Kaliningradzka kiełbasa referendalna (opinia nadesłana)

Jak czytam wypowiedzi pana Szmurły, który nic nie może i nie ma żadnych kompetencji, a który obiecuje gruszki na wierzbie (o, przepraszam, powinienem napisać pracę w Kaliningradzie) to czuję wzrastającą irytację.
Zamiast realnych działań polegających na promocji Elbląga w Kaliningradzie, co postuluję od roku, i prowadzenie działań, których efekty są widoczne w krótkim czasie (tzn. wzrost obrotów elbląskich restauracji czy hoteli), mamy kolejny festiwal spotkań, konsultacji i obietnic bez pokrycia. Co więcej, z tego typu działań może być więcej biedy niż pożytku. Ale od początku…
O ile wiem, to jest coś takiego w Rosji, jak prawo pracy, które reguluje sposób zatrudnienia obcokrajowców. Przepisy te w pierwszej kolejności ułatwiają zatrudnienie obcokrajowców z terenów dawnego ZSRR. Dużo trudniej jest, gdy firma rosyjska chce zatrudnić osobę z Unii Europejskiej. Musi między innymi udowodnić, że w Rosji ani w żadnym kraju WNP nie znaleziono specjalisty o wymaganej wiedzy i umiejętnościach. Innymi słowy, szansę na zatrudnienie mają wysokiej klasy specjaliści. Ilu elblążan miałoby szansę na zatrudnienie w takiej firmie? Można to policzyć na palcach jednej ręki. Na pewno mniej niż liczyła delegacja naszych władz, która pojechała na gościnne występy do Kaliningradu. Praca dla przeciętnego elblążanina to mrzonka. Ale w razie czego zawsze jest argument, gdyby prezydentowi Nowaczykowi zarzucono, że zmarnował kaliningradzką szansę. W końcu spotykał się z tym czy owym, ale że nic z tego nie wyszło (bo wyjść nie mogło), to już nie nasza wina….
Przypadek BastionStroju
Weźmy też branżę budowlaną, bo i tam upatruje się szansę dla naszych firm. A to, że mogą starać się o kontrakty na budowę, a to, że może na remonty? Branża budowlana w Kaliningradzie jest jedną z najniebezpieczniejszych pod względem inwestycyjnym. Przykładem niech będzie historia rosyjskiej firmy BastionStroj. Artykuł o perypetiach tej firmy i sądowej batalii można było przeczytać w gazecie „Swietłogorie” pod koniec zeszłego roku (jest także w internetowym wydaniu tejże gazety). W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jedna firma deweloperska zleciła firmie BastionStroj zbudowanie budynku mieszkalnego. Zapłatą miały być mieszkania, które budowlańcy mieli dostać w formie rozliczenia (działka przy Newskim Prospekcie należała do zleceniodawcy). Oczywiście po zbudowaniu dwóch budynków do rozliczenia nie doszło. Zleceniodawca zwyczajnie rozwiązał umowę (oczywiście w majestacie prawa) i przejął całość na swoje konto… pozostawiając firmę budowlaną na lodzie, tj. bez pieniędzy i z długami. Co ważniejsze, nie jest to wcale rzadka praktyka i według analityków to bardzo popularny sposób dorabiania się kosztem podwykonawców. Na całe szczęście sprawą zajął się jeden ze sprawniejszych prawników Aleksander Bułyczew (którego mam zaszczyt znać osobiście) i proces przed sądem arbitrażowym wygrał. Proces trwał trzy lata, po drodze były fałszywe dokumenty (dzienniki budowy, gdzie były podpisy osób… nieżyjących), niechęć urzędników, którzy sami na tym procederze korzystali itp. Bastionstroj wygrał łącznie ponad 140 mln rubli odszkodowania.
Ta historia pokazuje, jak „kiwane” są firmy rosyjskie. Jak myślicie, jaką szansę miałaby polska firma? Moim zdaniem, żadnej. Co innego, jak rosyjskie firmy będą sobie kupowały u nas na przykład sprzęt budowalny czy materiały, takie jak cement czy cegła i płaciły gotówką przy zabieraniu towaru. Ale robienie nadziei, że elbląskie firmy i ich pracownicy mogą szukać szczęście na wschodzie, to szaleństwo.
Jak dzielny strażak
Nie rozumiem jednego. Najpierw UM (konkretnie pan Szmurło) nie potrafi zorganizować najprostszej rzeczy, jaka jest promocja elbląskiego handlu i usług w Kaliningradzie, straciliśmy na tym dobre 20 mln… a teraz nagle znalazły się firmy chcące zatrudniać u siebie Polaków i kolejne, które chcą zatrudniać polskich podwykonawców robót budowlanych. To trochę jakbyśmy mieli samochód, którym nie jesteśmy w stanie dojechać do Malborka bez awarii, a wybierali się nim na rajd Paryż –Dakar... Patrzcie, jako to referendum poprawia jakość pracy… ale czy na pewno?
Pan prezydent w ostatnim czasie zachowywał się jak dzielny strażak Grześ, który gasił pożary wzniecone przez swoich współpracowników. To, niestety, tylko usuwanie skutków… Leczenie objawów, a nie sedna choroby. W elbląskim przypadku choroba to skrajna niekompetencja ze strony współpracowników prezydenta pogłębiona przekonaniem tego ostatniego o słuszności doboru kadr. Tylko czy wynik referendum okaże się skuteczną terapią? Nie potrafię odpowiedzieć, choć chciałbym w to wierzyć.
O ile wiem, to jest coś takiego w Rosji, jak prawo pracy, które reguluje sposób zatrudnienia obcokrajowców. Przepisy te w pierwszej kolejności ułatwiają zatrudnienie obcokrajowców z terenów dawnego ZSRR. Dużo trudniej jest, gdy firma rosyjska chce zatrudnić osobę z Unii Europejskiej. Musi między innymi udowodnić, że w Rosji ani w żadnym kraju WNP nie znaleziono specjalisty o wymaganej wiedzy i umiejętnościach. Innymi słowy, szansę na zatrudnienie mają wysokiej klasy specjaliści. Ilu elblążan miałoby szansę na zatrudnienie w takiej firmie? Można to policzyć na palcach jednej ręki. Na pewno mniej niż liczyła delegacja naszych władz, która pojechała na gościnne występy do Kaliningradu. Praca dla przeciętnego elblążanina to mrzonka. Ale w razie czego zawsze jest argument, gdyby prezydentowi Nowaczykowi zarzucono, że zmarnował kaliningradzką szansę. W końcu spotykał się z tym czy owym, ale że nic z tego nie wyszło (bo wyjść nie mogło), to już nie nasza wina….
Przypadek BastionStroju
Weźmy też branżę budowlaną, bo i tam upatruje się szansę dla naszych firm. A to, że mogą starać się o kontrakty na budowę, a to, że może na remonty? Branża budowlana w Kaliningradzie jest jedną z najniebezpieczniejszych pod względem inwestycyjnym. Przykładem niech będzie historia rosyjskiej firmy BastionStroj. Artykuł o perypetiach tej firmy i sądowej batalii można było przeczytać w gazecie „Swietłogorie” pod koniec zeszłego roku (jest także w internetowym wydaniu tejże gazety). W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jedna firma deweloperska zleciła firmie BastionStroj zbudowanie budynku mieszkalnego. Zapłatą miały być mieszkania, które budowlańcy mieli dostać w formie rozliczenia (działka przy Newskim Prospekcie należała do zleceniodawcy). Oczywiście po zbudowaniu dwóch budynków do rozliczenia nie doszło. Zleceniodawca zwyczajnie rozwiązał umowę (oczywiście w majestacie prawa) i przejął całość na swoje konto… pozostawiając firmę budowlaną na lodzie, tj. bez pieniędzy i z długami. Co ważniejsze, nie jest to wcale rzadka praktyka i według analityków to bardzo popularny sposób dorabiania się kosztem podwykonawców. Na całe szczęście sprawą zajął się jeden ze sprawniejszych prawników Aleksander Bułyczew (którego mam zaszczyt znać osobiście) i proces przed sądem arbitrażowym wygrał. Proces trwał trzy lata, po drodze były fałszywe dokumenty (dzienniki budowy, gdzie były podpisy osób… nieżyjących), niechęć urzędników, którzy sami na tym procederze korzystali itp. Bastionstroj wygrał łącznie ponad 140 mln rubli odszkodowania.
Ta historia pokazuje, jak „kiwane” są firmy rosyjskie. Jak myślicie, jaką szansę miałaby polska firma? Moim zdaniem, żadnej. Co innego, jak rosyjskie firmy będą sobie kupowały u nas na przykład sprzęt budowalny czy materiały, takie jak cement czy cegła i płaciły gotówką przy zabieraniu towaru. Ale robienie nadziei, że elbląskie firmy i ich pracownicy mogą szukać szczęście na wschodzie, to szaleństwo.
Jak dzielny strażak
Nie rozumiem jednego. Najpierw UM (konkretnie pan Szmurło) nie potrafi zorganizować najprostszej rzeczy, jaka jest promocja elbląskiego handlu i usług w Kaliningradzie, straciliśmy na tym dobre 20 mln… a teraz nagle znalazły się firmy chcące zatrudniać u siebie Polaków i kolejne, które chcą zatrudniać polskich podwykonawców robót budowlanych. To trochę jakbyśmy mieli samochód, którym nie jesteśmy w stanie dojechać do Malborka bez awarii, a wybierali się nim na rajd Paryż –Dakar... Patrzcie, jako to referendum poprawia jakość pracy… ale czy na pewno?
Pan prezydent w ostatnim czasie zachowywał się jak dzielny strażak Grześ, który gasił pożary wzniecone przez swoich współpracowników. To, niestety, tylko usuwanie skutków… Leczenie objawów, a nie sedna choroby. W elbląskim przypadku choroba to skrajna niekompetencja ze strony współpracowników prezydenta pogłębiona przekonaniem tego ostatniego o słuszności doboru kadr. Tylko czy wynik referendum okaże się skuteczną terapią? Nie potrafię odpowiedzieć, choć chciałbym w to wierzyć.
dr Michał Glock