UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Sentymentalna podróż Hansa Joachima

 
Elbląg, Sentymentalna podróż Hansa Joachima
fot. Anna Dembińska

Ostatni raz był w Elblągu w 1945 roku. Miał wtedy osiem lat, a wczoraj powrócił w swoje rodzinne strony. Z dawnego Elbląga zapamiętał niewiele, jednak myśl o powrocie do rodzinnego miasta pozostała. Po raz pierwszy od czasów wojny przekroczył próg domu swojego dzieciństwa.

Hans Joachim Kobusch miał osiem lat, gdy przyszło mu opuścić rodzinne miasto. Jak mówi, wspomnień związanych z Elblągiem pozostało niewiele, jednak chęć powrotu w rodzinne strony w końcu zwyciężyła. - Jeśli w ogóle coś pamiętam, to są to głównie przykre rzeczy – próbuje wrócić pamięcią do lat dzieciństwa Hans Joachim Kobusch. - Pamiętam jak do domu wpadli niemieccy żołnierze, kazali się pakować i natychmiast go opuścić. Moja rodzina wsiadła na furmankę zaprzęgniętą w konie i ruszyliśmy na Malbork. Było zimno, był styczeń 1945 roku. Pamiętam też, jak Niemcy wysadzili most na Nogacie w Malborku, dosłownie pięć minut po tym, jak zdążyliśmy po nim przejechać.
       Gdy zobaczył swój rodziny dom, Hans Joachim Kobusch przypomniał sobie więcej szczegółów ze swojego dzieciństwa, a my mieliśmy przyjemność towarzyszyć mu w tej sentymentalnej podróży. Po tym jak napisał do naszej redakcji list z prośbą o pomoc w odnalezieniu dawnego domu, pojechaliśmy pod wskazany adres, przesłaliśmy mu zdjęcie domu a wczoraj zawieźliśmy na ulicę Metalowców, kiedyś Dietrich-Eckart-Strasse. Nasz niemiecki gość nie krył wzruszenia, a mieszkańcy jego rodzinnego domu zdziwienia. Zaproszeni do środka, ucięliśmy z nimi krótką pogawędkę, a w mieszkaniu, jak się okazało, niewiele się zmieniło.

 

O jego dawnych mieszkańcach przypominały stare drewniane schody, stare poniemieckie drzwi i framugi. - Tutaj za tymi przybudówkami były pszczoły – opowiada Hans Joachim Kobusch. - Gdy chodziłem tam jako mały chłopiec, leciały do mnie. Pamiętam, że czułem je we włosach. A tam dalej za ogrodem były łąki. Zbieraliśmy tam grzyby, a niedaleko jeździł tramwaj – przypomina sobie. - A moja starsza siostra uczyła się w Elblągu na nauczycielkę. Tyle wiem.
       Dziś Joachim Hans Kobusch, z zawodu pracownik administracji przedsiębiorstwa górniczego, mieszka w małej miejscowości pod Poczdamem, zupełnie sam, rok temu stracił żonę. Dzieci nie ma, rodzeństwo już nie żyje, więc obecnie nie ma żadnych krewnych. - Chyba niedługo będę musiał sprzedać swój dom i wynajmę jakieś mieszkanko lub zamieszkam w domu spokojnej starości – mówi ze smutkiem.
       Do Elbląga zawitał razem z wycieczką, jutro rusza na dalsze zwiedzanie, a my pokazaliśmy mu jeszcze Bażantarnię, jadąc wzdłuż linii tramwajowej, którą z dzieciństwa również zapamiętał, ponieważ dojeżdżał tramwajem do szkoły. Jaka to była szkoła, niestety nie udało się ustalić.
      

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama