Stolica zdobyta (piłka ręczna)

Trwa dobra passa szczypiornistów Wójcik Meble-Techtrans. Elblążanie po ciężkim boju wygrali z AZS Politechnika Warszawa 27-25 (13-14). Jest to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe w tym sezonie.
Po ostatnim zwycięstwie nad rezerwami Wisły Płock, tym razem formę Wójcik Meble-Techtrans miała okazję sprawdzić drużyna Politechniki Warszawa. Mimo zdecydowanej przewagi punktowej w tabeli, elblążanie swojemu sobotniemu przeciwnikowi postawili trudne warunki.
Akademicy, którzy na początek rundy zaliczyli falstart z Grunwaldem-Allegro Poznań, od początku meczu grali bardzo ambitnie i skutecznie w ataku. Pozwoliło im to na objęcie cztero bramkowego prowadzenia. Przewaga mogłaby być jeszcze większa, gdyby nie dobre interwencje Henryka Rycharskiego. Do 20. minuty gra rozgrywana była pod dyktando gospodarzy. Na szczęście w końcowej części połowy spotkania piłkarze Wójcik Meble-Techtrans podkręcili tempo i zaczęli odrabiać straty. Na przerwę elblążanie schodzili przegrywając 14-13.
Po zmianie stron scenariusz był podobny jak pierwsze minuty meczu. Politechnika wykorzystała słaby fragment gry swoich przeciwników i odskoczyła na kilka bramek. Przez większą część drugiej połowy goście nie potrafili znaleźć recepty na odrobienie strat. Główną przyczyną takiego obrazu był nieistniejący atak pozycyjny. Elblążanie nie grali zespołowo, a każdy z zawodników na siłę próbował wziąć ciężar gry na swoje barki. W 52. minucie nasi zawodnicy przegrywali 23-18 i chyba nikt na hali nie spodziewał się innego rezultatu, jak zwycięstwo Politechniki. Wielkie znaczenie dla meczu były zmiany Ludwika Fonferka, który wpuścił na boisko Piotra Sadowskiego i Tomasza Maluchnika. Pierwszy okazał się zaporą w obronie, natomiast Maluchnik popisał się dwiema pięknymi i decydującymi dla przebiegu spotkania bramkami. Warszawianie chyba byli już myślami gdzie indziej. Na ich twarzach można było zauważyć wielkie zaskoczenie, kiedy na tablicy niespodziewanie widniał wynik 24-24. Ostatnie dwie minuty to istny horror. Szczęśliwiej zakończył się dla drużyny Wójcik Meble-Techtrans, która ostatecznie wygrała 27-25.
- Dziękuje chłopakom za walkę do samego końca. W drugiej połowie zespół miał kryzys i mogło się wydawać, że punkty zostaną w Warszawie. Na szczęście Tomek Maluchnik wszedł w końcówce na boisko i pociągnął grę. To takie ,,Wejście Smoka”, które ostatecznie dało nam zwycięstwo - powiedział Jerzy Kruszewski, kierownik drużyny.
Akademicy, którzy na początek rundy zaliczyli falstart z Grunwaldem-Allegro Poznań, od początku meczu grali bardzo ambitnie i skutecznie w ataku. Pozwoliło im to na objęcie cztero bramkowego prowadzenia. Przewaga mogłaby być jeszcze większa, gdyby nie dobre interwencje Henryka Rycharskiego. Do 20. minuty gra rozgrywana była pod dyktando gospodarzy. Na szczęście w końcowej części połowy spotkania piłkarze Wójcik Meble-Techtrans podkręcili tempo i zaczęli odrabiać straty. Na przerwę elblążanie schodzili przegrywając 14-13.
Po zmianie stron scenariusz był podobny jak pierwsze minuty meczu. Politechnika wykorzystała słaby fragment gry swoich przeciwników i odskoczyła na kilka bramek. Przez większą część drugiej połowy goście nie potrafili znaleźć recepty na odrobienie strat. Główną przyczyną takiego obrazu był nieistniejący atak pozycyjny. Elblążanie nie grali zespołowo, a każdy z zawodników na siłę próbował wziąć ciężar gry na swoje barki. W 52. minucie nasi zawodnicy przegrywali 23-18 i chyba nikt na hali nie spodziewał się innego rezultatu, jak zwycięstwo Politechniki. Wielkie znaczenie dla meczu były zmiany Ludwika Fonferka, który wpuścił na boisko Piotra Sadowskiego i Tomasza Maluchnika. Pierwszy okazał się zaporą w obronie, natomiast Maluchnik popisał się dwiema pięknymi i decydującymi dla przebiegu spotkania bramkami. Warszawianie chyba byli już myślami gdzie indziej. Na ich twarzach można było zauważyć wielkie zaskoczenie, kiedy na tablicy niespodziewanie widniał wynik 24-24. Ostatnie dwie minuty to istny horror. Szczęśliwiej zakończył się dla drużyny Wójcik Meble-Techtrans, która ostatecznie wygrała 27-25.
- Dziękuje chłopakom za walkę do samego końca. W drugiej połowie zespół miał kryzys i mogło się wydawać, że punkty zostaną w Warszawie. Na szczęście Tomek Maluchnik wszedł w końcówce na boisko i pociągnął grę. To takie ,,Wejście Smoka”, które ostatecznie dało nam zwycięstwo - powiedział Jerzy Kruszewski, kierownik drużyny.
Marek Wróbel