UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Aleksander Gotkowski: „To motocyklista gra pierwsze skrzypce”

 
Elbląg, Aleksander Gotkowski
Aleksander Gotkowski (fot. nadesłana)

- Ktoś, kto nie zna tego sportu, może mieć wrażenie, że skoro motocykl ma silnik, to nie ma w tym żadnej trudności. Jest jednak inaczej, bo motocykl jest tu tylko narzędziem – mówi o SuperEnduro Aleksander Gotkowski. Z młodym sportowcem rozmawiamy o jego dyscyplinie, radości jazdy i o tym, że od maszyny ważniejszy jest jej kierowca...

- Zacznijmy od dyscypliny, którą się zajmujesz. A właściwie dyscyplin, bo jest ich przecież kilka...

- Zajmuję się ściganiem na motocyklu offroadowym, to motocykle crossowe lub endurowe, typowo przygotowane pod jazdę w terenie i wyścigi. Jest kilka różnych dyscyplin, ja specjalizuję się w SuperEnduro, w którym jestem reprezentantem Polski na mistrzostwach świata. Ścigam się też w Enduro i w Motocrossie. Podobnych dyscyplin jest zresztą więcej, ale ja uprawiam wspomniane. Jeśli chodzi o moje ulubione SuperEnduro, to są to wyścigi na krótkich dystansach, sprinterskie. Tor takich wyścigów ma od 400 do 700 m. Mistrzostwa świata, w których uczestniczę, odbywają się na zamkniętych torach, pod dachem i warto zaznaczyć, że to tory bardzo małe i bardzo ciasne. Stąd nie rozwija się tam bardzo dużych prędkości, mimo to, właśnie ze względu na tory, dynamika wyścigu jest tam największa w porównaniu z innymi wspomnianymi dyscyplinami.

 

- Jak zaczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

- Tu trzeba sięgnąć do dalekiej przeszłości mojej rodziny. Już mój pradziadek, przed wojną, miał jeden z pierwszych motocykli w okolicy Warszawy. Bardzo lubił jeździć, choć czasy były takie, że nie było za bardzo możliwości. Później, gdy motocykle zaczęły być szerzej obecne, już za PRL-u, na motocyklu jeździł dziadek, a z czasem ta pasja przeszła na mojego tatę. W latach 90' tata (Mieszko Gotkowski - dop. red.) zaczął się ścigać w mistrzostwach Polski w motocrossie. Gdy ja się urodziłem, to jakoś naturalnie, od dziecka, miałem styczność z motocyklami.

 

- Co w tej motocyklowej pasji daje Ci najwięcej radości? Od przyjemności z jazdy pewnie można łatwo się uzależnić.

- Jak najbardziej. Dla mnie najfajniejsze jest to, że to sport bardzo mocno wysiłkowy. Ktoś, kto nie zna tego sportu, może mieć wrażenie, że skoro motocykl ma silnik, to nie ma w tym żadnej trudności. Jest jednak inaczej, bo motocykl jest tu tylko narzędziem, a bardzo ważne jest także operowanie ciałem, szukanie miejsc, w których trzeba ustawić odpowiednio balans, przesuwać się: te wszystkie czynności są bardzo "siłochłonne" i wymagają wielkiej dokładności. Tu nie chodzi o samą jazdę: ściganie się związane jest z adrenaliną, wysiłkiem fizycznym. Tętno podczas wyścigu bez najmniejszych problemów dochodzi do 200. Tutaj ciągle ma się do czynienia z przekraczaniem barier, zwiększaniem prędkości i pokonywaniem przeszkód, a to daje ogromną satysfakcję. Niektóre przeszkody i wyzwania na trasie są bardzo trudne do pokonania, ja muszę pokonać je w jak najkrótszym czasie. Pokonywanie tych tras daje mi bardzo duże poczucie spełnienia.

  Elbląg, Na torze
Na torze (fot. Michał Pawłowicz)

 

- Wspomniałeś o przekraczaniu barier. Jak podchodzisz do niebezpieczeństw, jakie niesie za sobą Twoja dyscyplina?

- To sport jak każdy inny, a każdy sport niesie za sobą ryzyko, jak choćby w skokach narciarskich. Przygotowanie się do tego ryzyka, zachowywanie odpowiednich procedur, praca ze specjalistami, sprawiają, że można moją dyscyplinę uprawiać bezpiecznie. Z drugiej strony jest jasne, że człowiek popełnia błędy i na tym także polega sport. Błąd, jeśli już się zdarzy, wymaga poradzenia sobie z nim. Kontuzje nie zdarzają się w SuperEnduro bardzo często, o ile robi się to wszystko z głową i zachowuje procedury.

 

- W tej dyscyplinie, oprócz sportowca, istotne jest też wspomniane „narzędzie”: motocykl. Jak wygląda przygotowanie samej maszyny?

- Każdy może kupić sprzęt, na jaki go stać, ale nikt nie pojedzie na zawody motocyklem seryjnym. Zawsze potrzebne są przeróbki, dostosowanie do własnych potrzeb: odpowiednie ustawienie, wymiana części na bardziej efektywne, żeby pojazd miał więcej mocy albo lepiej poruszał się po przeszkodach. To wszystko też jest bardzo ważne, choć najwięcej zależy od kierowcy. To motocyklista gra pierwsze skrzypce.

 

- O swój motocykl dbasz sam, czy może jest jakaś specjalna ekipa techniczna?

- Ja akurat zajmuję się tym sam, mój tata prowadził kiedyś warsztat, naprawiał motocykle, można powiedzieć, na skalę masową. Od najmłodszych lat uczyłem się tego od niego, więc mogę przy maszynie dłubać samodzielnie. Ta praca wymaga oczywiście specjalnych narzędzi, trzeba wiedzieć, jak one działają, żeby odpowiednio serwisować motocykl. Trzeba jednak przyznać, że zawodnicy na światowym poziomie mają często swoje zespoły, które zajmują się mechaniką.

 

- Ty motocykl serwisujesz sam, a jednak ścigasz się na światowym poziomie. Powiedzmy trochę o dotychczasowych osiągnięciach.

- (śmieje się) Trochę ich rzeczywiście było. Mam trzy tytuły mistrza Polski w SuperEnduro, na mistrzostwach świata najwyżej byłem jedenasty. Niestety, w zeszłym sezonie wskutek kontuzji nie udało mi się poprawić moich najlepszych wyników, mam więc spory niedosyt. Chcę szybko wrócić po tej kontuzji i powalczyć, tym bardziej, że pierwsza piętnastka na świecie jest zawsze w moim zasięgu. Nie ukrywam jednak, że chciałbym być w najlepszej trójce. Stąd ciągle trenuję, żeby moja jazda była jeszcze lepsza.

 

- Zostawmy na moment sport: co robisz poza ściganiem się?

- Urodziłem się w Elblągu, to w zasadzie moje miasto, mieszkam niedaleko od niego. W Jeleniej Dolinie mam tor, na którym trenuję, stąd moje życie obraca się wokół tych miejsc, nie jeżdżę często po Polsce, żeby np. trenować. Ale miało nie być o sporcie, więc powiem, że bardzo lubię nasz region, zwłaszcza bliskość morza, z którym czuję się mocno związany. Moje zamiłowanie do morza wynika z tego, że zawodowo jestem rybakiem. To, tak jak motocykle, kolejna rodzinna tradycja, kultywowana od pięciu pokoleń. Na koniec dodam jeszcze, że jestem świeżym absolwentem IV Liceum Ogólnokształcącego w Elblągu.

rozmawiał Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama