UWAGA!

----

Uznaliśmy, że to droga dla nas. Chcemy pokazywać dzieciom normalność

 Elbląg, Agnieszka i Michał Nasarzewscy są rodziną zastępczą od pięciu lat
Agnieszka i Michał Nasarzewscy są rodziną zastępczą od pięciu lat (fot. ECUS)

Agnieszka Nasarzewska i jej mąż Michał największą radość czują obserwując, jak dziecko zaczyna wierzyć, że dom może być miejscem bezpiecznym i zwyczajnym. I właśnie o tę zwyczajność w ich domu chodzi najbardziej. Od 5 lat są rodzina zastępczą związaną z Elbląskim Centrum Usług społecznych.

Normalny dzień
       Szykowanie ubranek, gotowanie, pranie, sprzątanie i zakupy. Wszystko jak w zwykłym domu, ale razy siedem - nie licząc stałych członków rodziny. Jest co robić.

- Rano panuje prawdziwy chaos - śmieje się pani Agnieszka. - Wszystkich trzeba obudzić, ubrać, dziewczynki uczesać i wszystkich rozwieźć do przedszkoli i szkół. A potem zaczyna się pranie. Najmniej lubię właśnie pranie, bo mam wrażenie, że nigdy się nie kończy.

Potem obiad i zakupy, które są logistycznym wyzwaniem.

- Wracamy z sześcioma, ośmioma torbami wyładowanymi po brzegi. Każde z dzieci lubi przecież coś innego. A w międzyczasie spotkania, zebrania, lekarze, dentyści, terapie. To zajmuje cały dzień - mówi.

W rodzinie państwa Nasarzewskich przebywa obecnie siedmioro dzieci. Łącznie w ich domu miłość i opiekę znalazło już piętnaścioro.

 

Dzieci szybko łapią rytm rodziny
       Dzieci wchodzą do rodziny z obciążeniami, trudnymi przeżyciami i zaniedbaniami. Zaskakujące jest to, jak szybko moc rodziny dodaje im sił, jak szybko łapią jej rytm.

- My bardzo pilnujemy tego rytmu, takiej powtarzalności i przewidywalności. Widzimy, że to tym dzieciom daje poczucie bezpieczeństwa. One wiedzą, że jak wstaną, będzie śniadanko, że potem się bawimy, a później będzie drugie śniadanko i obiad. One bardzo szybko w to wchodzą i zaczynają w tym świecie funkcjonować. Trzeba dać tym dzieciom stabilność. Taka prosta, zwyczajna rzecz. Nic nadludzkiego - przyznaje pani Agnieszka.

Państwo Nasarzewscy podkreślają, że nie czują się bohaterami. Raczej zwykłymi domatorami, którzy cenią spokojny tryb życia, co idealnie sprawdza się w rodzicielstwie zastępczym. Są zawodową rodziną zastępczą od 5 lat, ale ich historia zaczęła się wiele lat wcześniej.

 

Nad jeziorem

- Jeździmy do domku nad jeziorem i tam nasi sąsiedzi byli właśnie taką rodziną zastępczą. Wtedy dowiedzieliśmy się, że coś takiego w ogóle istnieje. Podpatrywaliśmy ich i gdzieś tam pojawiła się myśl, że może kiedyś to byłaby też droga dla nas - wspomina pani Agnieszka - Ale to był zupełnie inny moment w naszym życiu. Nasz syn był malutki, opiekowaliśmy się teściem. Wiedzieliśmy, że jeszcze nie teraz.

Pierwszy krok zrobili dopiero sześć lat później.

- Po prostu musieliśmy dojrzeć - przyznaje pani Agnieszka.

Nie było w nich romantycznej wizji ani przekonania, że wystarczy sama miłość.

- Wiedzieliśmy, że to trudna droga. Różne są dzieci, mają różne historie i trudne doświadczenia. Mamy własne, więc wiedzieliśmy też, ile pracy wymaga wychowywanie. Mieliśmy świadomość trudności, ale też czuliśmy, że sobie poradzimy - mówią dzisiaj.

Nie chcieli ratować świata. Motywowało ich coś prostszego.

- Chcieliśmy pokazać dzieciom zwyczajność. Że dom może mieć rytm, spokój, poczucie bezpieczeństwa. Że można żyć normalnie.

 

Od ciszy do decyzji w kilka dni
       Decyzję o przyjęciu dziecka podjęli całą rodziną. Córka była nastolatką, syn miał siedem lat. Oboje zgodzili się bez wahania. Państwo Nasarzewscy wciąż jednak pozostawiali sobie otwartą furtkę. Cały czas pozwalali sobie na wątpliwości i pytania.

- Mówiliśmy sobie: zobaczymy po kursie. Jeśli coś nas przerazi, wycofamy się. Ale nic nas nie przeraziło. Byliśmy dobrze przygotowania. Dużo czytaliśmy i dowiadywaliśmy się z grup internetowych dla rodzin zastępczych. Samo szkolenie też było świetne, bardzo miło to wspominam do dzisiaj - mówi pani Agnieszka.

Najtrudniejszy okazał się czas po uzyskaniu kwalifikacji. Czekanie na telefon.

- Kiedy wreszcie zadzwonili, w poniedziałek, dowiedzieliśmy się, że chodzi o niemowlę. A my byliśmy przygotowani na kilkuletnie dziecko - przyznają.

Na decyzję mieli kilka dni. W piątek chłopiec był już u nich w domu.

- Musieliśmy w kilka dni zorganizować wszystko, co normalnie robi się przez dziewięć miesięcy. Łóżeczko, ubranka, pampersy. I ja musiałam nagle iść na macierzyński - wspomina pani Agnieszka.

 

Tak zaczęło się ich życie jako rodziny zastępczej.

 

Miłość, która ich zaskoczyła
       Na początku starali się trzymać emocje na dystans. Nie wiedzieli, jak rozwiąże się sytuacja prawna dziecka, które do nich trafiło i w błyskawicznym tempie zaczęło podbijać ich serca. Tej fali miłości nie dało się już zatrzymać. Pani Agnieszka i jej mąż zdecydowali się na adopcję Darka (imię zmieniono dla dobra dziecka).

- W czerwcu rodzice zostali pozbawieni praw. W lipcu złożyliśmy wniosek o przysposobienie. Nie planowaliśmy mieć więcej własnych dzieci. A jednak uczucie okazało się silniejsze. I tak mamy kolejnego syna - podkreśla z dumą pani Agnieszka.

 

Najtrudniejsze emocje
       W pracy rodziny zastępczej nie ma nic trudniejszego niż rozstania. A te zdarzają się często i wywołują ogromne emocje. Jedna z dziewczynek była z nimi ponad trzy lata.

- Była jak nasze dziecko. Poszła do adopcji. Racjonalnie wiedzieliśmy, że tak trzeba. Ale to boli do dziś. Boimy się kolejnych takich przywiązań. Ale też rozumiemy naszą rolę jako rodziny zastępczej. Kiedy emocje opadną, będziemy się cieszyć, że ma prawdziwy dom - mówi pani Agnieszka.

Dzieci w rodzinie zastępczej przebywają do momentu powrotu do rodziny biologicznej, która naprawiła swoją sytuację życiową, do czasu adopcji lub do usamodzielnienia się.

- Trzeba dawać szansę rodzicom biologicznym. Ja wierzę, że ten rodzic chce dobrze, ale nie potrafi. Może sam miał złe wzorce i nie umie tego udźwignąć. Ale najważniejsze jest dobro dziecka. Jeśli rodzic się nie stara, dziecko powinno mieć szansę na nowy dom, bo czas leci, ono rośnie, a szansa na adopcję maleje.

 

To nadaje naszemu życiu sens
       W rodzinie Państwa Nasarzewskich przebywa obecnie 7 dzieci w wieku od 2 do 9 lat.

- Czasami ktoś mi mówi „ja Państwa podziwiam, ja bym tak nie mogła”. A mnie ciężko byłoby żyć spokojnie wiedząc, że mogę pomóc, a jednak tyle dzieci jest w domu dziecka. Więc robię to, co uważam, że nadaję mojemu życiu sens. Nigdy nie sądziłam, że będę miała tyle dzieci, a zostałam zawodową rodziną zastępczą - uśmiecha się pani Agnieszka. - Dlatego jeśli ktoś czuje, że mógłby zając się dzieckiem, powinien spróbować, to nie jest kontrakt na całe życie. Nie trzeba mieć dużych pieniędzy, bo otrzymuje się środki od ECUS na utrzymanie dziecka, nie trzeba też mieć dużego domu. Po prostu wystarczy zrobić miejsce dla dziecka. To daje dużo satysfakcji i spełnienia. Ja to czuję - mówi.

 

Elbląskie Centrum Usług Społecznych poszukuje kandydatów na rodziny zastępcze. Zgłoś się pod nr tel. 780 191 899 lub 55 625 61 22. Rodziny zastępcze w Elblągu są dodatkowo wspierane w ramach projektu Moc Rodziny. Rodzice uczestniczą w szkoleniach i otrzymują specjalistyczne wsparcie, a dzieciom i młodzieży ECUS zapewnia pomoc specjalistów, wsparcie w nauce oraz wyjazdy integracyjne.


Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama