Kobiety w polityce

W poniedziałek o godz. 13 w Światowidzie odbędzie się debata pt. „Czas na kobiety – wybory 2011”, organizowana przez Stowarzyszenie Kongres Kobiet. O kobietach w polityce rozmawialiśmy z Danutą Janczuk i Małgorzatą Sowicką, kandydatkami do Sejmu z naszego okręgu z listy SLD.
Zobacz program debaty.
Piotr Derlukiewicz: – Aktywność polityczna albo rodzina. Zdaniem wielu osób, zwłaszcza o poglądach prawicowych, taki wybór stoi przed kobietami, bo tych sfer nie da się pogodzić. Czy to prawda?
Małgorzata Sowicka: – Prawdą jest, że jeżeli mówimy o roli kobiet w polityce, o roli kobiet w ogóle, to nie możemy uciec od problemów związanych z rodziną. Ale to nie jest tak, że feministki uciekają od rodziny. Rzecz w tym, żeby stworzono kobietom takie warunki, które pozwalają godzić obowiązki rodzinne, wynikające z naturalnego faktu, że są matkami, z ambicjami zawodowymi, działalnością polityczną, działalnością społeczną. Chodzi o to, aby państwo zapewniło warunki pozwalające kobietom funkcjonować w tych wszystkich obszarach. Uważamy, że rola kobiety jako matki jest rolą bardzo trudną i najpierw trzeba wykazać się kompetencjami w tym zakresie, sprawdzić się w tym małym środowisku społecznym, jakim jest rodzina, a potem zajmować się działaniem na rzecz innych. To jest bardzo naturalne i bardzo logiczne. Takie jest najważniejsze przesłanie, jeśli chodzi o feministyczny ruch lewicowy.
– Jeśli chodzi o te warunku, to czy wszystko należy do państwa?
Małgorzata Sowicka: – Rola państwa jest bardzo ważna, ale tak samo ważne są równe prawa w rodzinie, partnerstwo w wypełnianiu obowiązków domowych. Wiem, że może to budzić uśmiech, ale gdy się nad tym głębiej zastanowić, nikt chyba nie będzie podważał prawa do partnerstwa w tej kwestii, chyba, że anonimowo.
– Jednak kobiet w polityce wciąż jest niewiele...
Danuta Janczuk: – Po 20 latach demokracji w Sejmie jest tylko 20 procent kobiet. Chcemy, aby kobiety miały wreszcie liczniejszą reprezentację we władzy ustawodawczej, dlatego walczyłyśmy o ustawę parytetową. Jestem przekonana, że kobiety, jeśli zostaną wybrane, w tej roli również się sprawdzą.
– Sądzi Pani, że zostaną wybrane? Realia są takie, że kobiet na miejscach „biorących” jest niewiele, w skali kraju, ale również w naszym okręgu.
Danuta Janczuk: – Zgadzam się, kobiety z reguły wystawiane są na takich miejscach, że raczej nie mają wielkich szans, żeby zostać wybrane. Ale nadszedł czas, żeby być bardziej solidarne również między sobą, żeby kobiety zaczęły głosować na kobiety. Wierzę, że w tym parlamencie, również dzięki ustawie parytetowej, znajdzie się więcej kobiet, że ten wskaźnik 20-procentowego udziału kobiet w Sejmie wzrośnie.
Małgorzata Sowicka: – Od czegoś trzeba zacząć. Wiem, że czwarte miejsce nie daje mi takich szans, jakie dawałoby pierwsze miejsce na liście. Ale szans nie przekreśla. Za cztery lata, kto wie, może będziemy rozmawiać o pierwszym miejscu.
Danuta Janczuk: – Ustawa, którą już mamy, jest pierwszym krokiem. Kolejnym postulatem, o który będziemy walczyć jako Kongres Kobiet, jest parytet 50 na 50 i zasada suwakowa układania list: kobieta – mężczyzna – kobieta – mężczyzna.
Piotr Derlukiewicz: – Aktywność polityczna albo rodzina. Zdaniem wielu osób, zwłaszcza o poglądach prawicowych, taki wybór stoi przed kobietami, bo tych sfer nie da się pogodzić. Czy to prawda?
Małgorzata Sowicka: – Prawdą jest, że jeżeli mówimy o roli kobiet w polityce, o roli kobiet w ogóle, to nie możemy uciec od problemów związanych z rodziną. Ale to nie jest tak, że feministki uciekają od rodziny. Rzecz w tym, żeby stworzono kobietom takie warunki, które pozwalają godzić obowiązki rodzinne, wynikające z naturalnego faktu, że są matkami, z ambicjami zawodowymi, działalnością polityczną, działalnością społeczną. Chodzi o to, aby państwo zapewniło warunki pozwalające kobietom funkcjonować w tych wszystkich obszarach. Uważamy, że rola kobiety jako matki jest rolą bardzo trudną i najpierw trzeba wykazać się kompetencjami w tym zakresie, sprawdzić się w tym małym środowisku społecznym, jakim jest rodzina, a potem zajmować się działaniem na rzecz innych. To jest bardzo naturalne i bardzo logiczne. Takie jest najważniejsze przesłanie, jeśli chodzi o feministyczny ruch lewicowy.
– Jeśli chodzi o te warunku, to czy wszystko należy do państwa?
Małgorzata Sowicka: – Rola państwa jest bardzo ważna, ale tak samo ważne są równe prawa w rodzinie, partnerstwo w wypełnianiu obowiązków domowych. Wiem, że może to budzić uśmiech, ale gdy się nad tym głębiej zastanowić, nikt chyba nie będzie podważał prawa do partnerstwa w tej kwestii, chyba, że anonimowo.
– Jednak kobiet w polityce wciąż jest niewiele...
Danuta Janczuk: – Po 20 latach demokracji w Sejmie jest tylko 20 procent kobiet. Chcemy, aby kobiety miały wreszcie liczniejszą reprezentację we władzy ustawodawczej, dlatego walczyłyśmy o ustawę parytetową. Jestem przekonana, że kobiety, jeśli zostaną wybrane, w tej roli również się sprawdzą.
– Sądzi Pani, że zostaną wybrane? Realia są takie, że kobiet na miejscach „biorących” jest niewiele, w skali kraju, ale również w naszym okręgu.
Danuta Janczuk: – Zgadzam się, kobiety z reguły wystawiane są na takich miejscach, że raczej nie mają wielkich szans, żeby zostać wybrane. Ale nadszedł czas, żeby być bardziej solidarne również między sobą, żeby kobiety zaczęły głosować na kobiety. Wierzę, że w tym parlamencie, również dzięki ustawie parytetowej, znajdzie się więcej kobiet, że ten wskaźnik 20-procentowego udziału kobiet w Sejmie wzrośnie.
Małgorzata Sowicka: – Od czegoś trzeba zacząć. Wiem, że czwarte miejsce nie daje mi takich szans, jakie dawałoby pierwsze miejsce na liście. Ale szans nie przekreśla. Za cztery lata, kto wie, może będziemy rozmawiać o pierwszym miejscu.
Danuta Janczuk: – Ustawa, którą już mamy, jest pierwszym krokiem. Kolejnym postulatem, o który będziemy walczyć jako Kongres Kobiet, jest parytet 50 na 50 i zasada suwakowa układania list: kobieta – mężczyzna – kobieta – mężczyzna.
Piotr Derlukiewicz