Ku sportowym marzeniom z dzieciństwa

Setki godzin treningów, wymagająca dieta, ale i ogromna pasja. Poznajcie Roberta Fydryszewskiego – elbląskiego kulturystę, zdobywcę złotego i srebrnego medalu na Mistrzostwach Polski federacji IFBB w Gorzowie Wielkopolskim.
- Jak zaczęła się Pana przygoda z kulturystyką?
Robert Fydryszewski: - Zaczęła się bardzo młodo, w wieku 13 lat. To były czasy mojej podstawówki. Do tego momentu, czyli do dzisiaj, kiedy mam 51 lat, trwało to z większymi lub mniejszymi przerwami. Nie były to cele związane ze startem w zawodach. Ten cel pojawił się dopiero w tym roku w kwietniu, na bazie tego, co potrafiłem do tej pory zbudować na swojej siłowni w garażu, jeżeli chodzi o moje ciało. Wraz z trenerem, którego postanowiłem zatrudnić właśnie po założeniu sobie celu startu w zawodach, postanowiliśmy sobie, że zrealizujemy mój cel, moje marzenia z dzieciństwa.
- Lubił Pan WF w szkole?
- Jasne, tak. Chodziłem do klasy sportowej w podstawówce. Przez te wszystkie lata sport zawsze mi towarzyszył w życiu, w mniejszym lub większym stopniu.
- Kto Pana zainspirował? Ma Pan taką osobę?
- W tych wcześniejszych latach, o których mówiłem, czyli w czasach szkoły podstawowej, było takie bum u nas w kraju, jeżeli chodzi o uczęszczanie na siłownię. Jednak żeby przypisać jakąś konkretną osobę, to nie.
- Jakie sporty jeszcze Pan lubił?
- Chodziłem do klasy sportowej o profilu piłki ręcznej. Po zakończeniu podstawówki już tego nie kontynuowałem. Jeżeli chodzi o sport, to cały czas siłownia, oprócz tego biegi, uczestnictwo w zawodach typu Runmageddon, po prostu sprawdzanie siebie.
- Jak wygląda Pana dieta?
- Jest bardzo zróżnicowana. Są okresy przygotowań, czyli okres budowania masy mięśniowej. Dieta wtedy wygląda zupełnie inaczej. Jest też okres tak zwanej rzeźby, czyli już przygotowań do zawodów.
- Jak wygląda przygotowywanie się do zawodów?
- To jest około czterech miesięcy przed wyjściem na scenę. Dieta wtedy zaczyna ewoluować, w postaci balansu między węglowodanami, białkami i tłuszczami. Jeżeli chodzi o mnie, wszystko oddaję w ręce trenera. To on się zajmuje moją dietą i treningiem. Wyznacza mi cele z tym związane i ewentualne zmiany. Próbujemy się spotykać jak najczęściej, ale niestety jest to trener spoza naszego miasta. Spotykamy się po to, żeby oceniać sylwetkę i nanosić wtedy zmiany związane z dietą, z treningiem. Nawet takie niuanse jak picie wody ma tutaj bardzo duże znaczenie, tak samo jak i spożywanie soli.
- Czytałam, że przed zawodami kulturyści ograniczają spożycie wody. To prawda?
- Tak, ale ma to miejsce tylko w dniach przed wyjściem na scenę. Wcześniej jest okres nazywamy przez nas nawadnianiem. Musimy pić wtedy w zależności od wagi ciała danego kulturysty, bo nasza dyscyplina dzieli się na kategorie wagowe. W moim przypadku, w ostatnim tygodniu, cztery dni przed wyjściem na scenę, piłem przez trzy dni mniej więcej 7,5 litra wody dziennie. Zredukowaliśmy to w dzień zawodów i w przeddzień zawodów do 1,5 litra. W dzień zawodów jest to nawet litr.
- Co Pan czuje podczas zawodów?
Satysfakcję z tego, że mogłem zrealizować swój cel z dzieciństwa. Te marzenia gdzieś tam się wtedy rodziły, nigdy nie było jednak na to dobrego momentu. Tak naprawdę nigdy nie ma dobrego momentu, ten moment jest zawsze teraz. On się narodził, tak jak mówiłem wcześniej, w kwietniu tego roku. Co czułem? Czułem ogromną satysfakcję z tego, że mogę zrealizować siebie.
- Czy jest trema podczas uczestnictwa w zawodach?
- Jak najbardziej, jest trochę tremy. Wychodzimy na scenę z konkurentami, przed grono sędziów, którzy nas oceniają, i przed publiczność, która też jest nieodzowną częścią tej imprezy. To właśnie ta chwila, kiedy musisz dać z siebie wszystko nad czym pracowałeś przez wiele miesięcy. Musisz to pokazać w, tak zwanych, porównaniach z konkurentami oraz w programie dowolnym przy muzyce.
- Kto wchodzi w skład sędziów?
- Działacze Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego. To są ludzie, którzy całe życie spędzili na ocenianiu innych. Są też byli zawodnicy i zawodniczki.
- Co jest najtrudniejsze w kulturystyce?
- Najtrudniejszy jest okres przygotowań, tydzień, dwa przed zawodami. Restrykcyjna dieta, tam liczy się każdy szczegół, co do mililitra wody, co do miligrama węglowodanów, białka i tłuszczu. Nie można się pomylić, bo możemy w jeden dzień zaprzepaścić miesiące przygotowań.
- Jak godzi Pan treningi z pracą zawodową?
- Pracuję zawodowo od godziny 7:00 do 15:00, od poniedziałku do piątku. Treningi odbywają się pięć razy w tygodniu. W okresie przygotowawczym, czyli redukcyjnym, są to dwa treningi dziennie. Pierwszy trening robię między 5:00 a 6:00 rano, jest to trening cardio. Czas tego treningu uzależniony jest od momentu, w którym jestem na daną chwilę z przygotowaniami do zawodów. Polega on na spacerowaniu albo jeżdżeniu na rowerze stacjonarnym - wszystko to w odpowiednim tętnie umówionym z trenerem. Wieczorem jest to trening siłowy od godziny do półtorej. Jak mogłem to pogodzić? Dzięki rodzinie, dzięki ludziom, którzy mnie wspierają w tym czasie. Nie ukrywam i podkreślam cały czas, że to jest bardzo trudny okres dla wszystkich, którzy są wokół mnie i dla mnie.
- Skąd Pan bierze motywację, żeby wstawać rano i ćwiczyć?
- Jak sobie coś postanowię, to muszę to doprowadzić do końca. Bardzo ważna jest głowa.
- Czego nauczyła pana kulturystyka?
- Systematyczności, konsekwencji, ułożenia sobie wszystkiego tak, żeby to działało.
- Co Pana znajomi myślą o Pana pasji?
- Wiadomo, jak to w naszym życiu bywa, są zwolennicy i przeciwnicy. Zwolennicy oczywiście gratulują, czasem są też słowa zdziwienia, jak ja mogę to pogodzić, jeżeli chodzi o dietę. Są też tacy, którzy mówią, że jestem nienormalny, na przykład przez to, że nie potrafię z nimi napić się alkoholu, że nie potrafię z nimi zjeść, że nie potrafię z nimi wyjść na imprezę.
- Jakie ma Pan jeszcze zainteresowania oprócz kulturystyki? Czy kulturystyka tak Pana bardzo pochłania, że nie ma Pan już czasu na nic więcej?
- Dokładnie tak. Kulturystyka tak mnie pochłonęła, że nie mam czasu na nic innego, bo, tak jak mówiłem wcześniej, w okresie przygotowawczym są to dwa treningi dziennie, koncentracja nad dietą, nad przygotowywaniem sobie posiłków w przeddzień na następny dzień. To wszystko zabiera bardzo dużo czasu, ważenie, gotowanie i tak dalej. Nie ma wtedy już czasu na nic innego.
- Jakie rady by Pan dał osobom, które stawiają w kulturystyce pierwsze kroki?
- Żeby uwierzyli w siebie, byli konsekwentni i że jeżeli to kochają, to na pewno ich marzenia się spełnią. Kluczem u mnie jest to, że lubię to, co robię, a to przekłada się na wyniki. Wydaje mi się, że to jest nieodzowne. Jeżeli będziemy robili coś na siłę, nigdy nam się to nie uda. Jeżeli robimy coś dla przyjemności, to stawiajmy sobie cele i je realizujmy. Z tego miejsca chciałbym jeszcze podziękować mojemu sponsorowi – Polimery Kujawy, trenerowi – Natanowi Polakowskiemu i bliskim, którzy wspierali mnie w tej drodze.