Kameleon – kalejdoskop, czyli pytanie niekoniecznie wygodne (opinia nadesłana)

Pan Falkiewicz zaczął sobie uzurpować prawo do oceny tego, która partia jest „cacy”, tj. poparła referendum, a które organizacje są „be”, bo się do niego nie przyłączyły.
Osobiście byłem przeciwko Nowaczykowi i miałem odwagę byłemu panu prezydentowi powiedzieć w twarz, jakie błędy popełniał i przewidziałem ponad rok temu, że to się dla niego źle skończy. Krytykowałem strategię promocji – bardzo złą, za to bardzo drogą, krytykowałem brak promocji na wschodzie, przez co elbląski handel i usługi straciły kilkanaście milionów złotych. Za każdym razem starałem się, aby krytyka była konstruktywna, tj. podsuwałem też rozwiązania, czy to w formie memorandum, czy to w formie propozycji w czasie konsultacji z mieszkańcami. Tymczasem cała istota referendum polegała na krytykowaniu wszystkiego bez pokazywania tej konstruktywności. I dalej nie widzę tego pozytywnego przekazu u Wolnego Elbląga, Grupy Referendalnej czy innego Palikota. Najbardziej zaskoczył mnie pan Floryński – Oburzony, który otwarcie powiedział, że oni nie mają programu i czeka, aż mieszkańcy sami coś wymyślą.
Panowie widać założyli, że wszyscy, którzy poszli na referendum, to ich elektorat i poczęli się nim dzielić. Mamy więc autentyczny komitet partii Ruch Palikota, mamy tych zakamuflowanych z Wolnego Elbląga i mamy ten wesoły odłam, taki wręcz anarchiczny.
Ale, panowie, dzielicie skórę na niedźwiedziu, który jest jeszcze daleko w lesie. Ludzie, którzy poszli na referendum, nie byli za wami, tylko przeciwko Nowaczykowi, a to nie jest to samo. Identycznie było przy ostatnich wyborach. Ludzie poparli Grzegorza Nowaczyka, bo nie chcieli Henryka Słoniny i jego ludzi. Innymi słowy, wybrali mniejsze zło… co czasami nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Mam wrażenie, że Pan Falkiewicz zaczyna dryblować polityczną piłeczką i boję się, że może sam się okiwać. W czym rzecz? Jak przejrzałem sobie informacje, które zresztą Pan Falkiewicz i jego koledzy przekazywali dla mediów, to zauważyłem, że coś tu nie jest w porządku. Pan Falkiewicz podał, że latem zeszłego roku wystąpił z Ruchu Palikota, aby zająć się przygotowaniem referendum. Pytanie moje brzmi, dlaczego z Ruchu Palikota wystąpił? Czy nie podobał się mu program partii, a konkretnie co? Czy może nie takie było towarzystwo? Czy może po prostu taki był „prikaz” z góry, który nakazywał, aby w razie organizowania referendum deklarować się jako osoba bezpartyjna (co jest oczywiste z powodu coraz większej niechęci do partii politycznych). Zastanawiam się, czy taki właśnie sposób wymyślił Ruch Palikota, aby przetrwać… zaistnieć jako ruchy bezpartyjne, a po cichutku… robić swoje. To samo pytanie mam do pana Kraśniańskiego – czy wystąpił z Ruchu Palikota tylko po to, aby móc być „bezpartyjnym” kandydatem na prezydenta? Czy może nie odpowiadał panu program „matki partii”? Mam też pytanie do obu panów… Czy planujecie powrót na łono partii, jak będzie po wyborach?
Deklaracje Janusza Palikota i posła Penkalskiego w mojej ocenie nie są bezzasadne. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to…właśnie, chodzi o pieniądze. Tak się zastanawiam, skąd Grupa Referendalna wzięła kasę? Bo przecież benzyna (nawet do malucha) kosztuje, ksero kosztuje, biuro (nawet klitka) też kosztowało. Przed samym referendum miasto zostało zasypane ulotkami oraz całkiem sporymi banerami rozstawianymi na skrzyżowaniach i innych widocznych miejscach. Nawet jak przyjmiemy, że ulotki to dzieło niewidzialnej rączki, a banery same się postawiły, to i tak ktoś musiał za to wyłożyć wcale realne pieniądze.
Więc jak, Panie pełnomocniku Grupy Referendalnej… doczekamy się jakiejś publicznej informacji o źródłach zasilania finansowego całej referendalnej zabawy? Czy raczej będziemy skazani na domniemania?
EKO, któremu zarzucacie, że jest przybudówką tej lub innej partii, ma finanse transparentne, bo są na stronie internetowej, sugerowałbym zajrzeć. Tam też jest statut stowarzyszenia, z którego jasno wynika, że nie możesz być członkiem żadnej partii, aby przystąpić. A jak jest u was?
Panowie widać założyli, że wszyscy, którzy poszli na referendum, to ich elektorat i poczęli się nim dzielić. Mamy więc autentyczny komitet partii Ruch Palikota, mamy tych zakamuflowanych z Wolnego Elbląga i mamy ten wesoły odłam, taki wręcz anarchiczny.
Ale, panowie, dzielicie skórę na niedźwiedziu, który jest jeszcze daleko w lesie. Ludzie, którzy poszli na referendum, nie byli za wami, tylko przeciwko Nowaczykowi, a to nie jest to samo. Identycznie było przy ostatnich wyborach. Ludzie poparli Grzegorza Nowaczyka, bo nie chcieli Henryka Słoniny i jego ludzi. Innymi słowy, wybrali mniejsze zło… co czasami nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Mam wrażenie, że Pan Falkiewicz zaczyna dryblować polityczną piłeczką i boję się, że może sam się okiwać. W czym rzecz? Jak przejrzałem sobie informacje, które zresztą Pan Falkiewicz i jego koledzy przekazywali dla mediów, to zauważyłem, że coś tu nie jest w porządku. Pan Falkiewicz podał, że latem zeszłego roku wystąpił z Ruchu Palikota, aby zająć się przygotowaniem referendum. Pytanie moje brzmi, dlaczego z Ruchu Palikota wystąpił? Czy nie podobał się mu program partii, a konkretnie co? Czy może nie takie było towarzystwo? Czy może po prostu taki był „prikaz” z góry, który nakazywał, aby w razie organizowania referendum deklarować się jako osoba bezpartyjna (co jest oczywiste z powodu coraz większej niechęci do partii politycznych). Zastanawiam się, czy taki właśnie sposób wymyślił Ruch Palikota, aby przetrwać… zaistnieć jako ruchy bezpartyjne, a po cichutku… robić swoje. To samo pytanie mam do pana Kraśniańskiego – czy wystąpił z Ruchu Palikota tylko po to, aby móc być „bezpartyjnym” kandydatem na prezydenta? Czy może nie odpowiadał panu program „matki partii”? Mam też pytanie do obu panów… Czy planujecie powrót na łono partii, jak będzie po wyborach?
Deklaracje Janusza Palikota i posła Penkalskiego w mojej ocenie nie są bezzasadne. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to…właśnie, chodzi o pieniądze. Tak się zastanawiam, skąd Grupa Referendalna wzięła kasę? Bo przecież benzyna (nawet do malucha) kosztuje, ksero kosztuje, biuro (nawet klitka) też kosztowało. Przed samym referendum miasto zostało zasypane ulotkami oraz całkiem sporymi banerami rozstawianymi na skrzyżowaniach i innych widocznych miejscach. Nawet jak przyjmiemy, że ulotki to dzieło niewidzialnej rączki, a banery same się postawiły, to i tak ktoś musiał za to wyłożyć wcale realne pieniądze.
Więc jak, Panie pełnomocniku Grupy Referendalnej… doczekamy się jakiejś publicznej informacji o źródłach zasilania finansowego całej referendalnej zabawy? Czy raczej będziemy skazani na domniemania?
EKO, któremu zarzucacie, że jest przybudówką tej lub innej partii, ma finanse transparentne, bo są na stronie internetowej, sugerowałbym zajrzeć. Tam też jest statut stowarzyszenia, z którego jasno wynika, że nie możesz być członkiem żadnej partii, aby przystąpić. A jak jest u was?
dr Michał Glock