UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Najpierw się przyznał, później zmienił zdanie

Elbląg, Najpierw się przyznał, później zmienił zdanie
(fot. PS)

57-letni Jan G. został oskarżony o znęcanie się nad swoją konkubiną oraz o jej pobicie, w wyniku którego kobieta zmarła. Mężczyzna najpierw przyznał się do winy i poprosił sąd o możliwość dobrowolnego poddania się karze więzienia. Jednak po odczytaniu jego zeznań z wcześniejszego postępowania, zmienił zdanie. Teraz twierdzi, że jest niewinny. - Nigdy jej nie uderzyłem, no, raz, wtedy w kwietniu, ale to i tak tylko ręką na odlew. Jak wychodziłem rano do pracy to żyła – przekonywał dziś (14 grudnia) sąd.

W styczniu 2008 roku Jan G. związał się z Janiną. Mężczyzna miał wcześniej dwie żony, które, jak twierdzi, same go opuściły. Pierwsza, bo ponoć go zdradzała, druga, bo pił. Z Janiną zamieszkali pod wspólnym dachem. Znali się od 10 lat. Ona miała rentę, on nie miał stałego dochodu. Oboje lubili sobie wypić. Zdarzało się między nimi różnie – na co wskazuje akt oskarżenia. Czytamy w nim, że Jan G. znęcał się nad swoją konkubiną, groził jej pobiciem, pozbawieniem życia, uderzał po całym ciele, wyrzucał z domu. Kobieta wielokrotnie doznawała obrażeń.
       Jan G., który początkowo przyznał się do zarzutów i prosił o wymierzenie mu kary 6,5 roku więzienia, po odczytaniu swoich zeznań z postępowania wstępnego zmienił zdanie.
       - W życiu jej nie rzucałem, nie biłem, no, uderzyłem ją tylko raz. Nie znęcałem się nad nią, nie wyzywałem – przekonywał dziś (14 grudnia) sąd. – Czasem powiedziałem do niej „spiep….” lub zrzuciłem z łóżka, gdy się zsikała. Nie szarpałem jej jednak.
       Sędzia Elżbieta Kosecka-Sobczak chciała więc wiedzieć, dlaczego oskarżony przyznał się do winy na początku rozprawy.
       - Przyznałem się, bo chciałem, by sprawa szybko się zakończyła – oświadczył Jan G.
       Dodał, że zgodził się też na areszt, bo – jak twierdzi – wydawało mu się to nieuniknione.
       Zarzut znęcania się nad Janiną to jedno. Prokuratura zarzuca Janowi G. także pobicie konkubiny, w wyniku którego kobieta zmarła. „Uderzał ją pięściami po głowie, czym spowodował u Janiny H. krwiaki, stłuczenie kory mózgu, co wywołało wylew krwi do czaszki i w efekcie śmierć kobiety” – to z aktu oskarżenia.
       Do tego Jan G. też już się nie przyznaje. Mimo, że odmówił na dzisiejszej rozprawie składania wyjaśnień, stał się bardziej rozmowny po odczytaniu swoich wcześniejszych zeznań.
       - 29 kwietnia tego roku Janina wróciła do domu ok. godz. 22 – mówił dziś w sądzie. – Wcześniej przyszła do mnie do stolarni i z jakąś znajomą piły wódkę – ja tylko „pięćdziesiątkę”. Następnie powiedziała, że idzie po zakupy. No i wróciła do domu o tej 22. Pijana. Zapytałem, gdzie była i gdzie są zakupy, na co odpowiedziała, że g…mnie to obchodzi. Uderzyłem ją na odlew ręką i trafiłem w oko. Przewróciła się na wersalkę. Podniosłem ją i kopnąłem nogą w tyłek. Janina położyła się do mnie do łóżka spać. Obudziłem się po godz. 5 rano i zobaczyłem, że ona siedzi w fotelu, mokra. Myślałem, że to mocz albo woda. Zdjąłem jej spodnie i chciałem położyć na łóżko. Powiedziała, że sama to zrobi. W łazience zauważyłem urwaną słuchawkę prysznicową i wodę wszędzie – kontynuował Jan G. – Musiała się więc tam przewrócić – zresztą nie pierwszy raz. Potem wyszedłem i czekałem przed domem na samochód, który miał mnie zawieźć do pracy w Liksajnach. Wróciłem do domu pod wieczór i zastałem ją nadal siedzącą w fotelu. Była zimna, zadzwoniłem po pogotowie.
       W trakcie składania wyjaśnień, okazało się, że do mieszkania Jana G. przyszedł feralnego dnia, wieczorem jego znajomy, który został na noc. Był tez syn, z którym 57-latek mieszka.
       We wcześniejszych zeznaniach Jan G. twierdził, że to właśnie ten znajomy przekazał drugiemu informację o śmierci Janiny i tak ona trafiła do niego.
       Sędzia wyznaczyła kolejny termin rozprawy na 16 grudnia. Wówczas rozpocznie się przesłuchiwanie świadków.
      
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama