawet z otoczeniem. Tak naprawdę obraz jest na końcu. Umieram ze strachu przed każdą sesją, a kiedy już zacznę, "przepoczwarzam się" i liczy się tylko czas zatrzymany w kadrze. Trudno jest o tym mówić, ale łatwo się to czuje (śmiech).
Jednak najbliższe sercu są portrety, twarze, oczy. Urzeka mnie moment, kiedy mówię ludziom, że są piękni, a oni patrzą na mnie z niedowierzaniem. Potem przychodzi moment, kiedy wiem, że zaczynają mi wierzyć i czują to. Bezcenne uczucie, i nawet, jeśli znów dopadną ich wątpliwości to wiem, że warto. To właśnie jest chyba moja misja. Dawać ludziom chwile szczęścia i pozytywnych emocji, a nie wciskać im kolejną pożyczkę.Tak czasem myślę, że mam wobec nich dług do spłacenia, na który zapracowałam w korporacji.
- Jesteś członkiem Elbląskiego Klubu Fotograficznego. Co daje ci klub i ludzie, których w nim poznałaś?
- No, właśnie EKF to ludzie. Oni są najważniejsi. Świetni, zarażeni pasją, jak ja. Wspólne plenery to świetny sposób na spędzanie czasu. Uwielbiam to.
- Jaki masz cel fotograficzny, co byś chciała uwiecznić, uchwycić?
- Jestem jeszcze na początku tej drogi, ale wiem, że teraz nabiorę tempa. Mam już odwagę, by stawiać sobie cele. Nie odkrywam kosmosu. To wszystko już było, ale chcę tego doświadczyć, chcę robić "dziwne" fotografie. Takie, na które teraz jeszcze nie mam odwagi i które nie zawsze są łatwe w odbiorze. Trudno to wytłumaczyć. Chcę pokazywać, że "brzydkie" może być "piękne". Twarz bez makijażu może być piękna. Starość może być piękna. Kalectwo nie jest brzydotą, a kobiecy akt nie jest grzechem. Ważny jest człowiek i prawda o nim. Marzę o tym, by przełamywać dystans ludzi do samych siebie, by wyrzucić z głów stereotypy i "czuć więcej". By fotografie nie były oglądane tylko poprzez zmysł wzroku.
- Co cię satysfakcjonuje: piękny kadr czy opinie ludzi, których zachwyca?
- Zawsze kadr. Liczy się pierwsza myśl, pierwsze odczucie - moje własne. Potem już nic i nikt nie jest w stanie wpłynąć na zmianę mojego odbioru. Ja chyba oglądam fotografie sercem. Rozum może wysłucha jeszcze logicznych argumentów, ale serce wie swoje i już.
- Może to kobiecy punkt widzenia, kobiece spojrzenie na świat.
- Oj, nie wiem, przydałby się facet do konfrontacji (śmiech). Nie chcę się nikomu narazić odpowiedzią więc tak trochę dyplomatycznie: pewnie kobiecy punkt widzenia różni się od męskiego. Pewnie są na to dowody naukowe, ale patrząc na fotografie nigdy nie myślę czy autorem jest kobieta, czy mężczyzna więc dla mnie nie ma to znaczenia.Gdzieś tam po cichu przyznam pewnie, że my kobiety czujemy troszkę "więcej" z nadzieją, że jednak to widać w naszych pracach. Ale to tak bardzo po cichu (śmiech).