UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

„Uznałem, że nie mogę zatracić tej pasji”

 
Elbląg, „Uznałem, że nie mogę zatracić tej pasji”
Fot. Anna Dembińska

Trener, student, zapalony kibic. Adrian Wantowski na co dzień zajmuje się najmłodszymi zawodnikami z GLKS Pomowiec Gronowo Elbląskie. Rozmawiamy o jego sportowej pasji, początkach w roli trenera i o tym, jak pracuje się z najmłodszymi piłkarzami.

- Zacznijmy nieco bardziej ogólnie. Jak się zaczęła przygoda ze sportem w Twoim życiu?

- Sportem interesuję się od dziecka, odkąd pamiętam jest on obecny w moim życiu. Jako dzieciak oglądałem wszystkie wydarzenia sportowe, najbliżej było mi zawsze do piłki nożnej. Pierwsze sportowe wspomnienie jako kibica to mistrzostwa świata Korea-Japonia w 2002 r: wszystkie mecze Polaków i mecz finałowy. Później bardzo płynnie przeszedłem do śledzenia dokonań polskich klubów w europejskich pucharach czy zmagań naszej reprezentacji. Tak to się zaczęło, a do wszystkiego zachęciła mnie postawa moich rodziców, którzy są wielkimi miłośnikami sportu. Pierwsze mecze musiałem oglądać razem z nimi, chociaż im jest znacznie bliżej do siatkówki.

 

- To jeśli chodzi o kibicowanie, a kiedy sam ruszyłeś na boisko?

- Pod koniec szkoły podstawowej dołączyłem do klubu w mojej rodzinnej miejscowości, czyli GSZS Delfin Rybno. Grałem tam w pierwszej i drugiej klasie gimnazjum, później przez kontuzję wypadłem ze składu i już nie dałem rady załapać się ponownie. Wtedy postanowiłem, że już nie będę kontynuował gry w piłkę, bo moje kontuzje były bolesne i dokuczliwe. Wtedy pojawiła się pierwsza myśl, że gdy skończę 18 lat zajmę się trenowaniem i rzeczywiście poszedłem w tym kierunku.

 

- Chciałeś zostać w piłkarskich klimatach nie tylko jako kibic?

- Przez to, że nie mogłem grać w piłkę jak dawniej, a ten sport jest mi bardzo bliski, uznałem, że nie mogę tej pasji zatracić i postanowiłem, że zrobię kursy trenerskie i w ten sposób będę się rozwijał. Dziś trenuję z najmłodszymi, zobaczymy, jak to się wszystko rozwinie w przyszłości.

 

- Twoje pierwsze trenerskie doświadczenia wiążą się z Elblągiem.

- Elbląg pojawił się w moim życiu na dłużej, bo podjąłem tu studia w PWSZ. Zacząłem je w 2016 r., w zeszłym roku skończyłem licencjackie, obecnie jestem na magisterskich. W Elblągu zacząłem też pracować jako trener, a ściślej: asystent trenera. Na początku 2017 r. zrobiłem kurs trenerski UEFA C, a jednym z prowadzących na tym kursie był Karol Przybyła z Olimpii Elbląg. To dzięki niemu zostałem asystentem trenera w Olimpii, później szybko trafiłem na to samo stanowisko w Akademii Piłkarskiej Piekarczyk. Na początku było trudno, to wszystko było nowe i nie wiedziałem w pełni "z czym to się je". Jednak doświadczenia z Olimpii i Piekarczyka sprawiły, że ten sport już całkiem mnie wchłonął i gdy pojawiła się okazja, obrałem stanowisko trenera w Gronowie Elbląskim. Jestem tu trenerem już ponad dwa lata.

 

- Opowiedz co nieco o swoich podopiecznych.

- Trenuję z dziećmi w wieku 7-8 lat i 9-10 lat. W tym wieku dzieci biorą sobie trenera za wielki autorytet, jest to więc spora odpowiedzialność, bo dla niektórych słowo trenera jest niekiedy ważniejsze od tego, co mówi rodzic (śmieje się). Chciałbym przez piłkę pomóc w wychowywaniu ich na dobrych ludzi, bo zawodowcem każdy nie zostanie, a dobrym człowiekiem już może tak. Mam też nadzieję, że niektórzy w przyszłości wypłyną na szerokie wody, zostaną przy piłce nożnej i być może kiedyś będą stanowili o sile większych klubów. Jest potencjał w tych dzieciakach, jest też infrastruktura do tego, żeby się rozwijali, samych treningów też im nie brakuje.

 

- Jak w takim razie wyglądają te treningi?

- Moja praca polega m. in. na wcześniejszym przygotowaniu treningów, rozplanowaniu ich w perspektywie tygodnia i miesiąca. Są to oczywiście treningi zróżnicowane dla każdej grupy wiekowej. Każda z nich ma treningi dwa razy w tygodniu: starsi półtorej godziny, młodsi godzinę. Uwzględniamy w czasie naszych ćwiczeń aspekty techniczne, wytrzymałościowe i trening mentalny: w tym ostatnim przypadku rozmawiamy o piłce, o tym, jak się zachowywać na boisku, tu chodzi też o pewną kulturę gry. Każde dziecko jest inne, jedni zachowują spokój w czasie gry, inni mają w sobie nieco więcej piłkarskiego szaleństwa. Trzeba po prostu z nimi dużo rozmawiać i wspierać.

 

- Są treningi, ale musi być też jakaś rywalizacja z innymi drużynami?

- Uczestniczymy przede wszystkim w okręgowych rozgrywkach, ale trafiają się też spotkania z rywalami z bardziej odległych miejsc. Zwykle jednak gramy z Jegłownikiem, Markusami i oczywiście z elbląskimi Olimpią i Concordią. Każda z tych drużyn organizuje turniej, jest to okazja dla zawodników, żeby się sprawdzić. Sukcesy nasi młodzi piłkarze przeżywają oczywiście lepiej niż porażki (śmieje się). Przy tych drugich, które też się zdarzają, trzeba trochę więcej czasu poświęcić na rozmowę i podnieść ich na duchu, bo przy przegranej łatwo się zniechęcić. Nie miałem jednak sytuacji, by po przegranym meczu czy turnieju ktoś zniechęcił się na tyle, by zrezygnować z treningów. Wszyscy walczą dalej i starają się rozwijać.

rozmawiał Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama