Katastrofa Miga: Przyczyny wciąż nieznane
Od czwartku Komisja Badania Wypadków Lotniczych próbuje ustalić przyczynę katastrofy wojskowego Miga 21. Na miejscu wypadku pojawił się nawet specjalistyczny sprzęt z wyciągnikiem, jednak nie zdał sprawdzianu - zepsuł się.
Przypomnijmy. We czwartek ok. godz. 13.25 na polu w pobliżu podelbląskiej miejscowości Nowa Pilona rozbił się wojskowy samolot odrzutowy Mig 21. Pilot - mjr Stanisław B. - zdążył się katapultować. Elbląscy strażacy znaleźli go ok. 10 km od miejsca katastrofy, we wsi Sierpiec. Śmigłowcem został przetransportowany do elbląskiego Szpitala Wojskowego.
W sobotę na miejsce katastrofy dotarł ciężki sprzęt, za pomocą którego z pięciomertowej głębokości dziury w ziemi chciano wydobyć wrak samolotu. Niestety, wyciągarka się zepsuła.
- Naprawa wyciągarki potrwa bardzo długo,a nie wiemy, czy w okolicy jest podobny sprzęt - martwi się przewodniczący specjalnie powołanej komisji płk Władysław Wołkowski. - Jest tu ciężki grunt, podchodząca woda. Teraz przygotowujemy teren, żeby tę ziemię, która będzie stąd wybierana, później zrekultywować.
Według płk Wołkowskiego za wcześnie jest, aby pokusić się o przedstawienie ewentualnych przyczyn katastrofy. Komisja liczy na wydobycie z ziemi części silnika lub czarnej skrzynki".
- Czarna skrzynka to swoisty rejestrator lotu - tłumaczy płk Wołkowski. - Zapisuje wiele parametrów lotu np. pracę silnika, czy ruchy sterów pilota.
Pilot, który towarzyszył Stanisławowi B. w locie, twierdzi, że widział smugę dymu wydobywającą się z silnika przed katastrofą. Pilot przygotował już w tej sprawie oświadczenie, które jest obecnie w rękach członków komisji.
- Oświadczenie dotrze do mnie na końcu opatrzone komentarzami pozostałych członków komisji - dodaje przewodniczący komisji. - Na razie stawiamy hipotezy, które później się potwierdzą lub zostaną obalone. Wniosek, który wysnułbym dzisiaj, za trzy dni mógłby okazać się fałszywy. Dlatego nie informujemy o wynikach dochodzenia nawet naszych przełożonych.
Płk Wołkowski przewiduje, że prace komisji mogą potrwać jeszcze od tygodnia do dwóch.
Zobacz także: "Katastrofa Miga: Zawinił czynnik ludzki?"
W sobotę na miejsce katastrofy dotarł ciężki sprzęt, za pomocą którego z pięciomertowej głębokości dziury w ziemi chciano wydobyć wrak samolotu. Niestety, wyciągarka się zepsuła.
- Naprawa wyciągarki potrwa bardzo długo,a nie wiemy, czy w okolicy jest podobny sprzęt - martwi się przewodniczący specjalnie powołanej komisji płk Władysław Wołkowski. - Jest tu ciężki grunt, podchodząca woda. Teraz przygotowujemy teren, żeby tę ziemię, która będzie stąd wybierana, później zrekultywować.
Według płk Wołkowskiego za wcześnie jest, aby pokusić się o przedstawienie ewentualnych przyczyn katastrofy. Komisja liczy na wydobycie z ziemi części silnika lub czarnej skrzynki".
- Czarna skrzynka to swoisty rejestrator lotu - tłumaczy płk Wołkowski. - Zapisuje wiele parametrów lotu np. pracę silnika, czy ruchy sterów pilota.
Pilot, który towarzyszył Stanisławowi B. w locie, twierdzi, że widział smugę dymu wydobywającą się z silnika przed katastrofą. Pilot przygotował już w tej sprawie oświadczenie, które jest obecnie w rękach członków komisji.
- Oświadczenie dotrze do mnie na końcu opatrzone komentarzami pozostałych członków komisji - dodaje przewodniczący komisji. - Na razie stawiamy hipotezy, które później się potwierdzą lub zostaną obalone. Wniosek, który wysnułbym dzisiaj, za trzy dni mógłby okazać się fałszywy. Dlatego nie informujemy o wynikach dochodzenia nawet naszych przełożonych.
Płk Wołkowski przewiduje, że prace komisji mogą potrwać jeszcze od tygodnia do dwóch.
Zobacz także: "Katastrofa Miga: Zawinił czynnik ludzki?"
OP