UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblagu
Rek

Krzysztof Kacperski: Niekoniecznie wygrywa ten, kto zadaje więcej ciosów

 
Elbląg, Krzysztof Kacperski, międzynarodowy sędzia kickboxingu
Krzysztof Kacperski, międzynarodowy sędzia kickboxingu (fot. Michał Skroboszewski)
Reklama

- Pierwsze grupy powstały w Warszawie, przy Politechnice, w Sosnowcu, Poznaniu, kilku zawodników było w Olsztynie. Nie możemy zapomnieć o naszym regionie i pierwszych kickbokserach z Pasłęka i Elbląga - Krzysztof Kacperski, międzynarodowy sędzia kickboxingu z Pasłęka wspomina początki dyscypliny w Polsce. - Ale na początku były rękawice, buty, kaski, kimona. Ludzie pukali się w głowę: co wy robicie?

- Czy będzie przesadą nazwać Pana jednym z twórców kickboxingu w Polsce? Zaczynał Pan w czasach, kiedy kickbokserzy występowali w kimonach karateków z założonymi rękawicami bokserskimi.

- Przygodę z kickboxingiem zacząłem od karate. W latach 70-tych ubiegłego wieku zachwyceni byliśmy Brucem Lee i filmami z nim. Karate to jest jednak trochę filozofii i zbliżone na wschód. Zawodnicy europejscy tego nie rozumieli. W karate trzeba przeciwnika „zlikwidować”, mówiąc kolokwialnie. Reguły na zawodach nie były jednak jasne: które uderzenia są zaliczane, które nie. Boks już trochę tracił na popularności. Wtedy zobaczyliśmy kickboxing w Stanach Zjednoczonych. Jestem jednym z dziesiątki, którzy wprowadzali ten sport w Polsce. Z Elbląga był jeszcze m.in. Dominik Radecki. Warto też z grona prekursorów wspomnieć o pierwszym trenerze Andrzeju Palaczu z Warszawy. Obecnie jest wiceprezesem Polskiego Związku Kickboxingu. Pierwsze grupy powstały w Warszawie, przy Politechnice, w Sosnowcu, Poznaniu, kilku zawodników było w Olsztynie. Nie możemy zapomnieć o naszym regionie i pierwszych kickbokserach z Pasłęka i Elbląga. Podlegaliśmy pod Polski Związek Karate. Walki odbywały się na macie. Zawodnicy wywodzili się z karate i taekwondo, z dyscyplin, w których do walki używa się nóg. Bokserzy przyszli dopiero później. Byli bardzo dobrze wyszkoleni, a jak jeszcze nauczyli się kopać... to już poszło dalej. Ale na początku były rękawice, buty, kaski, kimona. Ludzie pukali się w głowę: co wy robicie? Ale to już było bardziej przejrzyste: po zdobyciu punktu, uderzeniu punktowanym, walka była przerywana. Na treningi waliły tłumy, po 100 – 150 osób. W latach 90 – tych do kickboxingu zaczęli garnąć się studenci, to był w dużej mierze sport uczelniany.

 

- Kickboxing ewoluował. Nastąpił podzial na maty i i ring, powstały formuły różniące się przepisami i uderzeniami, jakie mogą zadawać zawodnicy.

- W tej chwili jest kilka dyscyplin. Na początku był tylko semi-contact: walka przerywana po zdobyciu punktu. Później wszedł light-contact, gdzie już się walki nie przerywa z lekkim kontaktem. Pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski w semi-contakcie odbyły się w Elblągu w maju 1986r. w hali przy ul. Kościuszki [dziś hala MOS – przyp. SM]. To było jednak za mało. Podpatrzyliśmy, że w Stanach walczy się już na ringu, nie ma kimon, zawodnicy występują z gołym torsem i długich spodniach. I w ten sposób powstała formuła full – conctact. W 1988r. w Elblągu zrobiliśmy pierwsze mistrzostwa Polski w tym stylu. Specjalne zezwolenie na to wydało Ministerstwo Sportu, no bo co to jest? Co to znaczy full? A to tak jak w boksie, tylko że dodajemy uderzenia nogami. To trwało dość długo. Później powstały też kata przy muzyce. Tutaj dość dużą rolę odegrały kluby kung – fu, gdzie występuje walka z cieniem. Była spora grupa zawodników, która z różnych względów nie chciała walczyć, głównie z Warszawy i Krakowa. Ta forma w Polsce nie zdobyła dużej popularności, za granicą jest w tym względzie lepiej. Następną formułą był low-kick, który powstał w Holandii. Holendrzy do tej pory są potęgą w tej formule. W latach 90 – tych Japończycy wymyślili K-1, potem K-1 Max, gdzie już są dozwolone wszystkie kopnięcia, także kolanem. No i jeszcze kick-light, gdzie dozwolone są kopnięcia pomiędzy kolanem a pasem. Zrobiła się dość duża paleta. Jest też dużo organizacji kickboxerskich. Kiedy tworzyliśmy Polski Związek Kickboxingu w 1988r., musieliśmy określić dla ministerstwa organizację europejską pod którą chcemy podlegać. Wybraliśmy WAKO [ World Association of Kickboxing Organizations – przyp. SM], największą organizację na świecie organizującą zarówno mistrzostwa Europy, jak i świata.

 

- W polskim kickboxingu jest pan działaczem i uznanym sędzią międzynarodowym. [W styczniu 2019 Krzysztof Kacperski został uznany za najlepszego polskiego sędziego i wyróżniony nagrodą Herosa na Balu Mistrzów Kickboxingu – przyp. SM]

- Kiedy zaczęliśmy tworzyć struktury kick-boxingu w Polsce, to mieliśmy zawodników. Ale ktoś im musiał sędziować. Wtedy powstała grupa sędziów i tak od pierwszego kursu to trwa. W pewnym momencie pojawiła się szansa sędziować zawody międzynarodowe. Niektórzy przychodzili, po jakimś czasie rezygnowali. Bo to jednak są ciągle wyjazdy. Teraz jest nas w Polsce sześciu sędziów międzynarodowych: trzech na macie i trzech w ringu.

 

- Jak obecnie wygląda sytuacja kickboxingu w Polsce?

- Na wrocławskich World Games w 2017 [igrzyska sportów nieolimpijskich – przyp. SM] reprezentacja Polski zajęła 1 miejsce w formule K-1. W poprzednich mistrzostwach Świata uplasowaliśmy się na czwartym miejscu w formule K-1. W kick - lighcie byliśmy pierwsi. Trochę słabszy jest light – contact, ale elblążanin Adrian Durma zajął ostatnio trzecie miejsce na mistrzostwach Świata. To już doświadczony zawodnik i zawsze na podium stanie. W tym roku mistrzostwa świata są podzielone na dwie imprezy. W Bośni i Hercegowinie był light – contact, low-kick i K-1. 23 listopada wylatujemy do Turcji na mistrzostwa świata w formułach full contact, kick - light i point – fight. Cały czas Polska jest w czołówce. Rosjanie odbiegają na plus od reszty. Ale z Rosji na mistrzostwa przyjeżdżają zawodnicy, którzy, żeby zakwalifikować się na te mistrzostwa musi stoczyć 40 walk. Zawodnicy z innych krajów – 10, jak stoczy 20 to już jest dużo lepiej. Z Polaków warto zwrócić uwagę na Ewę Pietrzykowską i Kacpra Frątczaka. Zdobyli mistrzostwo świata w pięknym, „mistrzowskim” stylu.

 

- Są plany, żeby kick-boxing pojawił się na igrzyskach olimpijskich.

- Plany są. Śp. Irena Szewińska była bardzo za. W tej chwili idzie to w bardzo dobrą stronę. Do końca nie wiadomo jednak, co decyduje o tym, jaka dyscyplina wchodzi na igrzyska. Duże szanse na wejście ma karate, ze względu na to, że jest już taekwondo. Czy się doczekamy? Chciałbym, bo z dużych imprez, to tylko na igrzyskach jeszcze nie sędziowałem.

 

- Jak to wygląda z formułami. Są zawodnicy, którzy walczą zarówno na macie jak i w ringu?

- Zdarzają się tacy, którzy odnoszą sukcesy zarówno na macie jak i w ringu. W swojej karierze widziałem dwóch, trzech Polaków, którzy zdobywali medale nie tylko w Polsce, ale i na świecie. To jednak rzadkość. Mata ma inne prawa, walki w ringu inne.

 

- Co to oznacza: dobra walka z punktu widzenia sędziego?

- Podam przykład K-1, bo to jest najbardziej popularna formuła i większości ludzi kickboxing kojarzy się właśnie z K-1. Liczymy ciosy bokserskie, które są celne i silne. Do tego dochodzą uderzenia bac fist [grzbietem pięści – przyp. SM] i spining bac fist [grzbietem pięści po okręgu – przyp. SM], których w boksie nie ma. Do tego kopnięcia, na nogi, z wyjątkiem stawów, na tułów i głowę. Wszystkie uderzenia i kopnięcia oznaczają zdobycie jednego punktu. Trzeba też przeczytać walkę, co wymaga kilku lat doświadczenia. Niekoniecznie wygrywa ten zawodnik, który zadaje dużo ciosów. Ciosy na gardę nie są punktowane. Kiedy jeden z zawodników uderza rzadziej, ale celnie, na głowę, tułów, to wygrywa. Mimo że z trybun wygląda na słabszego. Ale dlatego jest sędzia w ringu i sędziowie z boku, aby wszystko widzieli i liczyli celne uderzenia oraz kopnięcia.

 

- Tak się zastanawiałem. Uderzenie nogą jest jednak ryzykowne, gdyż traci się punkt podparcia. Jest jakiś limit kopnięć, które musi zadać zawodnik?

- Tak. W full-contakcie zawodnik musi wykonać minimum 6 kopnięć w rundzie. Czyli 18 w trzyrundowej walce. Jeżeli nie wykona, to najpierw dostaje ostrzeżenie, i w kolejnej musi to nadrobić. Jeżeli nie nadrobi otrzymuje ujemny punkt. Sędziowałem takie zawody. Wyszedł Rosjanin, który tylko boksował, a bokserem był bardzo dobrym. Zwracałem mu uwagę, że to jednak kick-boxing, trzeba kopać. W K-1 nie ma limitu, ma być zwycięzca. Ale kopią bardzo dużo, bo w ten sposób nokautują rywali i kończą walkę. Nawet z punktu widzenia walczącego, musi on uważać, żeby nie wejść w półdystans, bo może się narazić na uderzenie kolanem. Widać różnicę między zawodnikiem technicznym, a tym, który bazuje na sile. Takie walki techniczne bardzo fajnie się prowadzi, zawodnicy wiedzą co mają robić. Nie ma chaosu. To jest też atrakcyjny pojedynek dla kibiców, przyjemnie się go ogląda z trybun. A sędzia tylko zaczyna i kończy pojedynek. Zawodnicy na wysokim poziomie sami się szanują i nikt nikomu krzywdy nie chce zrobić. Ma być widowisko.

 

- Stosunkowo mało jest w tym sporcie kontuzji. Na ring wychodzi dwóch facetów, okładają się i schodzą tylko z siniakami. Nie ma złamań, poważniejszych kontuzji.

- Zawodnicy są dobierani w ten sposób, żeby nie było dominacji jednego nad drugim. Chociaż są i tacy, którzy dominują, bez względu na to z kim walczą. Ale to rzadkość. U nas taki był Marek Piotrowski. Sędziowałem jego pierwszą walkę zawodową. Trochę miał pecha w stosunku do menadżerów i prywatnie. Ale jako zawodnik był niesamowity. Był technicznie dobry, miał serce do walki i myślał w ringu. Miał też szanse wystąpić w filmie, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Zamiast niego wystąpił inny zawodnik.

 

- Brakuje jakieś gali w Elblągu. Mamy Adriana Durmę i pewnie znaleźliby się ludzie, którzy chcieliby go obejrzeć „na żywo”.

- Może, gdyby było więcej zawodników. Organizowaliśmy przecież w Elblągu mecze Polska vs Szwecja, czy Polska vs Skandynawia. Żeby zrobić walkę tylko dla jednego zawodnika, trzeba mieć zaplecze finansowe. Wiadomo, że kibice nie przyjdą dla samego Adriana. Gdyby było więcej zawodników, to co innego. W Polsce zawody są organizowane tam, gdzie jest 10 – 15 zawodników, zarówno seniorów jak i juniorów.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama