UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

12 lat za zabójstwo. „Żałuję, ale nic nie pamiętam”

 
Elbląg, Kamil M. do końca procesu nie przyznał się do winy
Kamil M. do końca procesu nie przyznał się do winy (fot. AD, archiwum portEl.pl)

Na 12 lat więzienia skazał dzisiaj Sąd Okręgowy w Elblągu 31-letniego Kamila M. Uznał, że jest on winny zabójstwa kolegi, do którego doszło w ubiegłym roku podczas alkoholowej libacji w jednym z mieszkań przy ul. Władysława IV. - Żałuję, ale nic nie pamiętam – mówi oskarżony przed ogłoszeniem wyroku.

Do zabójstwa doszło w kwietniu 2016 roku w jednym z mieszkań przy ul. Władysława IV, gdzie odbywała się alkoholowa libacja. Wszyscy jej uczestnicy byli mocno pijani, każdy miał ponad 3 promile alkoholu w organizmie.
       Jak ustalił sąd, około godz. 22 doszło do kłótni między Arkadiuszem L. i Marzeną T. W obronie kobiety stanął 31-letni Kamil M., który nosił przy sobie kaburę z nożem. W czasie szarpaniny między oboma mężczyznami Kamil M. miał najpierw wymachiwać nożem, a potem dźgnąć nim kolegę tak mocno w klatkę piersiową, że ostrze wbiło się na głębokość 8 centymetrów. Rana okazała się śmiertelna, nie pomogła akcja ratunkowa pogotowia, które przyjechało na miejsce.
       Proces w tej sprawie rozpoczął się w marcu tego roku, dzisiaj na czwartej rozprawie – która okazała się ostatnią - sąd przesłuchał trzech ostatnich świadków, w tym Jarosława M., właściciela mieszkania, w którym doszło do zabójstwa. Świadek twierdził dzisiaj, że nie było go w mieszkaniu w chwili zbrodni, czemu zaprzeczały wcześniejsze zeznania, przez niego podpisane. Obrońca oskarżonego sugerował nawet w mowie końcowej, że to Jarosław M. może mieć coś wspólnego z zabójstwem, a jego klient jest niewinny. - Żałuję, ale nic nie pamiętam - przyznał z kolei w swoim ostatnim słowie oskarżony Kamil M., który w momencie zdarzenia był nie tylko pijany, ale także pod wpływem dopalaczy. Do końca procesu nie przyznał się do winy. 
       Prokurator Tomasz Rek domagał się dla oskarżonego kary 15 lat więzienia, sprawiedliwej kary żądała także matka ofiary, która była oskarżycielką posiłkową. Sąd po półtoragodzinnej przerwie na naradę orzekł 12 lat pozbawienia wolności.
       - Wina oskarżonego w świetle przedstawionego materiału dowodowego nie budzi wątpliwości. W ocenie sądu oskarżony nie planował zabójstwa, było to zdarzenie nagłe i dynamiczne, więc możemy tu mówić o zamiarze ewentualnym winy umyślnej. Okolicznością łagodzącą jest to, że oskarżony stanął w obronie Marzeny T. – uzasadniał wyrok Władysław Kizyk, przewodniczący składu sędziowskiego. - Kara jest adekwatna do stopnia zawinienia i ma być przestrogą na przyszłość dla oskarżonego i dla innych ewentualnych sprawców czynów zabronionych.
       Wyrok nie jest prawomocny.
RG
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama