Teraz ja - Nadchodzą wybory, ale kogo wybrać?

23 czerwca spotkamy się przy urnach wyborczych. Trwa kompletowanie list wyborczych. Mam nadzieję, że osoby, które zajmują się w naszym mieście polityką, przeanalizowały przyczyny tego, co się stało i wyciągnęły odpowiednie wnioski.
Co się stało?
Ekipę rządzącą zgubiła arogancja i przekonanie, że wszystko wie najlepiej. Nie od dziś wiadomo, że władza alienuje. Jeżeli chce się dobrze rządzić, trzeba zadbać o to, by wśród bliskich współpracowników mieć osoby odważne, które nie zawahają się powiedzieć – tak nie można, to złe rozwiązanie. Były Prezydent nawet takie osoby miał w swojej partii, ale ich nie słuchał.
Sukces w zarządzaniu to przede wszystkim właściwy dobór pracowników, rozeznanie ich potencjału, odpowiednie motywowanie. Dyrektorami departamentów powinni być fachowcy, ich przynależność partyjna to sprawa drugorzędna. To samo z doradcami. Jak już płacić za doradzanie, to osobie o uznanym dorobku i autorytecie, osobie, która, w razie konieczności, wystąpi publicznie i merytorycznie uzasadni stanowisko władz.
Zbytnie upartyjnienie władzy na szczeblu lokalnym zawsze się mści. Najwyższy czas postawić na ludzi i nie patrzyć na ich przynależność partyjną.
Na jakich ludzi?
Rozumiem, że każdy z nas (mam tu na myśli potencjalnych wyborców) ma swoje sympatie polityczne i chce zgodnie z nimi głosować. Ale jak mam już kogoś wybrać z SLD, Ruchu Palikota, PO, PiS- u czy jakiegoś stowarzyszenia, to jako wyborca mam jeden obowiązek – zadać sobie trud i mieć elementarną wiedzę o swoim kandydacie. Niech pokaże, co już osiągnął, niech jasno i klarownie powie, co chce zrobić po wejściu do Rady Miasta czy po objęciu posady prezydenta miasta. W przypadku tego drugiego, z kim gotowy jest zawrzeć koalicję, jeżeli będzie taka konieczność. Koniec z kupowaniem kota w worku.
Szczerze – nie jest dla mnie ważne, czy kandydat na radnego czy prezydenta śpiewa, tańczy, słucha Radia Maryja, kibicuje Olimpii, mieszka w bloku czy domku jednorodzinnym tudzież jakim jeździ samochodem (w wypadku tych dwóch ostatnich – o ile na nie uczciwie zapracował). Interesuje mnie, czy jest mądry (to nie musi być IQ na poziomie 180, ale nie głosujmy na ludzi na pograniczu normy intelektualnej, którzy samodzielnie nie myślą i którzy poprawnie po polsku nie potrafią zdania sklecić).
Szukać będę człowieka, który nie jest bufonem, zna swoje mocne i słabe strony, jest empatyczny – wie, że społeczeństwo Elbląga ma różne potrzeby, potrafi się komunikować (ale będę się wystrzegać osób, które mówią z pozoru ładnie i składnie, a nic z tej wypowiedzi nie wynika, nie chcę sprawnych PR-owców). Chcę ludzi mówiących konkretami i działających. I chcę ludzi o elementarnej uczciwości, określonych zasadach, cywilnej odwadze.
Co mnie martwi?
Wiem, że tacy ludzie są. Tylko pytanie, czy będą chcieli zaryzykować i kandydować w wyborach. I tu jest pies pogrzebany. Poziom debaty toczonej na różnych forach (i żeby było jasne – dotyczy to zwolenników wszystkich opcji), ta obrzydliwa agresja, brak szacunku dla drugiego człowieka – to może trwale zniechęcić do zaangażowania się w działalność publiczną ludzi, o których mowa wyżej. Tego się najbardziej boję.
Zgoda, odwołana ekipa popełniła błędy, a społeczeństwo ma prawo do informacji (np. w sprawie mieszkań i ZBK), ale rzetelnej i prawdziwej. Tymczasem poziom insynuacji i oszczerstw w internecie przekroczył wszelkie granice. Nie ma mojej zgody na nieczystą grę, posługiwanie się kłamstwem i manipulacją, niczym nieograniczoną nienawiść. Nie życzę też nikomu w tym mieście, niezależnie od jego poglądów politycznych, by został wzięty na celownik w taki sposób. Obecnie są to działacze PO, za chwilę mogą to być przedstawiciele innej opcji lub grupy albo po prostu ktoś, kto zostanie uznany przeciwnikiem – lekarz, prawnik, policjant, nauczyciel…
Nie chcę przyjmować postawy – to mnie nie dotyczy. Nie chcę czekać, aż dojdzie do jakiejś tragedii. Reaguję już teraz – tak, jak potrafię – głosem sprzeciwu. Wiele lat temu pastor Martin Niemöller napisał:
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.
Mówi się, że polityka jest brudna, ale może dlatego, że pozwalamy na to. Nie ma mojego przyzwolenia na postawę – po trupach do celu. Nie ma przyzwolenia dla ludzi, którzy uważają, że mieszanie przeciwników politycznych z błotem w internecie to najbardziej skuteczna metoda na zdobycie i utrzymanie władzy. Chcę w polityce innych ludzi. Wszystkie ugrupowania, które wystawią listy wyborcze, mają do odrobienia w tym zakresie poważną lekcję. Wiem, że dla wielu elblążan styl, w jakim dochodzi się do władzy, a potem jak się ją sprawuje, ma kolosalne znaczenie.
Ekipę rządzącą zgubiła arogancja i przekonanie, że wszystko wie najlepiej. Nie od dziś wiadomo, że władza alienuje. Jeżeli chce się dobrze rządzić, trzeba zadbać o to, by wśród bliskich współpracowników mieć osoby odważne, które nie zawahają się powiedzieć – tak nie można, to złe rozwiązanie. Były Prezydent nawet takie osoby miał w swojej partii, ale ich nie słuchał.
Sukces w zarządzaniu to przede wszystkim właściwy dobór pracowników, rozeznanie ich potencjału, odpowiednie motywowanie. Dyrektorami departamentów powinni być fachowcy, ich przynależność partyjna to sprawa drugorzędna. To samo z doradcami. Jak już płacić za doradzanie, to osobie o uznanym dorobku i autorytecie, osobie, która, w razie konieczności, wystąpi publicznie i merytorycznie uzasadni stanowisko władz.
Zbytnie upartyjnienie władzy na szczeblu lokalnym zawsze się mści. Najwyższy czas postawić na ludzi i nie patrzyć na ich przynależność partyjną.
Na jakich ludzi?
Rozumiem, że każdy z nas (mam tu na myśli potencjalnych wyborców) ma swoje sympatie polityczne i chce zgodnie z nimi głosować. Ale jak mam już kogoś wybrać z SLD, Ruchu Palikota, PO, PiS- u czy jakiegoś stowarzyszenia, to jako wyborca mam jeden obowiązek – zadać sobie trud i mieć elementarną wiedzę o swoim kandydacie. Niech pokaże, co już osiągnął, niech jasno i klarownie powie, co chce zrobić po wejściu do Rady Miasta czy po objęciu posady prezydenta miasta. W przypadku tego drugiego, z kim gotowy jest zawrzeć koalicję, jeżeli będzie taka konieczność. Koniec z kupowaniem kota w worku.
Szczerze – nie jest dla mnie ważne, czy kandydat na radnego czy prezydenta śpiewa, tańczy, słucha Radia Maryja, kibicuje Olimpii, mieszka w bloku czy domku jednorodzinnym tudzież jakim jeździ samochodem (w wypadku tych dwóch ostatnich – o ile na nie uczciwie zapracował). Interesuje mnie, czy jest mądry (to nie musi być IQ na poziomie 180, ale nie głosujmy na ludzi na pograniczu normy intelektualnej, którzy samodzielnie nie myślą i którzy poprawnie po polsku nie potrafią zdania sklecić).
Szukać będę człowieka, który nie jest bufonem, zna swoje mocne i słabe strony, jest empatyczny – wie, że społeczeństwo Elbląga ma różne potrzeby, potrafi się komunikować (ale będę się wystrzegać osób, które mówią z pozoru ładnie i składnie, a nic z tej wypowiedzi nie wynika, nie chcę sprawnych PR-owców). Chcę ludzi mówiących konkretami i działających. I chcę ludzi o elementarnej uczciwości, określonych zasadach, cywilnej odwadze.
Co mnie martwi?
Wiem, że tacy ludzie są. Tylko pytanie, czy będą chcieli zaryzykować i kandydować w wyborach. I tu jest pies pogrzebany. Poziom debaty toczonej na różnych forach (i żeby było jasne – dotyczy to zwolenników wszystkich opcji), ta obrzydliwa agresja, brak szacunku dla drugiego człowieka – to może trwale zniechęcić do zaangażowania się w działalność publiczną ludzi, o których mowa wyżej. Tego się najbardziej boję.
Zgoda, odwołana ekipa popełniła błędy, a społeczeństwo ma prawo do informacji (np. w sprawie mieszkań i ZBK), ale rzetelnej i prawdziwej. Tymczasem poziom insynuacji i oszczerstw w internecie przekroczył wszelkie granice. Nie ma mojej zgody na nieczystą grę, posługiwanie się kłamstwem i manipulacją, niczym nieograniczoną nienawiść. Nie życzę też nikomu w tym mieście, niezależnie od jego poglądów politycznych, by został wzięty na celownik w taki sposób. Obecnie są to działacze PO, za chwilę mogą to być przedstawiciele innej opcji lub grupy albo po prostu ktoś, kto zostanie uznany przeciwnikiem – lekarz, prawnik, policjant, nauczyciel…
Nie chcę przyjmować postawy – to mnie nie dotyczy. Nie chcę czekać, aż dojdzie do jakiejś tragedii. Reaguję już teraz – tak, jak potrafię – głosem sprzeciwu. Wiele lat temu pastor Martin Niemöller napisał:
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.
Mówi się, że polityka jest brudna, ale może dlatego, że pozwalamy na to. Nie ma mojego przyzwolenia na postawę – po trupach do celu. Nie ma przyzwolenia dla ludzi, którzy uważają, że mieszanie przeciwników politycznych z błotem w internecie to najbardziej skuteczna metoda na zdobycie i utrzymanie władzy. Chcę w polityce innych ludzi. Wszystkie ugrupowania, które wystawią listy wyborcze, mają do odrobienia w tym zakresie poważną lekcję. Wiem, że dla wielu elblążan styl, w jakim dochodzi się do władzy, a potem jak się ją sprawuje, ma kolosalne znaczenie.