UWAGA!

Żaneta Cieśla: Liczyli, że o coś powalczę

2021-06-02
Aktualizowany 2021-06-12 12:00
 
Elbląg, Żaneta Cieśla
Żaneta Cieśla (fot. Anna Dembińska)

- Lubiłam stawiać sobie cele, wtedy właśnie pojawiła się myśl o mistrzostwie świata. I tak krok po kroku: najpierw mistrzostwo świata juniorów, potem drugie, potem pojawiła się myśl o mistrzostwie świata w seniorach. Sport dal mi przede wszystkim możliwość poznania ludzi, z którymi przyjaźnię do dziś. Druga kwestia to możliwość zwiedzania świata - mówi Żaneta Cieśla, kickboxerka z Pasłęka.

- Jak się zaczęła Pani przygoda ze sportem?

- W połowie lat 90 – tych pojawiła się moda na kickboxing. Chodziłam wtedy do klasy sportowej w Szkole Podstawowej nr 1 w Pasłęku. Chcieliśmy zobaczyć, co to jest i poszliśmy na trening. Pierwszym moim klubem była Polonia Pasłęk. Spodobało mi się, zostałam. Potem do sekcji trafiło również moje rodzeństwo. Pierwszym moim trenerem był Ryszard Zawistowski, obecnie sędzia międzynarodowy.

 

- Pamięta pani pierwszy sukces?

- W 1997 r., po nie całym sezonie mojego trenowania wystartowałam na mistrzostwach Polski młodzików i juniorów młodszych. Odbywały się u nas w Pasłęku. Zdobyłam dwa złote medale w light contakcie i semi contakcie. I to chyba jeszcze bardziej wciągnęło mnie w ten sport. Chyba też zostałam uznana za najlepszą zawodniczkę turnieju. Wtedy jeszcze na macie były dwie formuły: light contact, semi contact i najmocniejszy full contact odbywał się na ringu. Teraz tych mocniejszych form jest więcej.

 

- W tym pierwszym turnieju to już było wiadomo, że powalczy pani o medal, czy to raczej miało być rozpoznanie na czym te turnieje polegają?

- Na każdych zawodach startowałam po to żeby zwyciężyć. Jak się noga powinie, to trudno, takie jest życie, trzeba iść dalej. Ale nastawienie przed zawodami jest zawsze takie samo: wygrać. Inaczej ten sport jest bez sensu. Miałam taki cel, żeby zostać mistrzynią świata. I to się udało, trzy razy: w 2000r. w Czechach, dwa lata później w Jugosławii, te dwa w light contakcie i w 2011 r. w Macedonii w kick lighcie. Tam też zdobyłam jak na razie jedyne wicemistrzostwo świata w full contakcie. I do tego trzy trzecie miejsca w USA 2000 r. w semi contakcie, na Węgrzech w 2005 r., i Turcji w 2013 r. w light contakcie.

 

- Tych sukcesów było co niemiara.

- Oprócz sukcesów na mistrzostwach świata trzeba wymienić osiem zwycięstw na Pucharze Świata, trzy razy drugie miejsce i pięć trzecich. Mistrzynią Europy byłam raz w w 2012 r. w Rumuni w kick lighcie, trzy razy zdobyłam wicemistrzostwo kontynentu. Oprócz tego dwa razy byłam trzecia. Mam też w cv tytuł zawodowej mistrzyni Europy federacji UPKA z dobyty w Łupkowie w 2011r. Mistrzynią Polski byłam 34 razy, do tego trzeba dodać 4 tytuły zdobyte na mistrzostwach Polski służb mundurowych. Wicemistrzostwa Polski: osiem i 10 zwycięstw na Pucharze Polski. To takie najważniejsze osiągnięcia.

 

- Najlepsze wspomnienie.

- Wyjazd na upragnione mistrzostwa świata seniorów do Macedonii w 2011 r. To był wyjazd życia, nie tylko dlatego,że wygrałam w kick lighcie czyli w tej formule na macie, ale z kopnięciami na uda. To był po prostu fajny wyjazd: wspaniale zgrupowanie, fantastyczni ludzie z którymi byłam. Tworzyliśmy wtedy team. Nasza reprezentacja w kick lighcie liczyła 13 osób, zdobyliśmy 9 złotych medali.

 

- Jak to jest z tymi formulami w kickboxingu?

- Jest kilka formuł różniących się zasadami. W niektórych jest walka ciągła, dozwolone są różne rodzaje kopnięć. Generalnie kiedyś było tak, że zawodnik na jednych zawodach startował w różnych formulach i często w tych kilku zdobywał medale. Potem wprowadzono zasadę, że jeżeli ktoś startuje w „twardszych” odmianach typu K1, low kick,full- contact to nie może w „lżejszych”. W tej chwili trend jest taki,żeby jeden zawodnik startował w jednej formule, góra w dwóch. Moim zdaniem nie jest to dobre, bo obniża poziom sportowy. Mnie to np. ograniczyło. Najbardziej lubię K1.

 

- Wróćmy jeszcze do czasów szkolnych. Często jest tak, że obiecujący zawodnik, dyscyplina sportu nie ma tu większego znaczenia, po szkole podstawowej nie z tego, ni z owego przerywa treningi.

- Czasem bywa tak, że w związku ze zmianą szkoły na ponadpodstawową, zmienia towarzystwo. I to nowe już nie jest zainteresowane sportem. W moim przypadku, kiedy kończyłam podstawówkę i miałam te 15 lat trafiłam do kadry narodowej seniorów. To też było taką motywacją, że jeszcze więcej z siebie dać. Lubiłam stawiać sobie cele, wtedy właśnie pojawiła się myśl o mistrzostwie świata. I tak krok po kroku: najpierw mistrzostwo świata juniorów, potem drugie, potem pojawiła się myśl o mistrzostwie świata w seniorach. Sport dal mi przede wszystkim możliwość poznania ludzi, z którymi przyjaźnię do dziś. Druga kwestia to możliwość zwiedzania świata. Wtedy nie było to tak proste jak dziś,nie każdy mógł sobie pozwolić na jeżdżenie po świeci kilka razy w roku. Sport bardzo to ułatwiał.

 

- Jak połączyć sport już na wyczynowym poziomie ze szkołą?

- Trafiłam na bardzo dobrą wychowawczynię w Liceum w Pasłęku. Mieliśmy taki układ, że koleżanki z klasy przepisywały mi zeszyty z lekcji. Po powrocie ze zgrupowania miałam tydzień na aklimatyzację, wtedy nie byłam pytana, miałam czas na nadrobienie materiału. To też zależało od poszczególnych nauczycieli. Nauczycielka języka polskiego żadnych forów nie dawała: „matura z polskiego też będzie", mówiła. Maturę zdałam, skończyłam Akademię Wychowania Fizycznego i przez 10 lat pracowałam jako nauczycielka wychowania fizycznego i zajęć rewidalidacyjno- wychowawczych z dziećmi z niepełnosprawnościami.

 

- Bardzo szybko trafiła Pani do kadry narodowej.

- Mistrz Polski trafiał do niej niejako z automatu. Skoro mnie powoływali, to chyba liczyli na to, że o coś powalczę. W kadrach atmosfera była rodzinna, nigdy nie czułam się odepchnięta, wyizolowana. Zawsze wszyscy razem. Był czas na trening, na spotkania. Taryfy ulgowej ze względu na wiek nie było. Ale aż się chciało wyjeżdżać na zgrupowania.

 

- Jakie plany sportowe na przyszłość? Oczywiście przy założeniu, że wszystko powoli wróci do normalności.

- Przez koronawirusa odwoływano mnóstwo zawodów. Udało mi się wystartować na mistrzostwach Polski służb mundurowych. Pierwszy raz reprezentowałam elbląski 16 pułk logistyczny, ponieważ od niedawna jestem żołnierzem zawodowym. Wcześniej startowałam w tych mistrzostwach reprezentując Ochotniczą Straż Pożarną w Jelonkach. I reprezentowanie naszego pułku wyszło mi całkiem dobrze, bo przywiozłam dwa mistrzostwa Polski. To był w sumie powrót po dwuletniej przerwie spowodowanej zmianami w życiu osobistym. Czyli nauką w szkole podoficerskiej. Teraz przygotowuje się do startu w Pucharze Polski służb mundurowych. Co będzie dalej, zobaczymy.

 

- Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama