Kobieta w mundurze. Bez taryfy ulgowej

Kieruje pionem kryminalnym elbląskiej policji. Wcześniej jednak ścigała przestępców jako funkcjonariusz operacyjny, pracowała w Centralnym Biurze Śledczym i nigdy nie była traktowana ulgowo z uwagi na swoją płeć. Służbę godziła z macierzyństwem, choć czasem bywały trudne chwile. Przyznaje jednak, że swojego wyboru nie żałuje, a mundur lubi. Z mł. insp. Dorotą Macoch rozmawiamy o pracy z mężczyznami, o miłości i sposobach na świetną figurę.
Pierwsze kobiety przyjęto do polskiej policji w 1925 roku, ale tworzenie struktur policji kobiecej szło mozolnie; dopiero w drugiej połowie lat 30. służba pań faktycznie zafunkcjonowała - uważa historyk dr Robert Kotowski (jego wykład wygłoszony w Kielcach w ramach obchodów 90-lecia policji wzbudził zainteresowanie).
Według historyka w 1923 roku pojawiły się przepisy wykonawcze, ale pierwsze szkolenie kobiet odbyło się dopiero dwa lata później. Przeszkolono wówczas 30 pań, głównie pod kątem walki z nierządem, sutenerstwem, handlem żywym towarem. Policjantki skierowano na posterunki, ale nie wykorzystano ich potencjału.
Od tego czasu wiele się w policji zmieniło. Kobiety pełnią ważne funkcje, służbę wykonują na równi z mężczyznami, dowodzą, czego przykładem jesy mł. insp. Dorota Macoch, zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Elblągu.
Czy Pani, jako przedstawicielka płci pięknej, może sobie pozwolić w pracy na eksponowanie swojej kobiecości? Mundur to jednak uniform
Mł. insp. Dorota Macoch: Nie zawsze muszę chodzić w mundurze. To przywilej pracownika kryminalnego (śmiech). Zakładam mundur, gdy muszę reprezentować komendę, a do codziennej pracy chodzę w ubraniu cywilnym. Tak jest łatwiej nawiązać kontakt z pracownikami. Ale lubię chodzić w mundurze i bardzo dobrze się w nim czuję.
W ostatnim czasie wyszło rozporządzenie określające to, jak powinien wyglądać policjant czy policjantka. Wygląd zewnętrzny nie może być krzykliwy, wulgarny, nie może być wyzywający, odwracający uwagę. Ale jak w każdej dziedzinie życia wszystko jest dozwolone z umiarem. Oczywiście policjantka nie może nosić kolczyków w nosie, w brwiach, ale w uszach tak. Byle nie były do pasa. Ja wychodzę z przekonania, że na wszystko jest czas i miejsce. Jest czas na zabawę i czas na pracę. W naszej komendzie zwracamy uwagę także na wygląd pracowników cywilnych, szczególnie stażystek. Chodzi o to, by pamiętały, że to jest urząd, a nie plaża czy dyskoteka. Obowiązują w naszym życiu zasady etykiety. Przepisy regulują nawet długość spódnicy w mundurze – 5 cm przed lub za kolano. Ja preferuję krótsze i takie noszę. Do munduru dozwolony jest także makijaż czy drobne kolczyki. Wskazane jest bowiem, by kobieta czuła się ładnie i estetycznie.
Praca policjantki była Pani wymarzoną?
Zawsze pociągał mnie mundur, ale… zielony. Wychowałam się w miejscowości przygranicznej, uczyłam się w Kętrzynie, gdzie było dużo wojska. Większość dziewczyn oglądała się za żołnierzami. Mój ojciec natomiast był milicjantem i jego mundur też mi się podobał. Ale miałam zupełnie inne plany po studiach. Kończyłam odnowę biologiczną i marzył mi się własny gabinet. Pracowałam też w przedszkolu. Jednak, gdy usłyszałam, że przyjmują kobiety do policji, zgłosiłam się. Teraz nie wyobrażam sobie bym mogła robić coś innego. Znalazłam swoje miejsce i myślę, że odnajduję się w tej pracy. Poświęciłam jej swoje życie osobiste, swój prywatny czas, ale nie żałuję. Drugi raz wybrałabym tak samo.
Ma Pani syna. Czy ciężko łączyć służbę z macierzyństwem?
Mój syn w tym roku kończy 18 lat. Jest więc już dorosły, choć dla matki będzie zawsze dzieckiem, mimo, że ma 190 cm wzrostu. Mam z nim bardzo dobry kontakt. Myślę, że jest dobrze wychowany, choć nie zawsze mogłam mu poświęcać tyle czasu, ile bym chciała.
Służbę z macierzyństwem pogodzić ciężko. Mieszkaliśmy (i nadal mieszkamy) w Olsztynie. Nie mieliśmy na miejscu dziadków, którzy mogliby pomóc przy małym dziecku. A syn często chorował. Mąż też pracuje w policji, ale było wzajemne zrozumienie i zwolnienia lekarskie braliśmy na zmianę. Każdy chciał pracować.
Często się zdarzało, że koleżanki odbierały Bartka [syn – red.]z przedszkola. Teraz można się z tego się pośmiać, choć wtedy do śmiechu wcale nie było. W ciąży też chodziłam do pracy, do ostatniego dnia bez zwolnienia lekarskiego.
Swojego męża poznała Pani w policji?
To w właściwie on mnie poznał, wypatrzył w sekretariacie (śmiech). Ja go długo nie zauważałam. Nie szukałam męża w policji. To był przypadek, ale jesteśmy razem już 18 lat. I mam nadzieję na następne wspólne lata.
Czy jako kobieta była Pani traktowana przez kolegów z pracy ulgowo?
Do policji przyszłam z myślą o pracy w służbach kryminalnych. Marzyły mi się akcje-prowokacje. A wtedy kobiety pracowały w biurach czy w logistyce. Byłam więc jedną z pierwszych w szeregach kryminalnych.
Pracowałam w zasadzie cały czas w tym pionie. Miałam tylko dwuletnią przerwę [rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie]. Ale z tej przerwy też się cieszę, bo nabyłam nowe doświadczenia.
Jestem twardą kobietą, chyba (śmiech). Widziałam się w akcjach dynamicznych, z natury jestem kobietą szybką, stąd praca operacyjna mnie pociągała.
Zawsze pracowałam z mężczyznami - w komisariacie 3 lata, później 6 w komendzie miejskiej i właściwie cały czas z tymi samymi ludźmi. Później trafiłam do CBŚ. Przez kolegów z pracy traktowana byłam jak kumpel. Nigdy nie było, że czegoś nie zrobię, bo jestem kobietą. Oczywiście, jak szłam na widzenie czy zatrzymanie groźnych przestępców to wiadomo, nie szłam jako pierwsza tylko najpierw policjanci z wydziału lub antyterroryści. Specyfika służby wskazywała, gdzie lepiej puścić kobietę, a gdzie mężczyznę.
A czy są takie zadania w służbie policyjnej, z którymi lepiej poradzi sobie kobieta?
Obecność kobiet wskazana jest w służbie prewencyjnej, w kontakcie z dziećmi, bo kobieta jest bardziej ciepła, lepiej dotrze do najmłodszych. Podczas interwencji bywa różnie – czasem obecność policjantki może odnieść odwrotny skutek. Kiedy jeszcze kobieta jest niezbędna w służbie? Na pewno w służbach kryminalnych, choćby do czynności przeszukania. Zgodnie z naszymi przepisami bowiem kobietę może przeszukać tylko policjantka. Przy przestępstwach czynów lubieżnych, zgwałceń przy przesłuchaniu też wskazana byłaby kobieta, bo do niej łatwiej jest mówić o intymnych sprawach.
Jest Pani szefem. Łatwiej kieruje się kobietami czy mężczyznami?
Trudno mi się wypowiadać na ten temat. Przyszłam do Elbląga jako kobieta, ale i nowa, nieznana nikomu osoba. Nigdy wcześniej nikomu nie szefowałam. Nie wiem więc czy łatwiej kieruje się kobietami czy mężczyznami. Chodzi bardziej o decyzje, jakie podejmuję, a nie o płeć podwładnych.
Po ciężkim dniu pracy jak Pani odpoczywa?
Późno wracam z pracy, mam też dyżury popołudniowe dwa razy w tygodniu. Czas jest więc zajęty. Mam jednak sporo znajomych w Elblągu, z którymi się spotykam. Latem jeżdżę na rowerze bądź wsiadam w samochód i jadę nad morze. Czytam też książki lub po prostu, jadę do domu, do Olsztyna.
Ma pani znakomitą figurę. Dba Pani o nią w sposób szczególny?
Kiedyś paliłam papierosy i jak rzuciłam to trochę przytyłam. Stosuję czasami jakąś dietę, ale preferuję aktywny wypoczynek. Dużo też chodzę. Wykonuję ćwiczenia, które nie obciążają kolan (kontuzja). Mam też chyba genetyczne predyspozycje (śmiech).
Poza tym – policjanci muszą trzymać formę i dbać o kondycję fizyczną. Co jakiś czas zdajemy testy sprawnościowe. I tu mogę się pochwalić, że w wieku 40 lat dostałam szóstkę za bieg na 800 metrów. Skończyłam Akademię Wychowania Fizycznego więc sport we mnie tkwi. Bezruch by mnie chyba zabił (śmiech).
Według historyka w 1923 roku pojawiły się przepisy wykonawcze, ale pierwsze szkolenie kobiet odbyło się dopiero dwa lata później. Przeszkolono wówczas 30 pań, głównie pod kątem walki z nierządem, sutenerstwem, handlem żywym towarem. Policjantki skierowano na posterunki, ale nie wykorzystano ich potencjału.
Od tego czasu wiele się w policji zmieniło. Kobiety pełnią ważne funkcje, służbę wykonują na równi z mężczyznami, dowodzą, czego przykładem jesy mł. insp. Dorota Macoch, zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Elblągu.
Czy Pani, jako przedstawicielka płci pięknej, może sobie pozwolić w pracy na eksponowanie swojej kobiecości? Mundur to jednak uniform
Mł. insp. Dorota Macoch: Nie zawsze muszę chodzić w mundurze. To przywilej pracownika kryminalnego (śmiech). Zakładam mundur, gdy muszę reprezentować komendę, a do codziennej pracy chodzę w ubraniu cywilnym. Tak jest łatwiej nawiązać kontakt z pracownikami. Ale lubię chodzić w mundurze i bardzo dobrze się w nim czuję.
W ostatnim czasie wyszło rozporządzenie określające to, jak powinien wyglądać policjant czy policjantka. Wygląd zewnętrzny nie może być krzykliwy, wulgarny, nie może być wyzywający, odwracający uwagę. Ale jak w każdej dziedzinie życia wszystko jest dozwolone z umiarem. Oczywiście policjantka nie może nosić kolczyków w nosie, w brwiach, ale w uszach tak. Byle nie były do pasa. Ja wychodzę z przekonania, że na wszystko jest czas i miejsce. Jest czas na zabawę i czas na pracę. W naszej komendzie zwracamy uwagę także na wygląd pracowników cywilnych, szczególnie stażystek. Chodzi o to, by pamiętały, że to jest urząd, a nie plaża czy dyskoteka. Obowiązują w naszym życiu zasady etykiety. Przepisy regulują nawet długość spódnicy w mundurze – 5 cm przed lub za kolano. Ja preferuję krótsze i takie noszę. Do munduru dozwolony jest także makijaż czy drobne kolczyki. Wskazane jest bowiem, by kobieta czuła się ładnie i estetycznie.
Praca policjantki była Pani wymarzoną?
Zawsze pociągał mnie mundur, ale… zielony. Wychowałam się w miejscowości przygranicznej, uczyłam się w Kętrzynie, gdzie było dużo wojska. Większość dziewczyn oglądała się za żołnierzami. Mój ojciec natomiast był milicjantem i jego mundur też mi się podobał. Ale miałam zupełnie inne plany po studiach. Kończyłam odnowę biologiczną i marzył mi się własny gabinet. Pracowałam też w przedszkolu. Jednak, gdy usłyszałam, że przyjmują kobiety do policji, zgłosiłam się. Teraz nie wyobrażam sobie bym mogła robić coś innego. Znalazłam swoje miejsce i myślę, że odnajduję się w tej pracy. Poświęciłam jej swoje życie osobiste, swój prywatny czas, ale nie żałuję. Drugi raz wybrałabym tak samo.
Ma Pani syna. Czy ciężko łączyć służbę z macierzyństwem?
Mój syn w tym roku kończy 18 lat. Jest więc już dorosły, choć dla matki będzie zawsze dzieckiem, mimo, że ma 190 cm wzrostu. Mam z nim bardzo dobry kontakt. Myślę, że jest dobrze wychowany, choć nie zawsze mogłam mu poświęcać tyle czasu, ile bym chciała.
Służbę z macierzyństwem pogodzić ciężko. Mieszkaliśmy (i nadal mieszkamy) w Olsztynie. Nie mieliśmy na miejscu dziadków, którzy mogliby pomóc przy małym dziecku. A syn często chorował. Mąż też pracuje w policji, ale było wzajemne zrozumienie i zwolnienia lekarskie braliśmy na zmianę. Każdy chciał pracować.
Często się zdarzało, że koleżanki odbierały Bartka [syn – red.]z przedszkola. Teraz można się z tego się pośmiać, choć wtedy do śmiechu wcale nie było. W ciąży też chodziłam do pracy, do ostatniego dnia bez zwolnienia lekarskiego.
Swojego męża poznała Pani w policji?
To w właściwie on mnie poznał, wypatrzył w sekretariacie (śmiech). Ja go długo nie zauważałam. Nie szukałam męża w policji. To był przypadek, ale jesteśmy razem już 18 lat. I mam nadzieję na następne wspólne lata.
Czy jako kobieta była Pani traktowana przez kolegów z pracy ulgowo?
Do policji przyszłam z myślą o pracy w służbach kryminalnych. Marzyły mi się akcje-prowokacje. A wtedy kobiety pracowały w biurach czy w logistyce. Byłam więc jedną z pierwszych w szeregach kryminalnych.
Pracowałam w zasadzie cały czas w tym pionie. Miałam tylko dwuletnią przerwę [rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie]. Ale z tej przerwy też się cieszę, bo nabyłam nowe doświadczenia.
Jestem twardą kobietą, chyba (śmiech). Widziałam się w akcjach dynamicznych, z natury jestem kobietą szybką, stąd praca operacyjna mnie pociągała.
Zawsze pracowałam z mężczyznami - w komisariacie 3 lata, później 6 w komendzie miejskiej i właściwie cały czas z tymi samymi ludźmi. Później trafiłam do CBŚ. Przez kolegów z pracy traktowana byłam jak kumpel. Nigdy nie było, że czegoś nie zrobię, bo jestem kobietą. Oczywiście, jak szłam na widzenie czy zatrzymanie groźnych przestępców to wiadomo, nie szłam jako pierwsza tylko najpierw policjanci z wydziału lub antyterroryści. Specyfika służby wskazywała, gdzie lepiej puścić kobietę, a gdzie mężczyznę.
A czy są takie zadania w służbie policyjnej, z którymi lepiej poradzi sobie kobieta?
Obecność kobiet wskazana jest w służbie prewencyjnej, w kontakcie z dziećmi, bo kobieta jest bardziej ciepła, lepiej dotrze do najmłodszych. Podczas interwencji bywa różnie – czasem obecność policjantki może odnieść odwrotny skutek. Kiedy jeszcze kobieta jest niezbędna w służbie? Na pewno w służbach kryminalnych, choćby do czynności przeszukania. Zgodnie z naszymi przepisami bowiem kobietę może przeszukać tylko policjantka. Przy przestępstwach czynów lubieżnych, zgwałceń przy przesłuchaniu też wskazana byłaby kobieta, bo do niej łatwiej jest mówić o intymnych sprawach.
Jest Pani szefem. Łatwiej kieruje się kobietami czy mężczyznami?
Trudno mi się wypowiadać na ten temat. Przyszłam do Elbląga jako kobieta, ale i nowa, nieznana nikomu osoba. Nigdy wcześniej nikomu nie szefowałam. Nie wiem więc czy łatwiej kieruje się kobietami czy mężczyznami. Chodzi bardziej o decyzje, jakie podejmuję, a nie o płeć podwładnych.
Po ciężkim dniu pracy jak Pani odpoczywa?
Późno wracam z pracy, mam też dyżury popołudniowe dwa razy w tygodniu. Czas jest więc zajęty. Mam jednak sporo znajomych w Elblągu, z którymi się spotykam. Latem jeżdżę na rowerze bądź wsiadam w samochód i jadę nad morze. Czytam też książki lub po prostu, jadę do domu, do Olsztyna.
Ma pani znakomitą figurę. Dba Pani o nią w sposób szczególny?
Kiedyś paliłam papierosy i jak rzuciłam to trochę przytyłam. Stosuję czasami jakąś dietę, ale preferuję aktywny wypoczynek. Dużo też chodzę. Wykonuję ćwiczenia, które nie obciążają kolan (kontuzja). Mam też chyba genetyczne predyspozycje (śmiech).
Poza tym – policjanci muszą trzymać formę i dbać o kondycję fizyczną. Co jakiś czas zdajemy testy sprawnościowe. I tu mogę się pochwalić, że w wieku 40 lat dostałam szóstkę za bieg na 800 metrów. Skończyłam Akademię Wychowania Fizycznego więc sport we mnie tkwi. Bezruch by mnie chyba zabił (śmiech).
Agata Janik