Wszystko zależy od dojrzałości dziecka

To ostatni rok, w którym rodzice dzieci z rocznika 2007 mogą podjąć decyzję, w jakim wieku ich dziecko rozpocznie edukację w szkole. W roku szkolnym 2014/2015 obowiązek szkolny obejmie wszystkie sześciolatki.
Przeważająca część rodziców opowiada się za jak najdłuższym pozostawieniem swych pociech w przedszkolach. Rodzice twierdzą, że zbyt wczesne posyłanie dzieci do szkoły zabiera im dzieciństwo. Są zdania, że ich dzieci zdążą się jeszcze nachodzić się do szkoły, zdążą się napracować i nie chcą im zbyt wcześnie fundować tzw. „wyścigu szczurów”. Według nich problem tkwi także w konstrukcji psychicznej małego dziecka, która nie pozwala na to, by usiedziało ono długo w ławce. Dziecko nie jest zatem odpowiednio przygotowane do nowych warunków, jakie zastanie w szkole.
Szkoły są przyjazne sześciolatkowi
- Nikt nie wymaga, żeby dziecko sześcioletnie siedziało przez 45 minut w ławce – uspakaja dyrektor Szkoły Podstawowej nr 21, Edward Pietrulewicz. - I nie chodzi tu tylko o dzieci sześcioletnie, ale dzieci klas 1-3. I jeśli są jeszcze takie szkoły, które wymagają tego od małego dziecka, oznacza to, że nauczyciel źle pracuje. W mojej szkole nie ma takiej lekcji w klasach 1-3, żeby dziecko musiało przesiedzieć 45 minut w ławce. Wiem, że w niektórych szkołach w Elblągu, choćby ze względu na warunki lokalowe, dzieci są trzymane w ławkach – dodaje. - Mało tego, te szkoły są promowane przez miasto jako przygotowane do przyjęcia małych dzieci do szkół. My już od dziesięciu lat stosujemy w naszej szkole nowe metody pracy z uczniami najmłodszych klas. Wszystko jest kwestią pracy i wprowadzenia nowych rozwiązań. My mamy też dobrą sytuację, ponieważ jesteśmy szkołą praktyk. Już od ponad dwudziestu lat studenci odbywają u nas praktyki nauczycielskie. Przez to wdrażane są u nas najnowsze rozwiązania.
Dlaczego więc rodzice mają tak wielkie obawy przed wysłaniem swych sześciolatków do tak przyjaźnie nastawionych szkół?
- To jest bardzo ciekawe. Nie wiem, dlaczego mają takie obawy – mówi Edward Pietrulewicz. - Również dziecko wysyłane do tzw. „zerówki” musi być tam uczone. Mało tego, dziecko w wieku sześciu lat samo chce znać literki. Samo pyta, jak te literki wyglądają. Gdyby iść tym torem rozumowania, powinno zabronić się dziecku uczyć, na zasadzie: „nie ucz się tych literek, bo to zabiera ci dzieciństwo”. A dziecko samo chce się uczyć. My to sami widzimy – dodaje. - Od czterech lat przyjmujemy do naszej szkoły dzieci sześcioletnie. Pierwsze sześciolatki są obecnie już w klasie czwartej. Z doświadczenia wiem, że to nie jest krzywdzące, że dziecko jako sześciolatek idzie do klasy pierwszej. Mało tego: porównując programy nauczania starych zerówek i dzisiejszej pierwszej klasy można powiedzieć, że w zerówce dzieci musiały opanować więcej wiadomości niż teraz w klasie pierwszej. Gdyby rząd zadecydował, że przenosimy wszystkie zerówki do szkół, podejrzewam, że nie byłoby żadnych protestów. A teraz, jak nazwano to pierwszą klasą, wszyscy myślą: „Jak to? Moje dziecko będzie siedziało w ławce? Zmęczy się. Przecież ono nie usiedzi. Jest takie ruchliwe.” A my tę ich żywotność, ruchliwość wykorzystujemy. No i teraz okazuje się, że testy klas trzecich, które były w tym roku w mojej szkole, najlepiej napisały sześciolatki. Zdecydowanie pobiły dzieci siedmioletnie. O czymś to świadczy.
W większości krajów europejskich edukację rozpoczyna się właśnie w wieku sześciu lat. Tylko w nielicznych krajach, w tym w Polsce, pierwszą klasę rozpoczyna się w wieku lat siedmiu.
- Na mojej stronie internetowej jest zamieszony filmik z zajęciami metodą TOC – mówi dyrektor SP 21. - Tam doskonale widać, jak sześciolatki pracują na lekcji. W większości przypadków jest to siedzenie na dywanie. A do stolika siada się tylko, żeby wykonać jakieś zadanie. Im starsza klasa, tym to siedzenie w ławce staje się coraz dłuższe. Tak naprawdę dopiero od czwartej klasy uczniowie pracują tylko w ławkach.
Zanosi się na to, że w roku szkolnym 2014/2015 pierwsze klasy będą bardzo przepełnione. W tym właśnie roku edukację rozpoczną wszystkie sześciolatki z rocznika 2008 oraz większość dzieci z rocznika 2007.
Psycholog ostrzega
Mimo, że szkoły starają się stworzyć małym dzieciom jak najlepsze warunki i dbają o to, by czuły się w niej dobrze i bezpiecznie, nie wszystkie sześciolatki są gotowe do podjęcia nauki w placówce szkolnej.
- Wielu rodziców przychodzi do nas i pyta, czy ich sześciolatek może już pójść do szkoły – mówi psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Elblągu. - Wszystko zależy od tzw. dojrzałości szkolnej dziecka, tj. od tego, czy dziecko sprosta wymaganiom, które stawia szkoła. Dojrzałość szkolna jest to taki moment równowagi między wymaganiami szkoły, a możliwościami rozwojowymi dziecka. Naszym zadaniem jako poradni jest zbadanie, czy dziecko ma taki poziom dojrzałości, że poradzi sobie z wymaganiami, które niesie szkoła. I tu chodzi nie tylko o rozwój intelektualny ale i fizyczny, koncentrację uwagi, rozwój mowy, funkcje percepcyjno-motoryczne, lateralizację czynności i bardzo ważny- rozwój społeczno-emocjonalny. W szkole trzeba dostosować się do środowiska społecznego. Dziecko powinno współdziałać z innymi, chętnie rozstawać się z rodzicem, panować nad swoimi emocjami, podporządkować się poleceniom nauczyciela, itp. Wiele rzeczy w szkole trzeba zrobić samodzielnie: pójść umyć ręce, dojść na świetlicę, do sali gimnastycznej, odnaleźć swój worek z kapciami, zapiąć zamek, powiesić swoją kurteczkę. Jest to kwestia samodzielności i społecznego odnalezienia się. Oprócz tego dziecko powinno wypełniać polecenia wydawane przez nauczyciela, komunikować swoje potrzeby, itd. Jak pani prosi, żeby wykonać jakieś dwa polecenia pod rząd, dziecko musi je zapamiętać i wykonać. Musi umieć poczekać na swoją kolej, samodzielnie się rozebrać, przebrać, wziąć talerz od pani na stołówce i przejść do stolika. Jest więc mnóstwo elementów, które się składają na tę dojrzałość szkolną. A my rodzice często o tym zapominamy. Myślimy, że jak dziecko skończyło sześć lat, to jest już dojrzałe i gotowe do pójścia do szkoły. Sądzę, że nakazanie wszystkim sześciolatkom pójść do pierwszej klasy nie jest dobre.
Diagnoza
- Często przychodzą do nas rodzice z dziećmi sześcioletnimi z zapytaniem, czy ich pociecha nadaje się do szkoły i my je diagnozujemy – mówi psycholog. – Badamy inteligencję dziecka czyli rozwój poznawczy, rozwój różnych umiejętności i zdolności w zakresie motoryki małej: sprawność manualną, grafomotorykę oraz zdolności w zakresie motoryki dużej. Badany jest rozwój mowy. Badamy też dojrzałość emocjonalno-społeczną. I często zdarza się, że rozwój inteligencji znajduje się na poziomie dziecka sześcioletniego, ale np. w sferze emocjonalnej dziecko nie jest gotowe do szkoły. Może się to przejawiać np. poprzez trudności w radzeniu sobie w nowych sytuacjach szkolnych. Dziecko nie będzie potrafiło poradzić sobie z porażką, będzie miało trudności z koncentracją, itp. Każde dziecko rozwija się indywidualnie, w swoim tempie, ma jakąś swoją dynamikę, rytm. Może się zdarzyć, że dziecko idąc do szkoły jest rozwinięte na poziomie swojego wieku pod względem inteligencji czy sprawności grafomotorycznej, ale nie nadąża za innymi dziećmi lub ma nieukończony rozwój mowy, bo ma wolniejsze tempo pracy czy słabszą koordynację wzrokowo-ruchową. Te początkowe trudności w pierwszej klasie mogą powodować frustrację, zniechęcenie, płaczliwość, lękliwość, itp., co może nie sprzyjać pozytywnemu nastawieniu do dalszej nauki.
Trudna decyzja
Ci rodzice, którzy jeszcze w tym roku mogą zdecydować, czy ich dziecko podejmie naukę we wrześniu w szkole, stoją przed bardzo trudną decyzją - dodaje psycholog. - Każdy rodzic musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie, czy jego dziecko jest dojrzałe do podjęcia nauki w szkole. Nawet jeżeli dziecko rozwija się bardzo dobrze, pozostaje pytanie, na ile dobrze rozwija się jego sfera emocjonalna i społeczna.
Szkoły są przyjazne sześciolatkowi
- Nikt nie wymaga, żeby dziecko sześcioletnie siedziało przez 45 minut w ławce – uspakaja dyrektor Szkoły Podstawowej nr 21, Edward Pietrulewicz. - I nie chodzi tu tylko o dzieci sześcioletnie, ale dzieci klas 1-3. I jeśli są jeszcze takie szkoły, które wymagają tego od małego dziecka, oznacza to, że nauczyciel źle pracuje. W mojej szkole nie ma takiej lekcji w klasach 1-3, żeby dziecko musiało przesiedzieć 45 minut w ławce. Wiem, że w niektórych szkołach w Elblągu, choćby ze względu na warunki lokalowe, dzieci są trzymane w ławkach – dodaje. - Mało tego, te szkoły są promowane przez miasto jako przygotowane do przyjęcia małych dzieci do szkół. My już od dziesięciu lat stosujemy w naszej szkole nowe metody pracy z uczniami najmłodszych klas. Wszystko jest kwestią pracy i wprowadzenia nowych rozwiązań. My mamy też dobrą sytuację, ponieważ jesteśmy szkołą praktyk. Już od ponad dwudziestu lat studenci odbywają u nas praktyki nauczycielskie. Przez to wdrażane są u nas najnowsze rozwiązania.
Dlaczego więc rodzice mają tak wielkie obawy przed wysłaniem swych sześciolatków do tak przyjaźnie nastawionych szkół?
- To jest bardzo ciekawe. Nie wiem, dlaczego mają takie obawy – mówi Edward Pietrulewicz. - Również dziecko wysyłane do tzw. „zerówki” musi być tam uczone. Mało tego, dziecko w wieku sześciu lat samo chce znać literki. Samo pyta, jak te literki wyglądają. Gdyby iść tym torem rozumowania, powinno zabronić się dziecku uczyć, na zasadzie: „nie ucz się tych literek, bo to zabiera ci dzieciństwo”. A dziecko samo chce się uczyć. My to sami widzimy – dodaje. - Od czterech lat przyjmujemy do naszej szkoły dzieci sześcioletnie. Pierwsze sześciolatki są obecnie już w klasie czwartej. Z doświadczenia wiem, że to nie jest krzywdzące, że dziecko jako sześciolatek idzie do klasy pierwszej. Mało tego: porównując programy nauczania starych zerówek i dzisiejszej pierwszej klasy można powiedzieć, że w zerówce dzieci musiały opanować więcej wiadomości niż teraz w klasie pierwszej. Gdyby rząd zadecydował, że przenosimy wszystkie zerówki do szkół, podejrzewam, że nie byłoby żadnych protestów. A teraz, jak nazwano to pierwszą klasą, wszyscy myślą: „Jak to? Moje dziecko będzie siedziało w ławce? Zmęczy się. Przecież ono nie usiedzi. Jest takie ruchliwe.” A my tę ich żywotność, ruchliwość wykorzystujemy. No i teraz okazuje się, że testy klas trzecich, które były w tym roku w mojej szkole, najlepiej napisały sześciolatki. Zdecydowanie pobiły dzieci siedmioletnie. O czymś to świadczy.
W większości krajów europejskich edukację rozpoczyna się właśnie w wieku sześciu lat. Tylko w nielicznych krajach, w tym w Polsce, pierwszą klasę rozpoczyna się w wieku lat siedmiu.
- Na mojej stronie internetowej jest zamieszony filmik z zajęciami metodą TOC – mówi dyrektor SP 21. - Tam doskonale widać, jak sześciolatki pracują na lekcji. W większości przypadków jest to siedzenie na dywanie. A do stolika siada się tylko, żeby wykonać jakieś zadanie. Im starsza klasa, tym to siedzenie w ławce staje się coraz dłuższe. Tak naprawdę dopiero od czwartej klasy uczniowie pracują tylko w ławkach.
Zanosi się na to, że w roku szkolnym 2014/2015 pierwsze klasy będą bardzo przepełnione. W tym właśnie roku edukację rozpoczną wszystkie sześciolatki z rocznika 2008 oraz większość dzieci z rocznika 2007.
Psycholog ostrzega
Mimo, że szkoły starają się stworzyć małym dzieciom jak najlepsze warunki i dbają o to, by czuły się w niej dobrze i bezpiecznie, nie wszystkie sześciolatki są gotowe do podjęcia nauki w placówce szkolnej.
- Wielu rodziców przychodzi do nas i pyta, czy ich sześciolatek może już pójść do szkoły – mówi psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Elblągu. - Wszystko zależy od tzw. dojrzałości szkolnej dziecka, tj. od tego, czy dziecko sprosta wymaganiom, które stawia szkoła. Dojrzałość szkolna jest to taki moment równowagi między wymaganiami szkoły, a możliwościami rozwojowymi dziecka. Naszym zadaniem jako poradni jest zbadanie, czy dziecko ma taki poziom dojrzałości, że poradzi sobie z wymaganiami, które niesie szkoła. I tu chodzi nie tylko o rozwój intelektualny ale i fizyczny, koncentrację uwagi, rozwój mowy, funkcje percepcyjno-motoryczne, lateralizację czynności i bardzo ważny- rozwój społeczno-emocjonalny. W szkole trzeba dostosować się do środowiska społecznego. Dziecko powinno współdziałać z innymi, chętnie rozstawać się z rodzicem, panować nad swoimi emocjami, podporządkować się poleceniom nauczyciela, itp. Wiele rzeczy w szkole trzeba zrobić samodzielnie: pójść umyć ręce, dojść na świetlicę, do sali gimnastycznej, odnaleźć swój worek z kapciami, zapiąć zamek, powiesić swoją kurteczkę. Jest to kwestia samodzielności i społecznego odnalezienia się. Oprócz tego dziecko powinno wypełniać polecenia wydawane przez nauczyciela, komunikować swoje potrzeby, itd. Jak pani prosi, żeby wykonać jakieś dwa polecenia pod rząd, dziecko musi je zapamiętać i wykonać. Musi umieć poczekać na swoją kolej, samodzielnie się rozebrać, przebrać, wziąć talerz od pani na stołówce i przejść do stolika. Jest więc mnóstwo elementów, które się składają na tę dojrzałość szkolną. A my rodzice często o tym zapominamy. Myślimy, że jak dziecko skończyło sześć lat, to jest już dojrzałe i gotowe do pójścia do szkoły. Sądzę, że nakazanie wszystkim sześciolatkom pójść do pierwszej klasy nie jest dobre.
Diagnoza
- Często przychodzą do nas rodzice z dziećmi sześcioletnimi z zapytaniem, czy ich pociecha nadaje się do szkoły i my je diagnozujemy – mówi psycholog. – Badamy inteligencję dziecka czyli rozwój poznawczy, rozwój różnych umiejętności i zdolności w zakresie motoryki małej: sprawność manualną, grafomotorykę oraz zdolności w zakresie motoryki dużej. Badany jest rozwój mowy. Badamy też dojrzałość emocjonalno-społeczną. I często zdarza się, że rozwój inteligencji znajduje się na poziomie dziecka sześcioletniego, ale np. w sferze emocjonalnej dziecko nie jest gotowe do szkoły. Może się to przejawiać np. poprzez trudności w radzeniu sobie w nowych sytuacjach szkolnych. Dziecko nie będzie potrafiło poradzić sobie z porażką, będzie miało trudności z koncentracją, itp. Każde dziecko rozwija się indywidualnie, w swoim tempie, ma jakąś swoją dynamikę, rytm. Może się zdarzyć, że dziecko idąc do szkoły jest rozwinięte na poziomie swojego wieku pod względem inteligencji czy sprawności grafomotorycznej, ale nie nadąża za innymi dziećmi lub ma nieukończony rozwój mowy, bo ma wolniejsze tempo pracy czy słabszą koordynację wzrokowo-ruchową. Te początkowe trudności w pierwszej klasie mogą powodować frustrację, zniechęcenie, płaczliwość, lękliwość, itp., co może nie sprzyjać pozytywnemu nastawieniu do dalszej nauki.
Trudna decyzja
Ci rodzice, którzy jeszcze w tym roku mogą zdecydować, czy ich dziecko podejmie naukę we wrześniu w szkole, stoją przed bardzo trudną decyzją - dodaje psycholog. - Każdy rodzic musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie, czy jego dziecko jest dojrzałe do podjęcia nauki w szkole. Nawet jeżeli dziecko rozwija się bardzo dobrze, pozostaje pytanie, na ile dobrze rozwija się jego sfera emocjonalna i społeczna.
dk