UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Nie chcę się mieszać w sprawy innych ludzi...

Elbląg, Oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym swojej konkubiny, Jan G. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Elblągu
Oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym swojej konkubiny, Jan G. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Elblągu (fot. Anna Dembińska)

Janek ją bił – widziałam to kilka razy. Bił i awanturował się, bo chowała przed nim wódkę. Wyzywał Janinę i groził, że wyrzuci ją z domu. Tak jeszcze kilka miesięcy temu zeznawała znajoma 57-letniego Jana G. oskarżonego o to, że w kwietniu ubiegłego roku pobił swoją konkubinę tak dotkliwie, że w wyniku odniesionych obrażeń kobieta zmarła. Dziś (14 stycznia) znajoma stwierdziła, że to nie były pobicia, a popchnięcia, i że w sumie to ona widziała tylko sińce na twarzy Janiny.

57-letni Jan G. twierdzi, że nigdy nie uderzył swojej konkubiny Janiny, no, może raz. Nigdy jej też nie wyzywał, nie szarpał, nie groził. Jego słów nie potwierdzają sąsiedzi, którzy zeznając przed sądem podkreślali, że do mieszkania zajmowanego przez pana Janka wielokrotnie wzywana była policja. Było tam głośno, odbywały się libacje alkoholowe i słychać było krzyki. Następnego dnia zdarzało się, że pani Janka chodziła w okularach przeciwsłonecznych, które miały ukryć siniaki (Awantury, wyzwiska i limo pod okiem).
       Dziś (14 stycznia) przed sądem zeznania składali policjanci, którzy jeździli na interwencje do mieszkania Jana G. Przyznali, że kilka ich było. A to nietrzeźwa Janina siedziała przed blokiem i odwozili ją do wytrzeźwienia. A to, gdy w mieszkaniu odbywała się impreza zakrapiana alkoholem, z uszkodzonej spłuczki lała się woda do sąsiadów (o interwencję prosiła była żona Jana G., która co prawda tam nie mieszka, ale twierdzi, że mieszkanie jest jej).
       Policjanci przyjechali też, by pomóc załodze pogotowia ratunkowego, gdy lekarz stwierdził zgon konkubiny Jana G. Ich zdaniem, mężczyzna tłumaczył wtedy, że był na rybach, a gdy wrócił, Janina już nie żyła. Siedziała w fotelu, tak ją zostawił rano, tyle, że martwa.
       Sąd przesłuchał także kobietę, która znała zarówno Jana G., jak i jego konkubinę Janinę.
       - Znam Janka od ok. 5-6 lat [we wcześniejszych zeznaniach składanych na Policji twierdziła, że od 10 lat – red.]. Mieszka on koło stolarni, w której ja pracuję. Od czasu do czasu bywałam u Janki na kawie. Ona też zaglądała do mnie do pracy. Zaglądał też Janek, który za pare złotych pomagał mi. Moje stosunki z nim były różne. Czasem był w porządku, czasem był agresywny. Machał wtedy rękami, zamierzał się czy na Jankę czy na mnie. Ja sobie na to nie pozwalałam i powtarzałam, że niech tylko spróbuje, to ja to inaczej załatwię.
       Nie raz widziałam Jankę pobitą, w ciemnych okularach. Nie raz miała sińce pod oczami czy guza na czole. Janek zawsze mówił, że uderzyła się sama o wannę. Sama się przewracała – mówił – przez cukrzycę, na którą chorowała. Ona się nigdy nie skarżyła. Nie wierzyłam jednak w to, że siniaki sobie sama zrobiła, bo wiedziałam, jaki agresywny potrafi być Janek. Byłam też u Janki w szpitalu, gdy leżała z powodu cukrzycy. Opowiadała wówczas swojej córce, co dzieje się w domu, a ta radziła, by matka wyprowadziła się od konkubenta.
       - To było jakoś pod koniec kwietnia 2009 r. - Daty dokładnej nie pamiętam – wspominała też kobieta. – Janek przyszedł do mnie do stolarni ok. godz. 7 rano. Umówiliśmy się wcześniej, że pojedzie ze mną do Liksajn, by tam w domku letniskowym jednego pana malować okna. Właściciel tego domku po nas przyjechał i zawiózł na miejsce. Janek mówił wtedy, że Janka znowu uderzyła się o wannę i ma guzy na twarzy. Pracowaliśmy cały dzień. Gdy wróciliśmy do Elbląga było już szaro. Weszliśmy z Jankiem jeszcze na chwilę do stolarni i on potem poszedł do siebie. Gdy ja szłam do domu zobaczyłam, że pod budynkiem obok stoją ludzie. Mówili, że Janka nie żyje.
       Natomiast na drugi dzień do stolarni przyszedł Piotr K., taki znajomy, który też mi czasem pomagał. Powiedział, że był u Jana G. dwa dni wcześniej i że ten bił Jankę. Z opowiadania wynikało, że było to mocne bicie i duszenie. Mówił też, że Jan wygnał go z mieszkania. Jednak zanim wyjechaliśmy do Liksajn, Jan G. miał kazać Piotrowi posprzątać w swoim mieszkaniu. I ten poszedł. Janka siedziała w fotelu. Gdy chciał nią poruszać to ona jakby nie żyła. Zamknął więc za sobą drzwi i wyszedł.
       Dzisiejsze zeznania świadka nie były zgodne z tym, co kobieta mówiła wcześniej na komendzie. Sędzia stwierdziła, że kobieta zasłaniania się niepamięcią, ale jedne zdarzenia pamięta, a innych nie. Dziś mówiła na przykład, że Jan G. pchnął swoją konkubinę, a wcześniej, że ją bił i była tego świadkiem. Dziś twierdziła, że Janka była cicha i nigdy nie skarżyła się na Jana – wcześniej, że nieżyjąca już kobieta mówiła jej o swoim ciężkim życiu z krewkim konkubentem.
       - To ludzie gadali, że on ją bije i wyzywa – mówiła dziś w sądzie. – Ja tego nie widziałam i nie słyszałam. Widziałam tylko sińce na jej twarzy. Ja nie chcę się mieszać w sprawy innych ludzi – skwitowała.
       Na pytanie, czy gdyby była na miejscu Janiny, gdyby była tak traktowana przez Jana G., jak ona, czy mieszkałaby z nim pod jednym dachem, stwierdziła, że nie. - Zostawiłabym go tak, jak to zrobiły dwie poprzednie żony – stanowczo dodała.
       Kolejna rozprawa odbędzie się 25 stycznia. Ma na niej zostać przesłuchany m.in. wspomniany Piotr K.
      
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • Świadek ze stolarni?? Oni tam wszyscy piją dziury mają po tych winach. Może jeszcze go świętym nazwą. Winny jest!! Co tu dochodzić. Śmiechu warte; /
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Obserwatorka(2010-01-14)
  • znałem Janka z opowiadań, mój kolega mieszka w tym bloku i wielokrotnie opowiadał mi co się działo w tym mieszkaniu, przemoc na porządku dziennym wynikająca z ciężkiej ręki Jana, brutalny padalec, wieczny darmozjad, wszystko z domu oddawał do lombardu, aż mnie nosi jak myślę, że w najlepszym przypadku dla ludzi tam mieszkających, pójdzie siedzieć za pieniądze moje i innych podatników, jak Boga kocham kula w łeb.
  • A gdzie jakaś porada co zrobić jak właśnie podobną sytuację ma się w domu? Narkomanów od razu wrzuca się na odwyk a alkoholików po co, w końcu rząd zarabia na ich nałogu, a kto wie czy to nie gorszy nałóg od narkomanii?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    ciekawski(2010-01-14)
  • Gnida a nie facet zamiast się opiekować kobietą to ją bił Gnida i tyle powiesić drania. A ta pani świadek to powinna dostać 3 lata odsiadki za kłamstwa.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Wk..ny(2010-01-14)
  • Na tej dzielnicy wszyscy go znają, i nikt nie ma o nim dobrego zdania. z domu zrobił melinę, damski bokser. wystarczy po pytać sąsiadów z bloku tego i obok. spadł na dno nie w kwietniu a parę lat temu.
Reklama