Czerwonej łódki na rzece nie zobaczysz

Od kilku lat ratownicy elbląskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego przez cały sezon letni przemierzali rzekę Elbląg, upominali kąpiących się, ale i tych, którzy łódką płynęli za szybko, zawsze czujni i w pogotowiu. W tym roku nie zobaczymy charakterystycznych, czerwonych koszulek ratowników - ich zadania mają przejąć służby miejskie.
W rzece Elbląg nie można się kąpać. Teoretycznie, bo praktycznie co roku, w okresie letnim, ochłody szukają tam dziesiątki, jak nie setki elblążan. Z rzeki, co roku przez cały sezon letni, "wyciągali" ich ratownicy WOPR-u, którzy razem z policją czuwali nad tym akwenem. W tym roku charakterystycznej, czerwonej łódki na wodzie nie zobaczymy.
- Nie mamy środków, żeby te patrole prowadzić, a Urząd Miejski w tym roku nie dał nam żadnych pieniędzy - potwierdza Bożena Ruszkowska, szefowa elbląskiego WOPR-u i dodaje, że w ubiegłym roku miasto przekazało ratownikom 6 tys. zł, co pozwoliło pokryć koszty paliwa. A oprócz tego dochodzą inne, na przykład pensje ratowników.
- To, że nazywamy się "ochotnicze" nie oznacza, że ratownicy pracują za darmo. Oni są po specjalistycznych, bardzo drogich kursach, a według przepisów tylko takie osoby mogą patrolować akwen, są również zatrudnieni, mają więc pensję - tłumaczy Ruszkowska i dodaje, że w tym roku ratownicy na wodzie się pojawią, tyle że w rejonie Zalewu Wiślanego. Elbląski WOPR otrzymał na to 60 tys. zł z Urzędu Wojewódzkiego oraz 40 tys. zł z Urzędu Marszałkowskiego.
Informację o braku patroli WOPR-u na rzece Elbląg potwierdza również Monika Borzdyńska, rzecznik prezydenta miasta.
- W tym roku teren rzeki będzie zabezpieczała policja razem ze strażą miejską - dodaje.
Jak mówi asp. Krzysztof Nowacki, rzecznik KMP w Elblągu, patrole będą prowadzone w razie potrzeby, to znaczy w zależności od pogody, a także podczas imprez w pobliżu rzeki. Wszystko w ramach obowiązków służbowych. Policjanci pod swoją opieką mają wody od jeziora Druzno aż do Zalewu Wiślanego, a do dyspozycji dwie łodzie. W ubiegłych latach funkcjonariusze współpracowali właśnie z elbląskim WOPR-em.
- Czy te patrole są rzeczywiście potrzebne? A może rzeczywiście wystarczą tylko takie, które pełni policja? - pytamy szefową WOPR-u.
- Co ludziom może przyjść do głowy, tego nie wie nikt - kwituje krótko Bożena Ruszkowska.
- Nie mamy środków, żeby te patrole prowadzić, a Urząd Miejski w tym roku nie dał nam żadnych pieniędzy - potwierdza Bożena Ruszkowska, szefowa elbląskiego WOPR-u i dodaje, że w ubiegłym roku miasto przekazało ratownikom 6 tys. zł, co pozwoliło pokryć koszty paliwa. A oprócz tego dochodzą inne, na przykład pensje ratowników.
- To, że nazywamy się "ochotnicze" nie oznacza, że ratownicy pracują za darmo. Oni są po specjalistycznych, bardzo drogich kursach, a według przepisów tylko takie osoby mogą patrolować akwen, są również zatrudnieni, mają więc pensję - tłumaczy Ruszkowska i dodaje, że w tym roku ratownicy na wodzie się pojawią, tyle że w rejonie Zalewu Wiślanego. Elbląski WOPR otrzymał na to 60 tys. zł z Urzędu Wojewódzkiego oraz 40 tys. zł z Urzędu Marszałkowskiego.
Informację o braku patroli WOPR-u na rzece Elbląg potwierdza również Monika Borzdyńska, rzecznik prezydenta miasta.
- W tym roku teren rzeki będzie zabezpieczała policja razem ze strażą miejską - dodaje.
Jak mówi asp. Krzysztof Nowacki, rzecznik KMP w Elblągu, patrole będą prowadzone w razie potrzeby, to znaczy w zależności od pogody, a także podczas imprez w pobliżu rzeki. Wszystko w ramach obowiązków służbowych. Policjanci pod swoją opieką mają wody od jeziora Druzno aż do Zalewu Wiślanego, a do dyspozycji dwie łodzie. W ubiegłych latach funkcjonariusze współpracowali właśnie z elbląskim WOPR-em.
- Czy te patrole są rzeczywiście potrzebne? A może rzeczywiście wystarczą tylko takie, które pełni policja? - pytamy szefową WOPR-u.
- Co ludziom może przyjść do głowy, tego nie wie nikt - kwituje krótko Bożena Ruszkowska.
mw