My zawsze mieliśmy rację (opinia)

Tak można podsumować działalność rozwiązanego już Wydziału Promocji w Urzędzie Miasta. Zwłaszcza w ostatnim okresie i w zakończonej „dogrywką” kampanii wyborczej na Urząd Prezydenta Miasta pojawiło się wiele krytycznych uwag, negatywnych opinii, a w sumie poważnych i merytorycznych zarzutów wobec pracy tej komórki administracyjnej.
Krytycznie oceniano m.in. system miejskiej informacji turystycznej, powszechną nieskuteczność promocji, jak również fachowy poziom wydawanych materiałów promocyjnych, a więc wszelkiego rodzaju broszurek, plakatów, albumów, informatorów, gadgetów itd.
Nikogo więc nie zdziwił fakt, iż jedną z pierwszych decyzji nowego Prezydenta było zlikwidowanie w strukturach UM tej fatalnie funkcjonującej komórki. Nowe władze przykładają duże znaczenie dla właściwej, a przede wszystkim skutecznej, promocji miasta i to nie tylko w wymiarze finansowym, który nota bene aż sześć razy przewyższył przeznaczane poprzednio na ten ważny cel kwoty. Chodzi o jasne i zrozumiałe, nie tylko dla elblążan, wypromowanie miasta w regionie, w kraju i zagranicą, a przez to zachęcenie turystów do odwiedzania Elbląga, a inwestorów do lokowania działalności gospodarczej w naszym mieście.
Z pewnością nie może być logo miasta, którego tradycje hanzeatyckie, przemysłowe i kulturalne byłyby dumą niejednego ośrodka miejskiego, jakaś infantylna i w sumie baśniowa postać Piekarczyka. W tą z gruntu chybioną ideę zainwestowano sporo pieniędzy i nadziei, a jednocześnie w tym rozgardiaszu pokrętnie i z błędami translacyjnymi przedstawiono legendarne dokonania Piekarczyka.
Obserwując promocyjne działania poprzedniej ekipy, można było odnieść wrażenie, że niektóre osoby uwierzyły w swoją nieomylność i omnipotencję. Tak było m.in. przy podejmowaniu wielu decyzji wydawniczych, gdzie nie zasięgano podstawowej konsultacji w stosownych gremiach i w efekcie upubliczniane materiały zawierały błędy, przeinaczenia i powodowały szum informacyjny. Przykładów tego było wiele, by wspomnieć tylko o broszurce na temat Starego Miasta i Bramy Targowej czy albumu (ze smutną okładką i wklejką) wydanego w ogólnopolskim cyklu wydawniczym „Wonderful Poland”. Pozycja ta, wydana z pewnością przy zaangażowaniu sporych środków publicznych, wyjątkowo uboga w tekst, zawiera detalizowaną kakofonię różnych, przypadkowych ujęć fotograficznych miasta i ludzi. Trudno tu znaleźć ujęcia przedstawiające ten inny, skrywany wstydliwie „Wunderful Elbląg”, czyli szare, brudne, zapomniane ulice i dzielnice oraz zakątki w prawie 130-tysięcznym mieście. Ale jak przyjęło się taką konwencję, to trzeba było się jej trzymać i iść w zaparte, promując zafałszowany przekaz.
Już na zakończenie swej działalności Wydział Promocji podrzucił jeszcze jedno „kukułcze jajo” w postaci kalendarza plakatowego na rok 2011. Trudno polemizować z koncepcją artystyczną autora i zamieszczonych w tym kalendarzu kolorowych obrazków, przedstawiających urokliwe obiekty dawnego i obecnego Elbląga. Chociaż zdziwienie mogą budzić niektóre pomieszane epokowo detale na obrazkach czy pominięcie w panoramie Starego Rynku linii tramwajowej.
Nie można jednak przejść obojętnie wobec jaskrawych błędów w podpisach pod tymi malunkami. Oto niektóre z nich.
„Styczeń” – podpisany jest: „Ratusz Nowego Miasta wybudowany w latach 1779-1792 (…)”.
Tymczasem ratusz Nowego Miasta powstał po jego lokacji w 1347 r. i stał przy dziedzińcu kościelnym kościoła Trzech Króli, graniczył z ul. Ślusarską. W 1624 r. otrzymał nową elewację z podcieniem. Ucierpiał poważnie w czasie pożaru w 1806 r., gdzie zachowały się gotyckie ściany obwodowe. Ostatecznie został rozebrany w 1905 r. (M. Toeppen). Natomiast Nowe Miasto Elbląg już w 1478 r. zostało włączone do Starego Miasta.
„Luty” – podpisany jest: „Kościół p.w. Najświętszej Marii Panny zbudowany na początku XIII wieku”.
A przecież Elbląg został założony w 1237 r. a dopiero w 1246 r. dominikanie uzyskali zgodę na budowę tego kościoła, którego budowa „nieco potrwała”. Są to znane fakty i dziwi okoliczność, że autorzy kalendarza mylą początek wieku XIII z jego późną połową.
„Marzec” – podpisany jest: „Brama Targowa zbudowana w 1313 r. z gloriettą i hełmem z 1734 r.”
Dolna część Bramy Targowej pochodzi z roku 1319, a w 1420 r. została ona podwyższona do wysokości 26 m. Natomiast glorietta i hełm pochodzą z 1755 roku.
„Maj” – podpisany jest: „Kanał Elbląski (…) zaprojektowany przez holenderskiego inżyniera Jakoba Georga Steenke (…)”.
Wydaje się, że autorzy kalendarza nigdy nie byli w Muzeum Kanału w Buczyńcu. Ręce opadają, gdy słyszy się o „holenderskich korzeniach” inż. Georga Jakuba Steenke. Napisano o nim dziesiątki artykułów i każdy interesujący się Kanałem Elbląskim – „jednym z trzech cudów dawnych Prus Wschodnich” – wie, że jego budowniczy urodził się w Królewcu, a swoje życie spędził w naszym mieście i tu został pochowany. Żuławy odwadniali Mennonici z Niderlandów, ale Kanał Elbląski zbudował genialny inż. G. J. Steenke, Niemiec z Królewca, uczeń K. F. Schinkela i absolwent berlińskiej Bau-Akademie.
„Czerwiec” – podpisany jest: „Budynek Sądu Okręgowego w Elblągu. Zachowana część z 1912-1918 r. (…)”.
Prezentowana w kalendarzu część Sądu Okręgowego oddana została do użytku 22 czerwca 1914 r. i z tej okazji Gazownia Elbląska ufundowała stojącą tam do dzisiaj ozdobną lampę gazową.
Jest w tym kalendarzu szereg innych nieścisłości, ale można je pominąć. Nie można jednak przejść obojętnie wobec podanych przeinaczeń i fałszywych informacji w sytuacji, gdy duża część materiałów na ten temat jest ogólnie dostępna – jest m.in. zdigitalizowana przez Bibliotekę Elbląską.
Dziwna to doprawdy sytuacja i można stąd wnioskować, że fachowcy zlikwidowanego wydziału „mienili się być lepszymi” nie tylko od historyków zaangażowanych w działalność elbląskiego oddziału Towarzystwa Historycznego. W tym kontekście zastosowany w tytule czas przeszły brzmi jednak optymistycznie.
Nikogo więc nie zdziwił fakt, iż jedną z pierwszych decyzji nowego Prezydenta było zlikwidowanie w strukturach UM tej fatalnie funkcjonującej komórki. Nowe władze przykładają duże znaczenie dla właściwej, a przede wszystkim skutecznej, promocji miasta i to nie tylko w wymiarze finansowym, który nota bene aż sześć razy przewyższył przeznaczane poprzednio na ten ważny cel kwoty. Chodzi o jasne i zrozumiałe, nie tylko dla elblążan, wypromowanie miasta w regionie, w kraju i zagranicą, a przez to zachęcenie turystów do odwiedzania Elbląga, a inwestorów do lokowania działalności gospodarczej w naszym mieście.
Z pewnością nie może być logo miasta, którego tradycje hanzeatyckie, przemysłowe i kulturalne byłyby dumą niejednego ośrodka miejskiego, jakaś infantylna i w sumie baśniowa postać Piekarczyka. W tą z gruntu chybioną ideę zainwestowano sporo pieniędzy i nadziei, a jednocześnie w tym rozgardiaszu pokrętnie i z błędami translacyjnymi przedstawiono legendarne dokonania Piekarczyka.
Obserwując promocyjne działania poprzedniej ekipy, można było odnieść wrażenie, że niektóre osoby uwierzyły w swoją nieomylność i omnipotencję. Tak było m.in. przy podejmowaniu wielu decyzji wydawniczych, gdzie nie zasięgano podstawowej konsultacji w stosownych gremiach i w efekcie upubliczniane materiały zawierały błędy, przeinaczenia i powodowały szum informacyjny. Przykładów tego było wiele, by wspomnieć tylko o broszurce na temat Starego Miasta i Bramy Targowej czy albumu (ze smutną okładką i wklejką) wydanego w ogólnopolskim cyklu wydawniczym „Wonderful Poland”. Pozycja ta, wydana z pewnością przy zaangażowaniu sporych środków publicznych, wyjątkowo uboga w tekst, zawiera detalizowaną kakofonię różnych, przypadkowych ujęć fotograficznych miasta i ludzi. Trudno tu znaleźć ujęcia przedstawiające ten inny, skrywany wstydliwie „Wunderful Elbląg”, czyli szare, brudne, zapomniane ulice i dzielnice oraz zakątki w prawie 130-tysięcznym mieście. Ale jak przyjęło się taką konwencję, to trzeba było się jej trzymać i iść w zaparte, promując zafałszowany przekaz.
Już na zakończenie swej działalności Wydział Promocji podrzucił jeszcze jedno „kukułcze jajo” w postaci kalendarza plakatowego na rok 2011. Trudno polemizować z koncepcją artystyczną autora i zamieszczonych w tym kalendarzu kolorowych obrazków, przedstawiających urokliwe obiekty dawnego i obecnego Elbląga. Chociaż zdziwienie mogą budzić niektóre pomieszane epokowo detale na obrazkach czy pominięcie w panoramie Starego Rynku linii tramwajowej.
Nie można jednak przejść obojętnie wobec jaskrawych błędów w podpisach pod tymi malunkami. Oto niektóre z nich.
„Styczeń” – podpisany jest: „Ratusz Nowego Miasta wybudowany w latach 1779-1792 (…)”.
Tymczasem ratusz Nowego Miasta powstał po jego lokacji w 1347 r. i stał przy dziedzińcu kościelnym kościoła Trzech Króli, graniczył z ul. Ślusarską. W 1624 r. otrzymał nową elewację z podcieniem. Ucierpiał poważnie w czasie pożaru w 1806 r., gdzie zachowały się gotyckie ściany obwodowe. Ostatecznie został rozebrany w 1905 r. (M. Toeppen). Natomiast Nowe Miasto Elbląg już w 1478 r. zostało włączone do Starego Miasta.
„Luty” – podpisany jest: „Kościół p.w. Najświętszej Marii Panny zbudowany na początku XIII wieku”.
A przecież Elbląg został założony w 1237 r. a dopiero w 1246 r. dominikanie uzyskali zgodę na budowę tego kościoła, którego budowa „nieco potrwała”. Są to znane fakty i dziwi okoliczność, że autorzy kalendarza mylą początek wieku XIII z jego późną połową.
„Marzec” – podpisany jest: „Brama Targowa zbudowana w 1313 r. z gloriettą i hełmem z 1734 r.”
Dolna część Bramy Targowej pochodzi z roku 1319, a w 1420 r. została ona podwyższona do wysokości 26 m. Natomiast glorietta i hełm pochodzą z 1755 roku.
„Maj” – podpisany jest: „Kanał Elbląski (…) zaprojektowany przez holenderskiego inżyniera Jakoba Georga Steenke (…)”.
Wydaje się, że autorzy kalendarza nigdy nie byli w Muzeum Kanału w Buczyńcu. Ręce opadają, gdy słyszy się o „holenderskich korzeniach” inż. Georga Jakuba Steenke. Napisano o nim dziesiątki artykułów i każdy interesujący się Kanałem Elbląskim – „jednym z trzech cudów dawnych Prus Wschodnich” – wie, że jego budowniczy urodził się w Królewcu, a swoje życie spędził w naszym mieście i tu został pochowany. Żuławy odwadniali Mennonici z Niderlandów, ale Kanał Elbląski zbudował genialny inż. G. J. Steenke, Niemiec z Królewca, uczeń K. F. Schinkela i absolwent berlińskiej Bau-Akademie.
„Czerwiec” – podpisany jest: „Budynek Sądu Okręgowego w Elblągu. Zachowana część z 1912-1918 r. (…)”.
Prezentowana w kalendarzu część Sądu Okręgowego oddana została do użytku 22 czerwca 1914 r. i z tej okazji Gazownia Elbląska ufundowała stojącą tam do dzisiaj ozdobną lampę gazową.
Jest w tym kalendarzu szereg innych nieścisłości, ale można je pominąć. Nie można jednak przejść obojętnie wobec podanych przeinaczeń i fałszywych informacji w sytuacji, gdy duża część materiałów na ten temat jest ogólnie dostępna – jest m.in. zdigitalizowana przez Bibliotekę Elbląską.
Dziwna to doprawdy sytuacja i można stąd wnioskować, że fachowcy zlikwidowanego wydziału „mienili się być lepszymi” nie tylko od historyków zaangażowanych w działalność elbląskiego oddziału Towarzystwa Historycznego. W tym kontekście zastosowany w tytule czas przeszły brzmi jednak optymistycznie.
(A.W.)