Logika urzędnika

Od miesiąca kilkaset metrów ul. Św. Ducha i Wodnej przypomina krajobraz księżycowy: dziury, piach i maszyny. Od miesiąca puby i restauracje przy ul. Św. Ducha świecą pustkami.
Od lat oczekiwane prace, dzięki którym powstaną: gładka droga i chodniki rozpoczęły się 14 lutego. Do końca czerwca wymieniona zostanie podziemna instalacja, nawierzchnia i oświetlenie. Koszt modernizacji to 3,5 miliona złotych, prawie 450 tysięcy euro daje europejski fundusz Phare.
W ferworze przygotowań do inwestycji zapomniano jednak o przedsiębiorcach, którzy mają tam swoje lokale. Od ponad miesiąca do lokali przy ul. Św. Ducha nie zagląda prawie nikt.
- Zamknięto dostęp do naszych barów, restauracji i pensjonatów ze wszystkich stron - mówią ich właściciele. - Wszystko odbyło się bez żadnego wcześniejszego zawiadomienia, a przecież płacimy podatki, jedne z najwyższych w Polsce...
Ich zdaniem można było zaplanować inwestycję etapami i tak, by pozostawić możliwość dojazdu do lokali.
- Nasi stali goście zmuszeni zostali do poszukania innego hotelu czy lokalu, których na Starym Mieście jest wiele. Nie mamy żadnej gwarancji, że wrócą do nas po kilku miesiącach - mówią.
Przedsiębiorcy, którzy - podobnie jak ich koledzy z innych dzielnic miasta - obawiają się urzędników (u "niegrzecznych" kolegów nagle pojawiały się np. liczne kontrole - mówią), zdecydowali się jednak na złożenie podpisów pod wspólnym listem do władz miasta.
13 marca do Urzędu Miejskiego i Zarządu Dróg Powiatowych trafiło pismo wyrażające oburzenie brakiem informacji o planowanej inwestycji i zablokowaniem dostępu do lokali: "(...) Stwierdzamy, że planując to przedsięwzięcie zapomnieliście Państwo o nas, drobnych przedsiębiorcach, mieszkańcach tego miasta. Chyba, że jesteśmy w błędzie i nasze straty zostaną zrekompensowane" - napisali przedsiębiorcy. Odpowiedź na pismo nie nadeszła do dziś.
Rzecznik Urzędu Miejskiego Artur Zieliński twierdzi, że nie było możliwe takie zaplanowanie inwestycji, by prace prowadzono np. po jednej stronie ulicy, tak by umożliwić dostawcom i klientom dojazd do lokali. Rzecznik uważa także, że za "informację" wystarczą notatki prasowe.
- Właściciele lokali powinni się cieszyć, że za parę miesięcy ulica będzie tak piękna, że na pewno będą mieli więcej klientów - mówi Artur Zieliński. - Kto wtedy oddałby nam pieniądze, jakie my byśmy im wypłacili w ramach odszkodowania?
Przedsiębiorcy nie wykluczają wstąpienia na ścieżkę sądową, by otrzymać odszkodowanie za straty, jakie poniosą przez najbliższe miesiące.
***
Nie po raz pierwszy zdarza się, że elbląski Urząd "zapomina" o przedsiębiorcach. Podobna sytuacja miała miejsce np. jesienią ubiegłego roku, kiedy bez powiadomienia właścicieli sklepów i kiosków ciężki sprzęt do prac drogowych spacyfikował ulicę Bema. Z dnia na dzień przedsiębiorcy stracili wtedy do 30 procent miesięcznych dochodów. Z ich wypowiedzi wynikało, że wobec utraty klientów niewiele pomogła świadomość, że za parę tygodni, a właściwie za rok, ulica będzie miała nową nawierzchnię.
Po raz kolejny władza zapomniała o ludziach, za których podatki utrzymuje swoje rodziny. - Urzędnik bierze pensję co miesiąc, my mamy tylko to, co przyniesie nam klient i co sami wypracujemy - mówią rozżaleni przedsiębiorcy.
Podobnie mogli się poczuć potraktowani mieszkańcy ulicy Żeromskiego, których trzystu podpisało się pod protestem przeciwko budowie hipermarketu.
Z udzieleniem informacji dziennikarzom w tej sprawie urząd zwlekał do zakończenia sesji Rady Miejskiej, podczas której bez jednego sprzeciwu czy dyskusji radnych odrzucono wszystkie protesty. Na pytanie, dlaczego Urząd nie chciał wyjaśnić mieszkańcom, jakie są powody takiej decyzji i jaka ścieżka prawna przysługuje mieszkańcom po odrzuceniu protestów, Artur Zieliński odpowiedział, że władze miasta obawiały się "zadymy" w czasie sesji.
Nie tak chyba powinno się traktować mieszkańców, dzięki którym każdego miesiąca pobiera się stałą pensję, nie tak...
W ferworze przygotowań do inwestycji zapomniano jednak o przedsiębiorcach, którzy mają tam swoje lokale. Od ponad miesiąca do lokali przy ul. Św. Ducha nie zagląda prawie nikt.
- Zamknięto dostęp do naszych barów, restauracji i pensjonatów ze wszystkich stron - mówią ich właściciele. - Wszystko odbyło się bez żadnego wcześniejszego zawiadomienia, a przecież płacimy podatki, jedne z najwyższych w Polsce...
Ich zdaniem można było zaplanować inwestycję etapami i tak, by pozostawić możliwość dojazdu do lokali.
- Nasi stali goście zmuszeni zostali do poszukania innego hotelu czy lokalu, których na Starym Mieście jest wiele. Nie mamy żadnej gwarancji, że wrócą do nas po kilku miesiącach - mówią.
Przedsiębiorcy, którzy - podobnie jak ich koledzy z innych dzielnic miasta - obawiają się urzędników (u "niegrzecznych" kolegów nagle pojawiały się np. liczne kontrole - mówią), zdecydowali się jednak na złożenie podpisów pod wspólnym listem do władz miasta.
13 marca do Urzędu Miejskiego i Zarządu Dróg Powiatowych trafiło pismo wyrażające oburzenie brakiem informacji o planowanej inwestycji i zablokowaniem dostępu do lokali: "(...) Stwierdzamy, że planując to przedsięwzięcie zapomnieliście Państwo o nas, drobnych przedsiębiorcach, mieszkańcach tego miasta. Chyba, że jesteśmy w błędzie i nasze straty zostaną zrekompensowane" - napisali przedsiębiorcy. Odpowiedź na pismo nie nadeszła do dziś.
Rzecznik Urzędu Miejskiego Artur Zieliński twierdzi, że nie było możliwe takie zaplanowanie inwestycji, by prace prowadzono np. po jednej stronie ulicy, tak by umożliwić dostawcom i klientom dojazd do lokali. Rzecznik uważa także, że za "informację" wystarczą notatki prasowe.
- Właściciele lokali powinni się cieszyć, że za parę miesięcy ulica będzie tak piękna, że na pewno będą mieli więcej klientów - mówi Artur Zieliński. - Kto wtedy oddałby nam pieniądze, jakie my byśmy im wypłacili w ramach odszkodowania?
Przedsiębiorcy nie wykluczają wstąpienia na ścieżkę sądową, by otrzymać odszkodowanie za straty, jakie poniosą przez najbliższe miesiące.
***
Nie po raz pierwszy zdarza się, że elbląski Urząd "zapomina" o przedsiębiorcach. Podobna sytuacja miała miejsce np. jesienią ubiegłego roku, kiedy bez powiadomienia właścicieli sklepów i kiosków ciężki sprzęt do prac drogowych spacyfikował ulicę Bema. Z dnia na dzień przedsiębiorcy stracili wtedy do 30 procent miesięcznych dochodów. Z ich wypowiedzi wynikało, że wobec utraty klientów niewiele pomogła świadomość, że za parę tygodni, a właściwie za rok, ulica będzie miała nową nawierzchnię.
Po raz kolejny władza zapomniała o ludziach, za których podatki utrzymuje swoje rodziny. - Urzędnik bierze pensję co miesiąc, my mamy tylko to, co przyniesie nam klient i co sami wypracujemy - mówią rozżaleni przedsiębiorcy.
Podobnie mogli się poczuć potraktowani mieszkańcy ulicy Żeromskiego, których trzystu podpisało się pod protestem przeciwko budowie hipermarketu.
Z udzieleniem informacji dziennikarzom w tej sprawie urząd zwlekał do zakończenia sesji Rady Miejskiej, podczas której bez jednego sprzeciwu czy dyskusji radnych odrzucono wszystkie protesty. Na pytanie, dlaczego Urząd nie chciał wyjaśnić mieszkańcom, jakie są powody takiej decyzji i jaka ścieżka prawna przysługuje mieszkańcom po odrzuceniu protestów, Artur Zieliński odpowiedział, że władze miasta obawiały się "zadymy" w czasie sesji.
Nie tak chyba powinno się traktować mieszkańców, dzięki którym każdego miesiąca pobiera się stałą pensję, nie tak...
Joanna Torsh