Mecz kolejki bez zwycięzcy, ale nie bez kontrowersji

Hit Superscore IV ligi przyniósł sporo napięcia i jedną decyzję, która po końcowym gwizdku zostawiła największy ślad. Concordia wyjechała z Olsztyna z punktem, ale też z poczuciem wyraźnego niedosytu.
Ciekawie to się ułożyło. Stomil wygrał dziewięć meczów z dziewięciu, nastrzelał 40 goli, stracił tylko pięć i siedział na fotelu lidera z kompletem punktów. Concordia przyjechała jednak do Olsztyna jako wicelider, z 22 punktami i serią ośmiu meczów bez porażki. Trudno było nazwać to inaczej niż hitem kolejki. Emocji wypadało więc oczekiwać. Pierwszy groźniejszy sygnał wysłali gospodarze. Iwamoto uderzył z dość bliskiej odległości, niezbyt czysto i bez wielkiej siły, ale Więsik był na miejscu. Concordia starała się grać uważnie, cierpliwie czekała na swoje momenty i od czasu do czasu przenosiła ciężar gry na połowę Stomilu. W 17. minucie Elblążanie zdążyli już nawet się cieszyć, bo Jarzębski trafił do siatki. Radość trwała jednak krótko, chorągiewka sędziego liniowego powędrowała w górę i gol nie został uznany. Problem w tym, że trudno znaleźć dla tej decyzji jakiekolwiek usprawiedliwienie. To nie była sytuacja na centymetry ani materiał do wielogodzinnych dyskusji. Spalonego po prostu nie było, a Concordia została zwyczajnie okradziona z prawidłowo zdobytej bramki.
Kilka minut później groźnie zrobiło się pod bramką Elblążan. Błąd przy wyprowadzaniu piłki chciał wykorzystać Stanislav, który przejął futbolówkę i uderzył z okolic szesnastego metra, na szczęście obok słupka. Z dystansu próbował jeszcze Makarski, były zawodnik Concordii, ale Więsik znów był dobrze ustawiony. Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym wyraźniej było widać, że obie drużyny czują wagę spotkania. Więcej było kontroli, ostrożności i taktyki niż otwartej wymiany ciosów.
Po przerwie obraz meczu specjalnie się nie zmienił. Stomil najwięcej zagrożenia tworzył po stałych fragmentach i uderzeniach z rzutów wolnych, Concordia również szukała swojej szansy po dośrodkowaniach, ale klarownych sytuacji brakowało po obu stronach. Gra długo trzymała się w równowadze i trudno było wskazać, w którą stronę może przechylić się wynik. Najbliżej zmiany było w 77. minucie, kiedy Concordia ruszyła z szybką akcją, Jarzębski dośrodkował, Szymański uderzył, ale Stomil zdołał się uratować. Goli ostatecznie nie oglądaliśmy, więc w tabeli zostało status quo. Lider nadal liderem, wicelider nadal wiceliderem. Końcowy wniosek i tak krąży wokół nieuznanego gola. Kto wie, jak potoczyłby się mecz, gdyby sędziowie uznali prawidłowo zdobytą bramkę.
Stomil Olsztyn - Concordia Elbląg 0:0 (0:0)
Concordia: Więsik - Tomczuk (46’ Mashtalir), Bukacki, Kaczorowski, Filipczyk, Łęcki, Lipowski (87’ Wilczek), Drewek, Łychowydko, Jarzębski (87’ Milanowski), Szymański