To był horror (piłka ręczna)

Gdy dziesięć minut przed końcem spotkania Start prowadził z KSS Kielce siedmioma bramkami nikt nie przypuszczał, że w końcówce meczu czekają kibiców aż takie emocje. Kielczanki rozpędzały się z każdą akcją i prawie dogoniły naszą drużynę. Skończyło się na drżeniu o wynik do ostatniej sekundy. Start wygrał z Kielcami 35-33 (19-15).
Na początku drugiej połowy nasz zespół jeszcze bardziej odskoczył rywalkom i po trzech minutach gry po bramce rozgrywającej Moniki Pełki-Fedak prowadził 21-15. Na boisku coraz bardziej uwidaczniała się przewaga elblążanek. Gdy w 50 min. Hanna Sądej wykończyła kontrę naszego zespołu i na tablicy pojawił się wynik 32-25 wszyscy w hali byli pewni wysokiego zwycięstwa gospodyń. Jak się później okazało emocje były dopiero przed nami. Kielczanki zaczęły odrabiać straty i w 58 min. gdy piłka po rykoszecie wpadła do elbląskiej bramki doprowadziły do stanu 33-32. Chwilę wcześniej sędzia ukarał „dwiema minutami” Agnieszkę Wolską i nasza drużyna znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Na szczęście bramkę w osłabieniu rzuciła Edyta Szymańska. Kielczanki odpowiedziały momentalnie rzutem z lewego skrzydła Marzeny Paszowskiej i kolejny raz zmniejszyły dystans do jednego trafienia. W ostatniej minucie Start musiał sobie radzić w podwójnym osłabieniu, gdy sędzia odesłał na ławkę Monikę Pełkę-Fedak. Kielczanki robiły co mogły by odzyskać piłkę, jednak nasza drużyna nie dała sobie wydrzeć zwycięstwa, a sekundę przed końcową syreną wynik na 35-33 ustaliła rzutem z dystansu Szymańska.
Zawodniczki Startu po raz kolejny zafundowały swoim kibicom wieczór pełen wrażeń. Całe szczęście, że elblążanki w ostatnich sekundach były w stanie zachować zimną krew i wygrać. Swój mecz przegrała Piotrcovia, która uległa 27-35 Politechnice Koszalin i nasza drużyna awansowała na czwarte miejsce w ligowej tabeli. Sobotni mecz z trybun obserwował selekcjoner reprezentacji Polski Kim Rasmussen. Zobacz wyniki i tabelę PGNiG Superligi.
Powiedzieli po meczu:
Grzegorz Gościński (trener Startu)- Ciężko powiedzieć, co dzieje się z zespołem w ostatnich dziesięciu minutach. Łapiemy kary, co jest dla mnie niezrozumiałe, kiedy prowadzimy taką różnicą bramek. Można było dograć to spokojnie, a nie czekać na ostatni fartowny rzut, bo mogło być inaczej. Kolejny raz robimy sobie sami pod górkę. Graliśmy fatalnie w obronie, straciliśmy bardzo dużo bramek. Jeśli ma się aspiracje, żeby zdobyć jakieś miejsce w lidze, to to do czegoś zobowiązuje, gdy się gra z zespołami z niższych miejsc. Ja nie mam problemu przegrać z silniejszym przeciwnikiem, który był od nas lepszy, ale nie może być takich sytuacji jak dzisiaj. Nie jestem zadowolony z gry mojego zespołu, czeka nas wiele pracy przed meczem z Koszalinem.
Edyta Szymańska (Start)- Nie umiem wytłumaczyć tego co się z nami dzieje w końcówkach. Wypracowujemy sporą przewagę, a potem niepotrzebnie śpieszymy się, rzucamy z nieprzygotowanych pozycji i ją roztrwaniamy. Rozmawiamy o tym, żeby to wyeliminować ale znowu się to przytrafia. Mam nadzieję, że za tydzień w meczu z Politechniką sytuacja się nie powtórzy, bo na pewno będzie nas to więcej kosztować. Dobrze, że udaje nam się wytrzymać te końcówki i jednak wygrywamy. Liczą się dwa punkty.
Katarzyna Stradomska (KSS Kielce)- Cząstka mnie została tutaj i czułam się trochę sparaliżowana. Mecz mógł się podobać, ja ze swojej gry nie jestem do końca zadowolona, ostatnio borykam się z kontuzjami. W końcówce uwierzyłyśmy, że dogonimy Start, niestety po raz kolejny dał o sobie znać poziom sędziowania, który jest żenujący. Takie coś wypacza wyniki meczów.
Start: Kordunowska, Miecznikowska – Szott 1, Pełka-Fedak 2, Sądej 4, Dolegało 6, Wolska 4, Domnik 4, Strzałkowska 4, Szymańska 9, Aleksandrowicz 1, Grudka
KSS: Muszioł – Grabarczyk 3, Pokrzywka 1, Lalewicz, Stradomska 6, Młynarczyk, Kot 2, Abramauskaite 7, Drabik 2, Rosińska 5, Gedroit 3, Paszowska 4