UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Wszystko zrobił SAM, czyli w poszukiwaniu auta pradziadka

 
Elbląg, Czy ktoś zna historię tego auta, skonstruowanego przez Mieczysława Trzeciaka?
Czy ktoś zna historię tego auta, skonstruowanego przez Mieczysława Trzeciaka? (fot. archwium rodzinne)

Nie miał żadnego wykształcenia technicznego, ale w latach 50. rozpoczął pracę nad budową własnego auta. Miał proste założenie – skonstruować samochód od postaw, bez korzystania z gotowych elementów. Udało się - samochód Mieczysława Trzeciaka pojechał w świat... Dzisiaj szuka go prawnuk konstruktora. Może ktoś coś wie na ten temat?

Mieczysław Trzeciak urodził się w roku 1910 na Litwie. Po wojnie wraz z rodziną zamieszał na stałe w Ornecie. Przez ponad trzydzieści lat pracował w miejskich wodociągach. Nie lubił marnować czasu - rzeźbił, malował, zajmował się mechaniką. Chciał stworzyć własne auto. Bez korzystania z podwozia, nadwozia, napędu i jego modyfikacji. W motoryzacji auta, motocykle, sprzęty rolnicze, wykonane samodzielnie nazywane są SAM-ami.
      
       Samochód budował w kuchni
      
Mieczysław nie miał gdzie „dłubać” przy swoim SAM-ie. Garaż miał zagracony kultowymi motocyklami: Harley-Davidson, BMW, NSU, BSA. Do BSA zrobił boczny wózek z baku paliwa od niemieckiego samolotu. Wszystkie pojazdy, które kupował, nie nadawały się do jazdy. On im przywracał życie.
       Zawsze musiał coś naprawić, dokupić. W powojennej Polsce o wszystko było trudno, robota ciężej szła, bo części brakowało i z pieniędzmi było krucho. Ostatecznie poprosił żonę o „oddanie” kuchni. Kuchnia na szczęście miała dwa wejścia, więc z przemieszczaniem się nie było większego problemu. I tak dzień w dzień przez trzy lata powstawał SAM. Mieczysławowi pomagali koledzy, liczna grupa mechaników- amatorów. Malowanie także odbyło się w kuchni. Odpowiednio przygotowany słoik z dwiema rurkami służył za pistolet. Jedna rurka była dyszą. Sprężone powietrze pochodziło z jakiegoś amatorskiego kompresora. Próby "pistoletu” robili na drzwiach, niechcący zamalowali jedną ścianę. Drugą i tak musieli wyburzyć. Trzeba było jakoś wyciągnąć auto, więc zdjęli mu koła i ramę przedniej szyby. Znieśli po schodach, mimo że auto było niewielkie, dopasowane do niskiego Mieczysława. Na początku samochód był czerwono-wiśniowy, następnie szary i srebrny. Wszystko zależało od farby, jaką zdobył konstruktor.

  Elbląg, Mieczysław Trzeciak był zdolnym konstruktorem samoukiem
Mieczysław Trzeciak był zdolnym konstruktorem samoukiem (fot. archiwum rodzinne)


      
       Dziadek i dzieło warte pamięci
      
Pod koniec lat 50. SAM wziął udział w konkursie zorganizowanym przez Wydawnictwa Komunikacyjne przy współudziale redakcji tygodników „Motor” i „Przekrój”. Kilka lat później Mieczysław sprzedał auto osobie z okolic Warszawy. Zmarł w 1992 roku. Rodzina nie posiada jakichkolwiek dokumentów, więc trudno ustalić dalsze losy SAM-a. Trudno go także odszukać. Doskonale wie o tym Grzegorz Naszkierski, prawnuk pana Mieczysława, który założył stronę w Internecie na temat poszukiwań auta.
       - Jak wyglądają poszukiwania? Skupiam się na przeszukiwaniu sieci w poszukiwaniu zdjęć starych aut, opuszczonych kolekcji zabytkowych pojazdów, wypytuję członków rodziny o szczegóły i tę część uważam za zakończoną. Próbuję dojść do ludzi, którzy pamiętają auto ze swoich dziecięcych lat – opowiada prawnuk konstruktora. - Dlaczego to robię? Z kilku względów. Przede wszystkim zależy mi na odnalezieniu auta, choć zdaję sobie sprawę, że jest to prawie niemożliwe, lub chociaż jego fragmentu, a także jego zdjęć, klatek filmowych. Chciałbym poznać dalsze losy auta. Poza tym z opowieści rodzinnych wiem, że mój pradziadek był świetnym człowiekiem, na pewno wartym pamięci..., tak jak i jego dzieło. Myślę, że historia tego auta zasługuje na opublikowanie. Środowisko motoryzacyjne jest karmione zewsząd komercyjnymi programami telewizyjnymi, w których to "najlepsze warsztaty na świecie" robią niesamowite rzeczy, budując auta niemal od podstaw. Chcę pokazać, że ludzie w naszym kraju, w tym mój pradziadek, robili dużo więcej, mając do dyspozycji nieporównywalnie mniejsze zaplecze techniczne – dodaje Grzegorz Naszkierski.

Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama