Wichura, kobiety i parytety

Ponad 60 kobiet, 1001 zebranych podpisów pod projektem ustawy o parytetach na listach wyborczych i dyskusja na temat wcielenia w życie najważniejszych postulatów z czerwcowego Kongresu Kobiet Polskich – tak w wielkim skrócie można opisać wczorajszą (14 października) konferencję „Czas na kobiety – aktywne i przedsiębiorcze”.
Podczas spotkania zabrakło nie tylko mężczyzn (z małymi wyjątkami), ale i zaproszonych gości: Magdaleny Środy i Henryki Bochniarz. Powodem ich nieobecności były fatalne warunki atmosferyczne, które sprawiły, że samolot z Warszawy nie doleciał do Gdańska i musiał wylądować we Wrocławiu. W „zastępstwie” Henryki Bochniarz przybyła Małgorzata Rusewicz, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Natomiast Magdalena Środa obiecała Jadwidze Król, organizatorce konferencji wizytę w późniejszym terminie. Poza tym wiele kobiet nie dotarło na spotkanie z powodu paskudnej pogody.
Połowa władzy w rękach kobiet?
Obecnie w sferze marzeń pozostaje scenariusz, w których na listach wyborczych znajdzie się 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn. Kongres Kobiet Polskich chce to zmienić. Warunkiem wyrównania szans kobiet w polityce jest zebranie co najmniej 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o wprowadzeniu parytetów płci na listach wyborczych do końca listopada. Dopiero wtedy projekt trafi do Sejmu. Jednak nawet 100 tys. podpisów nie zagwarantuje kobietom wprowadzenia takiego podziału. W rzeczywistości kobiety liczą na 30-40 proc., poza tym przyznają, że to nie może być sztywny podział. Chodzi o to, aby dać możliwość i szansę kobietom.
Przedsiębiorcza Polka nie z wyboru
– W raportach Komisji Europejskiej Polki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w całej UE. 35 proc. dyrektorów i managerów w Polsce to kobiety, a wśród przedsiębiorców 36 proc. stanowią kobiety. Tak naprawdę jesteśmy dobrze wyedukowane, bo ponad 94 proc. młodych kobiet ma co najmniej wykształcenie średnie – mówiła o sytuacji Polek na rynku pracy Małgorzata Rusewicz. – To są dobre wiadomości i na tych dobrych wiadomościach tak naprawdę się kończy, ponieważ dalej są już tylko złe i gorsze, z którymi musimy się borykać na co dzień. Jedna z nich to fakt, że jesteśmy na szarym końcu, jeżeli chodzi o zatrudnienie kobiet w Europie. Za nami są tylko cztery kraje: Węgry, Włochy, Malta i Grecja. To zatrudnienie jest na poziomie ok. 43 proc., a przypomnę, że strategia lizbońska, Komisja Europejska i Parlament postawiły sobie za cel, że zatrudnienie kobiet w każdym państwie europejskim do 2010 roku wzrośnie do 60 proc. Jesteśmy bardzo, bardzo daleko. Nie wiem, czy rok 2020 będzie osiągalnym i realnym terminem przy braku polityki wspierającej zatrudnienie kobiet.
Głos w dyskusji zabrała jedna z pań, twierdząc, że statystyki pokazują nasz kraj w pozytywnym świetle, gdyż kobiety nie mogąc znaleźć pracy muszą zakładać własną działalność gospodarczą. Przedsiębiorczość jest wynikiem dyskryminacji i mniejszych zarobków, a nie sprzyjających warunków na rynku pracy.
Gwarancja równości, czyli co można zrobić
Nie ulega wątpliwości, że potrzebne są kobiety na wysokich stanowiskach, które będą w stanie zmieniać prawa, wpływające na życie Polek. Marginalizowanie problemów kobiet objawia się również w konieczności powołania niezależnego rzecznika ds. spraw kobiet i równości. Obecnie w Polsce istnieje tylko jeden pełnomocnik ds. równego traktowania – w województwie pomorskim. Pełnomocniczka została powołana zaledwie miesiąc temu.
– Na co dzień jestem w Sejmie. Komisja Polityki Społecznej i Rodziny w 90-procentach to panowie. Nawet mnie trochę bawi, jak zaczynamy rozmawiać o wychowywaniu dzieci, bo oni nie mają zielonego pojęcia o tym, a ja mam córkę i patrzę na to z zupełnie innej perspektywy. Mam odmienne podejście do różnych propozycji. Dlatego wydaje mi się, że ta „ustawa parytetytowa” zmobilizuje kobiety do tego, aby chcieć być w Sejmie, w Senacie, na stanowiskach lokalnych i samorządowych – powiedziała Małgorzata Rusewicz.
– Chodzi o to, żeby uświadomić kobietom, że to my mamy decydować o swoim życiu, a nie mężczyźni – podsumowała Jadwiga Król.
Kobiety w polityce
– To nie jest tak, że kobietom się nie oferuje miejsc na listach, tylko zazwyczaj są to miejsca na końcu. Kobieta, decydując się na wpisanie na listę, musi mieć świadomość, że poświęci na to mnóstwo czasu, pieniędzy, a ma niewielkie szanse, żeby znaleźć się w Sejmie czy Senacie. W związku z tym wiele pań rezygnuje, wiedząc, że ich nazwiska mają przyciągnąć elektorat, ale zyskają na tym osoby na początku listy – zazwyczaj są tam tylko panowie. Te mechanizmy należałoby zmienić właśnie tymi parytetami. To ma zachęcić kobiety do tego, żeby zgłaszały swój udział, ale muszą wiedzieć, że znajdą się na listach w czołówce, a nie na samym końcu. Tym bardziej, że większość z nich ma często dużo lepsze wykształcenie, doświadczenie, umiejętności i charyzmę, bo to też jest bardzo ważne w polityce – wyjaśniała Małgorzata Rusewicz.
Pod koniec listopada dowiemy się, ile osób podpisało listy. Do wczoraj w Elblągu zebrano 1001 podpisów.