Eurowybory, czyli jak tu kogoś zakleić

Nudna, przynajmniej w elbląskim wydaniu, kampania przed eurowyborami dobiega końca. Zamiast dyskusji o programach i różnicach, jakie dzielą poszczególne partie, w mieście trwa walka na plakaty. To jak gra w kotka i myszkę, kto kogo pierwszy zaklei na ogłoszeniowych słupach.
- Byłem świadkiem jak ludzie od pana Kowszyńskiego zaklejali jego plakatami plakaty innych osób, które również startują w nadchodzących wyborach. Czy to jest zgodne z prawem? – napisał do nas czytelnik, na dowód przysyłając zdjęcia.
Niezgodne z prawem jest niszczenie materiałów wyborczych – plakatów, billboardów, ulotek, bo to jest wykroczenie. W kodeksie wyborczym nie ma nic o zaklejaniu plakatów konkurentów, więc niektóre partie stosują tę praktykę. W Elblągu władze miasta zezwoliły komitetom wyborczym na bezpłatne wieszanie plakatów na 34 słupach, zarezerwowano dla nich na ten cel metr górnego i dolnego pasa słupów ogłoszeniowych. Nikt się do tego jednak nie stosuje, komitety przyklejają plakaty, jak popadnie, zaklejając przy okazji konkurentów.
- Nasz komitet jako pierwszy zarezerwował miejsca na plakaty już 28 kwietnia. Przez dłuższy czas wisiały, ale zostały zaklejone przez konkurentów. Dlatego też nasi pracownicy objechali jeszcze raz wszystkie miejsca i po prostu przywrócili stan poprzedni, jeszcze raz klejąc plakaty z wizerunkiem naszego kandydata – tłumaczy Maciej Szmurło, szef kampanii Pawła Kowszyńskiego. - W dotychczasowych kampaniach takie sytuacje nie miały miejsca, jak widać dobre obyczaje przestały mieć znaczenie.
Niezgodne z prawem jest niszczenie materiałów wyborczych – plakatów, billboardów, ulotek, bo to jest wykroczenie. W kodeksie wyborczym nie ma nic o zaklejaniu plakatów konkurentów, więc niektóre partie stosują tę praktykę. W Elblągu władze miasta zezwoliły komitetom wyborczym na bezpłatne wieszanie plakatów na 34 słupach, zarezerwowano dla nich na ten cel metr górnego i dolnego pasa słupów ogłoszeniowych. Nikt się do tego jednak nie stosuje, komitety przyklejają plakaty, jak popadnie, zaklejając przy okazji konkurentów.
- Nasz komitet jako pierwszy zarezerwował miejsca na plakaty już 28 kwietnia. Przez dłuższy czas wisiały, ale zostały zaklejone przez konkurentów. Dlatego też nasi pracownicy objechali jeszcze raz wszystkie miejsca i po prostu przywrócili stan poprzedni, jeszcze raz klejąc plakaty z wizerunkiem naszego kandydata – tłumaczy Maciej Szmurło, szef kampanii Pawła Kowszyńskiego. - W dotychczasowych kampaniach takie sytuacje nie miały miejsca, jak widać dobre obyczaje przestały mieć znaczenie.
RG