Czy znów zaleje Nadbrzeże?
W Nadbrzeżu koło Tolkmicka powódź została opanowana, ale mieszkańcy wciąż zastanawiają się, czy mogą spać spokojnie. Przyczyną zalania domu, podwórka, cegielni i łąki były intensywne opady deszczu, spływające strumieniami z Wysoczyzny Elbląskiej. A deszczowe lato jeszcze się nie skończyło.
O zagrożeniu zaalarmowali mieszkańcy w minioną środę. Na miejsce przyjechały jednostki ochotniczej straży pożarnej i burmistrz Tolkmicka. Akcja ratownicza trwała od godz. 16 do 3.45 w nocy. Użyto trzech pomp, trzech wozów strażackich, koparki i worków z piaskiem.
Straż Pożarna podczas akcji ratunkowej ustaliła, dlaczego zaledwie w ciągu pół godziny zalana została cała łąka w Nadbrzeżu: - Znaleźliśmy miejsce w lesie, z którego wydobywała się woda, spływała w dół na siedliska mieszkających tam ludzi - opowiada Mariusz Dzieciątek, dowódca akcji ratowniczej. - Worki spływały unoszone siłą prądu wydobywającej się wody.
Woda wydobywała się spod ziemi rwącym gejzerem. Wybijała do góry 30 worków o wadze 30 kg każdy. Pozostawione wykopy pod linie telefoniczne i kanalizacyjne poprowadziły wodę wprost do domów w Nadbrzeżu. Zatkane przepusty, nieudrażniane od lat, nie odprowadziły wody za wał.
- Rury kanalizacyjne są niedrożne. Zapychają się i wszystko idzie do gospodarzy na pola - pokazywał nam Arkadiusz Kuberski pracujący w Nadbrzeżu. - Cała woda z lasu powinna iść na Zalew, a tak, rury nie są drożne i pcha się wszystko ludziom na ogródki.
W Nadbrzeżu jest aż trzech gospodarzy: gmina, lasy państwowe i PKP. A, jak mówią mieszkańcy, podtapiani są regularnie, a w 1984 r. doszło tam do poważnej powodzi. By więcej do tego nie dopuścić, już dziś ma przyjechać do Nadbrzeża ekipa z gminy Tolkmicko, by sprawdzić i oczyścić przepusty.
Problemem zajął się Andrzej Lemanowicz, burmistrz Tolkmicka: - Mogło się tak zdarzyć, że firmy wykonawcze naruszyły odprowadzenia wód opadowych. Tę sytuację w tej chwili sprawdzamy. Szykujemy się, że przywieziemy ciężki sprzęt, żeby w miarę możliwości - wiadomo, że nie będą to duże nakłady finansowe - udrożnić przepusty - żeby taka rzecz się więcej nie powtórzyła.
Burmistrz przyznał jednak, że możliwości gminy są za małe, żeby starczyło na instalację kanalizacji burzowych. A nawet nowoczesne i drogie inwestycje mogłyby nie ustrzec mieszkańców przed kolejnymi powodziami.
Mieszkańcy nie myślą o przeprowadzce. Mają nadzieję, że władze gminy zadbają o ich bezpieczeństwo: - Ponieśli takie koszty, że chyba powinni się nad tym zastanowić - mówi Waldemar Krzykowski z Nadbrzeża.
Tym razem powódź nie skończyła się tragicznie, a woda szybko opadła. Miejscowi zorganizowali dla zmarzniętych ratowników ognisko z kiełbaskami. A nieliczni turyści w namiotach przeżyli letnią przygodę. Pozostał zalany piec starej cegielni, w której miała być galeria albo restauracja. Teraz nadaje się tylko do rozbiórki. Jeśli ludzie mają tu inwestować i rozwijać turystykę, niepotrzebne jest lanie wody, ale pieniądze na stworzenie warunków do normalności.
Straż Pożarna podczas akcji ratunkowej ustaliła, dlaczego zaledwie w ciągu pół godziny zalana została cała łąka w Nadbrzeżu: - Znaleźliśmy miejsce w lesie, z którego wydobywała się woda, spływała w dół na siedliska mieszkających tam ludzi - opowiada Mariusz Dzieciątek, dowódca akcji ratowniczej. - Worki spływały unoszone siłą prądu wydobywającej się wody.
Woda wydobywała się spod ziemi rwącym gejzerem. Wybijała do góry 30 worków o wadze 30 kg każdy. Pozostawione wykopy pod linie telefoniczne i kanalizacyjne poprowadziły wodę wprost do domów w Nadbrzeżu. Zatkane przepusty, nieudrażniane od lat, nie odprowadziły wody za wał.
- Rury kanalizacyjne są niedrożne. Zapychają się i wszystko idzie do gospodarzy na pola - pokazywał nam Arkadiusz Kuberski pracujący w Nadbrzeżu. - Cała woda z lasu powinna iść na Zalew, a tak, rury nie są drożne i pcha się wszystko ludziom na ogródki.
W Nadbrzeżu jest aż trzech gospodarzy: gmina, lasy państwowe i PKP. A, jak mówią mieszkańcy, podtapiani są regularnie, a w 1984 r. doszło tam do poważnej powodzi. By więcej do tego nie dopuścić, już dziś ma przyjechać do Nadbrzeża ekipa z gminy Tolkmicko, by sprawdzić i oczyścić przepusty.
Problemem zajął się Andrzej Lemanowicz, burmistrz Tolkmicka: - Mogło się tak zdarzyć, że firmy wykonawcze naruszyły odprowadzenia wód opadowych. Tę sytuację w tej chwili sprawdzamy. Szykujemy się, że przywieziemy ciężki sprzęt, żeby w miarę możliwości - wiadomo, że nie będą to duże nakłady finansowe - udrożnić przepusty - żeby taka rzecz się więcej nie powtórzyła.
Burmistrz przyznał jednak, że możliwości gminy są za małe, żeby starczyło na instalację kanalizacji burzowych. A nawet nowoczesne i drogie inwestycje mogłyby nie ustrzec mieszkańców przed kolejnymi powodziami.
Mieszkańcy nie myślą o przeprowadzce. Mają nadzieję, że władze gminy zadbają o ich bezpieczeństwo: - Ponieśli takie koszty, że chyba powinni się nad tym zastanowić - mówi Waldemar Krzykowski z Nadbrzeża.
Tym razem powódź nie skończyła się tragicznie, a woda szybko opadła. Miejscowi zorganizowali dla zmarzniętych ratowników ognisko z kiełbaskami. A nieliczni turyści w namiotach przeżyli letnią przygodę. Pozostał zalany piec starej cegielni, w której miała być galeria albo restauracja. Teraz nadaje się tylko do rozbiórki. Jeśli ludzie mają tu inwestować i rozwijać turystykę, niepotrzebne jest lanie wody, ale pieniądze na stworzenie warunków do normalności.
Monika Łącka-Martuszewska - TVP3 Olsztyn