Jedni marzą o zwycięstwie, inni o jednym mandacie (analiza)

Przyśpieszone wybory samorządowe coraz bliżej, wiadomo już, jakie ugrupowania zostały zarejestrowane w wyborach do Rady Miejskiej. W trudnej sytuacji jest nie tylko Platforma Obywatelska, na którą spada odpowiedzialność za rządy Grzegorza Nowaczyka, ale również Prawo i Sprawiedliwość, dla którego każdy inny wyniki niż zwycięstwo będzie porażką.
Prawo i Sprawiedliwość powinno wygrać, bo w najświeższych notowaniach ogólnopolskich „przeskoczyło” Platformę, a w Elblągu – co się nie wszystkim podoba – przypisuje sobie współudział w sukcesie kwietniowego referendum. Bardziej sprzyjające okoliczności, by mieć większość w Radzie Miejskiej, trudno sobie wyobrazić, ale świadomość tego bardziej może stać się ciężarem niż uskrzydlać.
Zwycięstwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie byłoby może sensacją, ale na pewno jakąś niespodzianką, bo przeciwko niemu przemawia współudział (przynajmniej w początkowym okresie) w rządach Platformy w Radzie i dość słabe obecnie notowania SLD w rankingach ogólnopolskich. Do głosowania za SLD mogą skłaniać – przypuszczam, że w ocenie wielu elblążan – lepsze lata, jakie przeżywał Elbląg za rządów tej formacji.
Dla Platformy Obywatelskiej sukcesem będzie, moim zdaniem, każdy wynik lepszy niż pięciu radnych – wbrew temu, co zaczynają przebąkiwać niektórzy jej działacze. Od ekipy Grzegorza Nowaczyka nie da się tak szybko odciąć, a ani w okresie poprzedzającym referendum, ani po nim nie odnotowaliśmy przekonujących prób wyjaśnienia stawianych przez oponentów zarzutów.
Ruch Palikota Elbląg + jest w podobnej sytuacji – choć te partie raczej się nie lubią – co PiS. Janusz Palikot jako jedyny z partyjnych liderów przyjechał do Elbląga i przekonywał do referendum. Mizerny wynik jego ugrupowania byłby dla niego osobistą porażką, a ponieważ sukces jest Ruchowi Palikota bardzo potrzebny (w notowaniach krajowych to ugrupowanie sytuuje się poniżej progu wyborczego), trudno oszacować, jaki wynik w Elblągu Janusz Palikot uznałby za sukces.
Z kolei dla Solidarnej Polski sukcesem byłoby, myślę, nawet jeden mandat radnego, bo walczyć będzie z silnym konkurentem, wzmocnionym referendum – PiS-em.
Czy wobec „partyjnych” faworytów czerwcowych wyborów „ugrają coś” komitety niepartyjne? One wciąż mają chyba mniejsze szanse niż komitety partyjne – tak wskazują przynajmniej dotychczasowe wybory elblążan. W 2010 r. tylko Elbląski Dobry Samorząd zdobył dwa mandaty radnych i to głównie dzięki wynikowi byłego prezydenta Henryka Słoniny, który z tej listy startował do Rady Miejskiej.
Wśród „niepartyjnych” na czoło faworytów wysuwa się bez wątpienia Wolny Elbląg, komitet wyborczy utworzony przez organizatorów referendum. Za Wolnym Elblągiem przemawia sukces referendum, przeciw – niejasne relacje i wiszący w powietrzu – tak się przynajmniej wydaje – konflikt z Ruchem Palikota o autorstwo sukcesu referendum.
Drugim wydaje się Elbląski Komitet Obywatelski, który uczestniczył już w wyborach w 2010 r., przekroczył nawet próg wyborczy, ale obowiązująca metoda przydzielania mandatów spowodowała, że EKO mandatu radnego nie zdobył.
Komitet Wyborczy Wyborców Witolda Wróblewskiego. Witold Wróblewski to były wiceprezydent Elbląga (za prezydentury Henryka Słoniny), obecnie członek zarządu województwa warmińsko-mazurskiego z ramienia PSL. Nazwa tego komitetu sugeruje, że jego głównym celem są wybory prezydenta Elbląga. A wybory do Rady Miejskiej? Według mnie wynik tego komitetu zależy od tego, czy i w jakim stopniu w wybory zaangażuje się Henryk Słonina.
Pozostałe komitety niepartyjne to: Naszą partią jest Elbląg (firmowany przez Edwarda Pukina, Adriana Megera i Stefana Rembelskiego), Partia Elblążan (Edmund Szwed, Mateusz Paradowski), komitet wyborczy Wyborców Oburzonych (Mirosław Floryński) i Elbląg To My (Stanisław Cegiel). Dla tych komitetów zdobycie mandatu radnego byłoby dużym sukcesem.
Należy jednak mieć na uwadze, że przeglądu komitetów dokonujemy, nie znając jeszcze większości nazwisk kandydatów na radnych, a te w przypadku tak krótkiej kadencji liczą się chyba bardziej niż programy, zwłaszcza gdy idzie o kandydatów niepartyjnych. Listy kandydatów komitety muszą zarejestrować do 27 maja, wtedy też może się okazać, że jakiś z tych dwunastu komitetów w wyborach jednak nie wystartuje. Jakkolwiek by nie było, radnych będzie 25.
Zwycięstwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie byłoby może sensacją, ale na pewno jakąś niespodzianką, bo przeciwko niemu przemawia współudział (przynajmniej w początkowym okresie) w rządach Platformy w Radzie i dość słabe obecnie notowania SLD w rankingach ogólnopolskich. Do głosowania za SLD mogą skłaniać – przypuszczam, że w ocenie wielu elblążan – lepsze lata, jakie przeżywał Elbląg za rządów tej formacji.
Dla Platformy Obywatelskiej sukcesem będzie, moim zdaniem, każdy wynik lepszy niż pięciu radnych – wbrew temu, co zaczynają przebąkiwać niektórzy jej działacze. Od ekipy Grzegorza Nowaczyka nie da się tak szybko odciąć, a ani w okresie poprzedzającym referendum, ani po nim nie odnotowaliśmy przekonujących prób wyjaśnienia stawianych przez oponentów zarzutów.
Ruch Palikota Elbląg + jest w podobnej sytuacji – choć te partie raczej się nie lubią – co PiS. Janusz Palikot jako jedyny z partyjnych liderów przyjechał do Elbląga i przekonywał do referendum. Mizerny wynik jego ugrupowania byłby dla niego osobistą porażką, a ponieważ sukces jest Ruchowi Palikota bardzo potrzebny (w notowaniach krajowych to ugrupowanie sytuuje się poniżej progu wyborczego), trudno oszacować, jaki wynik w Elblągu Janusz Palikot uznałby za sukces.
Z kolei dla Solidarnej Polski sukcesem byłoby, myślę, nawet jeden mandat radnego, bo walczyć będzie z silnym konkurentem, wzmocnionym referendum – PiS-em.
Czy wobec „partyjnych” faworytów czerwcowych wyborów „ugrają coś” komitety niepartyjne? One wciąż mają chyba mniejsze szanse niż komitety partyjne – tak wskazują przynajmniej dotychczasowe wybory elblążan. W 2010 r. tylko Elbląski Dobry Samorząd zdobył dwa mandaty radnych i to głównie dzięki wynikowi byłego prezydenta Henryka Słoniny, który z tej listy startował do Rady Miejskiej.
Wśród „niepartyjnych” na czoło faworytów wysuwa się bez wątpienia Wolny Elbląg, komitet wyborczy utworzony przez organizatorów referendum. Za Wolnym Elblągiem przemawia sukces referendum, przeciw – niejasne relacje i wiszący w powietrzu – tak się przynajmniej wydaje – konflikt z Ruchem Palikota o autorstwo sukcesu referendum.
Drugim wydaje się Elbląski Komitet Obywatelski, który uczestniczył już w wyborach w 2010 r., przekroczył nawet próg wyborczy, ale obowiązująca metoda przydzielania mandatów spowodowała, że EKO mandatu radnego nie zdobył.
Komitet Wyborczy Wyborców Witolda Wróblewskiego. Witold Wróblewski to były wiceprezydent Elbląga (za prezydentury Henryka Słoniny), obecnie członek zarządu województwa warmińsko-mazurskiego z ramienia PSL. Nazwa tego komitetu sugeruje, że jego głównym celem są wybory prezydenta Elbląga. A wybory do Rady Miejskiej? Według mnie wynik tego komitetu zależy od tego, czy i w jakim stopniu w wybory zaangażuje się Henryk Słonina.
Pozostałe komitety niepartyjne to: Naszą partią jest Elbląg (firmowany przez Edwarda Pukina, Adriana Megera i Stefana Rembelskiego), Partia Elblążan (Edmund Szwed, Mateusz Paradowski), komitet wyborczy Wyborców Oburzonych (Mirosław Floryński) i Elbląg To My (Stanisław Cegiel). Dla tych komitetów zdobycie mandatu radnego byłoby dużym sukcesem.
Należy jednak mieć na uwadze, że przeglądu komitetów dokonujemy, nie znając jeszcze większości nazwisk kandydatów na radnych, a te w przypadku tak krótkiej kadencji liczą się chyba bardziej niż programy, zwłaszcza gdy idzie o kandydatów niepartyjnych. Listy kandydatów komitety muszą zarejestrować do 27 maja, wtedy też może się okazać, że jakiś z tych dwunastu komitetów w wyborach jednak nie wystartuje. Jakkolwiek by nie było, radnych będzie 25.
Piotr Derlukiewicz