Elbląg stracił Rybickiego (komentarz subiektywny)

Sławomir Rybicki, poseł Platformy Obywatelskiej wybrany w okręgu elbląskim, przestaje nas reprezentować w Sejmie i przechodzi do kancelarii Prezydenta RP, gdzie w randze ministra będzie pełnił funkcję oficera łącznikowego między Belwederem a gmachem przy Wiejskiej.
W związku z przejściem do kancelarii prezydenta Komorowskiego, Sławomir Rybicki musi oddać zdobyty w naszym kręgu mandat. To cenne wydawałoby się trofeum dostanie się jego koledze z partyjnej listy - Adamowi Żylińskiemu , który uzyskał drugi wynik w niedawnych wyborach.
Eksposeł Rybicki był w naszym regionie tak zwanym spadochroniarzem. Partia oddelegowała go na ten odcinek frontu wyborczego, ponieważ w jego rodzinnym Gdańsku zabrakło już tzw. jedynek. W Elblągu przeprowadził skuteczną i profesjonalną kampanię. Odbył wiele spotkań, odwiedził wiele firm i instytucji, nie zapomniał też o lokalnych redakcjach. Często można było go spotkać w kawiarnianych ogródkach przy Starym Rynku. Nie szczędził zapewnień, że będzie w Elblągu stałym gościem także po wyborach, a problemy elblążan będą jego problemami. Jego erudycja, nienaganne maniery, dobrze skrojony garnitur robiły dobre wrażenie na tle przaśnej często konkurencji do sejmowego fotela. Bez trudu więc mimo spadochroniarskiego stygmatu w nim zasiadł.... aż do czasu gdy partia postanowiła, a on się zgodził, przejść na inne odpowiedzialne stanowisko.
Ci z elblążan, którzy postawili krzyżyk przy kandydaturze pana Rybickiego licząc na to, że zawodowy polityk z Gdańska, mający silną pozycję w swojej partii zdziała dla miasta i kraju więcej niż miejscowi amatorzy, mogą czuć się wystawieni do wiatru. Pretensje jednak należy kierować przede wszystkim do elbląskiej klasy politycznej, która nie wykształciła i nie wyłoniła elity zdolnej konkurować z podsyłanymi z zewnątrz kandydatami na posłów. To były któreś z kolei wybory, w których reprezentacja elblążan poziomem, profesjonalizmem i umiejętnością gry na politycznym boisku, poza nielicznymi wyjątkami, niewiele odbiegała od graczy Olimpii.
Tak długo, jak sytuacja ta się nie zmieni, elbląscy wyborcy mogą być ponownie narażeni na takie instrumentalne potraktowanie. Człowiekowi zamieszkałemu na stałe w Elblągu znacznie trudniej byłoby spojrzeć w oczy swoim wyborcom.
Eksposeł Rybicki był w naszym regionie tak zwanym spadochroniarzem. Partia oddelegowała go na ten odcinek frontu wyborczego, ponieważ w jego rodzinnym Gdańsku zabrakło już tzw. jedynek. W Elblągu przeprowadził skuteczną i profesjonalną kampanię. Odbył wiele spotkań, odwiedził wiele firm i instytucji, nie zapomniał też o lokalnych redakcjach. Często można było go spotkać w kawiarnianych ogródkach przy Starym Rynku. Nie szczędził zapewnień, że będzie w Elblągu stałym gościem także po wyborach, a problemy elblążan będą jego problemami. Jego erudycja, nienaganne maniery, dobrze skrojony garnitur robiły dobre wrażenie na tle przaśnej często konkurencji do sejmowego fotela. Bez trudu więc mimo spadochroniarskiego stygmatu w nim zasiadł.... aż do czasu gdy partia postanowiła, a on się zgodził, przejść na inne odpowiedzialne stanowisko.
Ci z elblążan, którzy postawili krzyżyk przy kandydaturze pana Rybickiego licząc na to, że zawodowy polityk z Gdańska, mający silną pozycję w swojej partii zdziała dla miasta i kraju więcej niż miejscowi amatorzy, mogą czuć się wystawieni do wiatru. Pretensje jednak należy kierować przede wszystkim do elbląskiej klasy politycznej, która nie wykształciła i nie wyłoniła elity zdolnej konkurować z podsyłanymi z zewnątrz kandydatami na posłów. To były któreś z kolei wybory, w których reprezentacja elblążan poziomem, profesjonalizmem i umiejętnością gry na politycznym boisku, poza nielicznymi wyjątkami, niewiele odbiegała od graczy Olimpii.
Tak długo, jak sytuacja ta się nie zmieni, elbląscy wyborcy mogą być ponownie narażeni na takie instrumentalne potraktowanie. Człowiekowi zamieszkałemu na stałe w Elblągu znacznie trudniej byłoby spojrzeć w oczy swoim wyborcom.
Włodek Gęsicki