Jedni są przybudówką, drudzy są w przebraniu (analiza)

Czekając na oficjalne ogłoszenie terminu wyborów Prezydenta Elbląga i Rady Miejskiej, postanowiły powalczyć ze sobą w mediach Wolny Elbląg i Elbląski Komitet Obywatelski, zgłosiwszy uprzednio zamiar startu w wyborach. Temu konfliktowi z zadowoleniem – jak sądzę – przypatrują się działacze partii politycznych.
Mowa m.in. o ostatnich nadesłanych do nas tekstach: lidera Wolnego Elbląga Kazimierza Falkiewicza „EKO kontra Wolny Elbląg” I prezesa EKO Dariusza Babojcia „Kazimierz czarodziej z krainy „bezpartyjnego Wolnego Elbląga”.
Zwolennicy Wolnego Elbląga zarzucają Elbląskiemu Komitetowi Obywatelskiemu, że jest przybudówką Platformy Obywatelskiej, zwolennicy EKO uważają, że Wolny Elbląg to kamuflaż działaczy Ruchu Palikota na czas wyborów. Konflikt między obu grupami narasta, na co w kontekście wyborów patrzą z zainteresowaniem, ale chyba również z zadowoleniem, działacze partii politycznych, które w wyborach wystartują i wśród których – tak przynajmniej pokazuje elbląska tradycja – należy szukać zwycięzców.
Przypomnijmy, w 2010 roku w wyniku wyborów do Rady Miasta wprowadziły swoich przedstawicieli Platforma Obywatelska, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Prawo i Sprawiedliwość. Dwóch radnych miał również Dobry Samorząd, który partią nie był, ale miał w swoich szeregach prezydenta Henryka Słoninę, który startował również do Rady Miasta. To jemu i głosom przez niego zebranym Dobry Samorząd zawdzięczał te dwa mandaty radnych.
Oprócz PO, SLD i PiS do Rady Miasta może wprowadzić kogoś Ruch Palikota, ale nawet to ugrupowanie nie może być pewne mandatów, choć ono przyczyniło się w jakimś stopniu do sukcesu referendum.
W każdym razie, konflikt między Wolnym Elblągiem a Elbląskim Komitetem Obywatelskim osłabia szanse obu komitetów niepartyjnych i wzmacnia pozycję komitetów partyjnych. Tym bardziej, że nie do końca wiadomo, o co idzie. Elbląski Komitet Obywatelski nigdy nie przypisywał sobie zasług w odwołaniu Grzegorza Nowaczyka i Rady Miasta. Zaś o tym, czy niewątpliwe zasługi w tym względzie Wolnego Elbląga są wystarczającą legitymacją, by rządzić Elblągiem, zdecydują wyborcy. Gdyby zasługi w odwołaniu władz były wystarczającą legitymacją do rządzenia, wybory nie byłyby przecież potrzebne.
Zwolennicy Wolnego Elbląga zarzucają Elbląskiemu Komitetowi Obywatelskiemu, że jest przybudówką Platformy Obywatelskiej, zwolennicy EKO uważają, że Wolny Elbląg to kamuflaż działaczy Ruchu Palikota na czas wyborów. Konflikt między obu grupami narasta, na co w kontekście wyborów patrzą z zainteresowaniem, ale chyba również z zadowoleniem, działacze partii politycznych, które w wyborach wystartują i wśród których – tak przynajmniej pokazuje elbląska tradycja – należy szukać zwycięzców.
Przypomnijmy, w 2010 roku w wyniku wyborów do Rady Miasta wprowadziły swoich przedstawicieli Platforma Obywatelska, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Prawo i Sprawiedliwość. Dwóch radnych miał również Dobry Samorząd, który partią nie był, ale miał w swoich szeregach prezydenta Henryka Słoninę, który startował również do Rady Miasta. To jemu i głosom przez niego zebranym Dobry Samorząd zawdzięczał te dwa mandaty radnych.
Oprócz PO, SLD i PiS do Rady Miasta może wprowadzić kogoś Ruch Palikota, ale nawet to ugrupowanie nie może być pewne mandatów, choć ono przyczyniło się w jakimś stopniu do sukcesu referendum.
W każdym razie, konflikt między Wolnym Elblągiem a Elbląskim Komitetem Obywatelskim osłabia szanse obu komitetów niepartyjnych i wzmacnia pozycję komitetów partyjnych. Tym bardziej, że nie do końca wiadomo, o co idzie. Elbląski Komitet Obywatelski nigdy nie przypisywał sobie zasług w odwołaniu Grzegorza Nowaczyka i Rady Miasta. Zaś o tym, czy niewątpliwe zasługi w tym względzie Wolnego Elbląga są wystarczającą legitymacją, by rządzić Elblągiem, zdecydują wyborcy. Gdyby zasługi w odwołaniu władz były wystarczającą legitymacją do rządzenia, wybory nie byłyby przecież potrzebne.
Piotr Derlukiewicz