O przyszłości młodych

Kandydaci na Sejm i Senat z list wyborczych pięciu partii: Polska Jest Najważniejsza, Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Ruchu Palikota i Sojuszu Lewicy Demokratycznej spotkali się z młodymi mieszkańcami Elbląga i okolic, aby porozmawiać o ich przyszłości, o nauce i pracy.
Prowadzący dyskusję, Paweł Kasperczyk, szef Radia El zadał uczestnikom debaty złożone pytanie: Czy zdajecie sobie sprawę dlaczego młodzi ludzie idą w ogóle na studia? Bo przecież motywacje bywają bardzo różne: na studia idzie się po to żeby spełnić swoje ambicje, przygotować się do wejścia w życie zawodowe (sądząc, że gdy będę miał dyplom dobrej uczelni nie będę miał problemu ze znalezieniem dobrej pracy), na studia można iść ot tak sobie gnany owczym pędem, spełniając swoją jakąś fanaberię. W jaki sposób system, który w tej chwili mamy w Polsce – chodzi o wyższe studia – jest odpowiedzią na te różnorakie motywy? W kampanii wyborczej słyszy się często o tzw. umowach śmieciowych, ale śmiem twierdzić, że tak samo jak umowy śmieciowe funkcjonują także dyplomy śmieciowe. Bardzo często młodzi ludzie wpuszczani są – mówiąc kolokwialnie – w maliny przez nas, dorosłych.
Piotr Cieśliński, PO:
Zgadzam się z tym, albowiem powszechne chyba jest już stwierdzenie, że właściwie studia w Polsce teraz ma już każdy. Kiedyś był to przywilej, kiedyś były to osoby z autorytetem. Dziś nie jest problemem, żeby studiować. Trzeba mieć chęci, trochę czasu i właściwie tyle. Problemem jest to, że oczywiście w ślad za pozyskiwaniem tytułów magisterskich czy też licencjackich nie idzie zatrudnienie, otrzymywanie pracy w tym konkretnym kierunku, w którym młodzież się kształci. Myślę, że zaczyna się już taki okres w naszym społeczeństwie, kiedy zaczniemy dostrzegać potrzebę kształcenia nie na studiach wyższych, ale przede wszystkim dbania o szkoły zawodowe. Myślę, że jest to też taki trochę proces naturalny, który wymusi rynek. Bo jeśli będzie zapotrzebowanie na ślusarzy, spawaczy i innych tego typu specjalistów, to osoby, które wcześniej skończyły studia i muszą zdobywać dodatkowe umiejętności po studiach i zatrudniać się – bo taki jest niestety rynek – w warsztatach jako ślusarze i spawacze, otrzymują za to godziwe wynagrodzenie. Wyższe aniżeli te, które otrzymywaliby kończąc studia w takim czy innym kierunku i nie wykonując pracy fizycznej. Myślę, że jest to proces naturalny i my też do tego dojrzejemy. Natomiast też jakimś problemem jest poziom kształcenia na uczelniach wyższych. To ostatnimi czasy stało się troszeczkę taką maszynką do zarabiania pieniędzy i uważam, że powinniśmy to zweryfikować. To sprawi, że poziom nauczania i poziom wykształcenia studentów, którzy otrzymują dyplomy rzeczywiście będzie taki jaki być powinien po dyplomie licencjackim czy magisterskim. Nie każdy sobie zdaje sprawę z tego, że studia magisterskie robi się - albo powinno się robić - jedynie dla własnej satysfakcji albo w przypadku, kiedy chcemy dalej się edukować, czyli prowadzić studia doktoranckie. Zwyczajnie w świecie ktoś, kto uczy się trzy lata i kończy licencjat, ma zawód i jest inżynierem, ma ten sam poziom wykształcenia, który ma kończąc magistra. Moim zdaniem jest to trochę strata czasu. Problemem jest też postrzeganie tego wykształcenia przez pracodawców, bo oni jeszcze nie potrafią wszyscy rozróżnić tego, że mając magistra i mając licencjata, to jest ten sam poziom wykształcenia. I to należałoby z pewnością im uświadomić.
Danuta Janczuk, SLD:
Młodzi ludzie idą na studia z kilku powodów. Robią maturę i - nie ma co ukrywać - nie mają żadnych innych perspektyw na to, żeby podjąć pracę, więc kontynuują naukę na studiach wyższych. Gorzej jest wtedy, kiedy młodzi ludzie chcą się dalej kształcić i niestety płatne uczelnie często wymuszają to na nich, że muszą iść do pracy, bo sytuacja większości rodzin w Polsce nie jest ekonomicznie dobra. Poza tym słyszymy cały czas o tym, że jeśli rodzice kończyli studia, to są kontynuowane również tradycje rodzinne, w różnych kierunkach kształcenia. Gdyby tak nie było nie mielibyśmy zamkniętych klanów notariuszy, choć to się troszeczkę zmienia. Bardzo często dzieci lekarzy kształcą się na lekarzy. Ale przede wszystkim powinniśmy pamiętać o tym, że wy decydując się na kontynuowanie nauki robicie to przede wszystkim dla siebie, nie dla rodziców, nie dla otoczenia, tylko dla siebie. Uważam, że przy obecnym systemie kształcenia w Polsce zbyt dużo majstrowano. Niestety wypadło nam jedno ogniwo, wypadły nam szkoły zawodowe. A to, że kończy się szkołę zawodową nie znaczy, że w dalszej perspektywie nie można skończyć studiów. Szkoły zawodowe skończyły się w momencie, w którym również skończyły się przedsiębiorstwa, możemy to powiedzieć na przykładzie Elbląga. Szkoły zawodowe były często szkołami przyzakładowymi, tam były możliwości praktyk. Sami wiecie będąc na studiach jakim problemem nie raz jest pójście na praktykę do zakładu pracy.
Jestem absolutnie za tym, aby młodzi ludzie na praktykach i stażach również byli za to wynagradzani. Pracując tam wykonujecie pracę tak samo jak każdy pracownik zatrudniony na umowę o pracę. Wykonujecie swoją pracę starannie, skrupulatnie i dlaczego wy macie za tę pracę nie otrzymywać godziwej zapłaty.
Efekty majstrowania przy systemie edukacji widzieliśmy na maturze. Może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale uważam, że matematyka jest przedmiotem, który powinien być na maturze i cieszę się, że się tam znalazła.
Nie do końca zgodziłabym się z tym, że tytuł magistra i tytuł licencjata jest rzeczą równoznaczną.
Jeszcze tylko kwestia płatności studiów. Wszystkich nas to kosztuje. Szkoła prywatne wiadomo kosztuje, ale szkoła publiczna też nie jest dla młodych ludzi za darmo. Jestem matką trzech młodych ludzi. Mam syna studenta, który studiuje zaocznie i wiem jaki są to problemy, wiem jak ciężko musi pracować, żeby tę naukę kontynuować.
Nie każdy musi być magistrem, nie każdy musi być doktorem. To, że ktoś nie skoczył studiów wyższych nie znaczy, że jest człowiekiem gorszym. To są wspaniali ludzie, którzy mają przede wszystkim mądrość życiową w sobie, którzy pracują, są po szkołach średnich zawodowych i to oni sprawiają w większości, że jest rozwój gospodarki – lub, że go nie ma w momencie gdy brakuje nam fachowców.
Marian Kamasz, Ruch Palikota:
Dlaczego młodzi ludzie zaczęli studiować w tak szerokim zakresie? Otóż jest to kwestia lat 90-tych , kiedy wybuchł boom edukacyjny, kiedy powstają kolejne szkoły wyższe. Mieliśmy kiedyś około 96 bodajże szkół wyższych w 1989 roku, dzisiaj jest chyba 450 . I trzeba powiedzieć, że w dużym stopniu ten boom został sfinansowany z kieszeni młodzieży czy ich rodziców. Bo gro to były jednak szkoły niepubliczne. Mamy w gruncie rzeczy dwa modele – albo edukujemy pod rynek, no jeśli byśmy tylko tak czynili to na dwadzieścia lat większość kierunków mona by dzisiaj zlikwidować, bo nie ma takiego popytu - bądź edukujemy pod zainteresowania, pod potrzeby społeczeństwa i raczej ten kierunek jest w świecie popierany. Dlatego, że mamy świadomość, iż studia takie czy inne, jakakolwiek edukacja, bo ona jest potrzebna przez całe życie, świat jest skonstruowany tak, że nie da się zakończyć edukacji w którymś momencie, trzeba sie edukować całe życie - i to przynosi jakieś efekty. Dlaczego młodzież zaczęła w tak szerokim zakresie podejmować edukację? Po pierwsze było pewne takie wyzwolenie po PRL, gdzie było mocne ograniczenie. Gdy ja podejmowałem edukację uniwersytetów było bodajże sześć, na północy był jedyny, w Toruniu. Dzisiaj jest, praktycznie rzecz biorąc, w każdym większym mieście wojewódzkim. Poza tym są też uczelnie przedmiotowe. Po drugie trzeba to powiązać także z rynkiem pracy. Był ten okres stosunkowo długi, gdzie wśród ludzi z wyższym wykształceniem nie było bezrobocia. To zmieniło sie diametralnie dopiero w ostatnich kilku latach, kiedy na rynek pracy weszli kolejni absolwenci, przede wszystkim studiów humanistycznych, którzy dzisiaj stanowią potężną armię bezrobotnych.
Kwestia poziomu nauczania – no siłą rzeczy, jeśli mamy powszechność, to ten poziom został jednak obniżony. Proszę zwrócić uwagę ile uczelni mamy w czołówce europejskiej? Dwa uniwersytety – Jagielloński i Warszawski – są w piątej setce. Jesteśmy daleko za uniwersytetami niemieckimi, włoskimi, hiszpańskimi, angielskimi itd. To jest też problem. Jest to kwestia powszechności, ale też kwestia założenia edukacji, że dominującą szkołą będzie w Polsce szkoła z maturą, że 80- a może najlepiej sto procent powinno mieć maturę. A co po maturze? Przecież uczeń liceum ogólnokształcącego, profilowanego czy zawodowego nie miał w gruncie rzeczy zawodu. Jedyną możliwością zdobycia zawodu są albo studia albo szkoły policealne czy pomaturalne. Popyt na studia wzrósł. Poziom w szkołach średnich zdecydowanie się obniżył. Ci którzy mają zajęcia na uczelni wyższej, szczególnie politechnicy mają z tym problem, bo żeby rozpocząć normalny cykl nauczania trzeba najpierw zrobić roczny kurs podstawowy z matematyki, inaczej studenci nie są w stanie wejść w tryb nauczania, który obowiązuje na politechnice.
Czyli najpierw trzeba pomyśleć o reformie edukacji na poziomie średnim, przywrócić - niestety zmieszane z błotem – technika i szkoły zawodowe zasadnicze.
Sławomir Sadowski, PiS:
Każdy człowiek powinien być ambitny, ale ambicja powinna być utrzymana w prawidłowym sensie, bo to jest podstawa późniejszej edukacji młodego człowieka. A więc ambicja zdrowa, ukierunkowana na zdobycie wiedzy. Część młodzieży decyduje się na studia wyższe, bo chce coś w życiu zrobić, coś osiągnąć. Często to wynika z zainteresowań, najczęściej tacy ludzie osiągają sukces. Często też młodzież kontynuuje tradycje rodzinne. Wiadomo, że wychowanie odbywa sie najpierw w rodzinie, a później w szkole. W Polsce obowiązuje - jeżeli chodzi o szkoły wyższe - system boloński, a więc najpierw jest licencjat, później jest magisterium. Co do kształcenia na poszczególnych uczelniach, to jak powiedział Marian Kamasz, różnie bywa. W niektórych dziedzinach osiągamy rzeczywiście sukcesy, a w niektórych zostajemy w tyle. Zależy to od kryteriów jakie stosują komisje europejskie oceniając poszczególne uczelnie. Mamy sukcesy np. w informatyce, w naukach ścisłych, mamy także wybitnych przedstawicieli innych dziedzin. Chciałby wspomnieć o tym, że często nasza prasa podaje że np. młodzież w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest wysoki poziom nauki jeśli chodzi o uczelnie wyższe, choć jest to oczywiście zróżnicowane, nie wie gdzie jest Polska. A więc nie jest z nami aż tak źle.
O reformie edukacji można bardzo mocno dyskutować. Jeśli chodzi o gimnazja, tam pewien materiał się powtarza i są wielkie problemy wychowawcze. Tak to wygląda.
Po studiach większość młodzieży niestety nie znajduje zatrudnienia. Oczywiście są elitarne uczelnie, gdzie często na kandydata już czekają. Dzieje się tak w dużych miastach, Wrocław, Warszawa – tam pracę można otrzymać o wiele, wiele szybciej. Ale nasze województwo ma największą stopę bezrobocia w Polsce. I tutaj są kłopoty nie tylko z zatrudnieniem absolwentów szkół wyższych – to musimy wszyscy wspólnie starać sie zmienić bez względu na orientację polityczną, bo myślę, że „wszystkie dzieci są nasze” – ale mamy kłopoty też rozwojem przedsiębiorczości. Edukacja idzie w parze z przedsiębiorczością. Przedsiębiorcy, którzy zatrudniają ludzi po uczelniach przede wszystkim biorą pod uwagę wiedzę merytoryczną, kwalifikacje, następnie lojalność i samodzielność. Warto wspomnieć też o szkolnictwie zawodowym, które zostało zepchnięte na boczny tor. Musi tu być współpraca przedsiębiorców z urzędami pracy, ze szkołami i zatrudnianie pod rynek. Nie ma innej możliwości, niestety mamy taką sytuację, taki rynek.
Edward Pukin, PJN:
Ja patrzę na to wszystko nieco inaczej, dlatego że inną drogę przeszedłem jeśli chodzi o możliwość studiowania. Zacząłem pracować kiedy miałem 14 lat. Pracowałem chodząc do szkoły zawodowej, trzy dni się uczyłem, trzy dni pracowałem – wówczas był sześciodniowy tydzień pracy i nauki. Dopiero później, gdy założyłem rodzinę, kiedy zacząłem funkcjonować jak bardzo dorosły człowiek, wtedy skończyłem szkołę średnią wieczorową – pracując, mając rodzinę i dbając również o to, co mnie pasjonowało m.in. sport. I dopiero po następnych latach podjąłem studia zaoczne. Czyli całkiem inną drogę miałem niż wy teraz. Różnica jaka była to to, że ja żeby dostać się na studia musiałem zdawać egzaminy, wy dzisiaj macie właściwie otwarte to wszystko. Praktycznie można się uczyć, uczyć i uczyć. Zdaję sobie sprawę z tego ponieważ mam również wnuczęta, dwójka z nich teraz podjęła studia. Szczerze mówiąc podjęli je tylko dlatego, że nie ma innego rozwiązania. Więc poszli na wyższe uczelnie i szczerze mówiąc zaczynam się bać czy oni w ogóle skończą te studia, a jeśli już skończą to – tak między nami –po jaką cholerę im te wyższe wykształcenie, kiedy faktycznie prawie 25procent ludzi kończących studia nie ma pracy. Co ci ludzie mają robić? Myślę, że to jest dylemat najważniejszy - co zrobić, jak ukierunkować młodzież tą, która nie mając możliwości zatrudnienia, zarobkowania idzie na studia, żeby potem mogła podjąć pracę. To jest dylemat, który nas tutaj wszystkich kandydatów powinien interesować. I żeby sprowokować, zapytam: panie pośle, panie senatorze co wy do tej pory zrobiliście, żeby oni mogli mieć tę pracę?
Pytanie to, skierowane do posła Cieślińskiego i senatora Sadowskiego, zostało przez moderatora dyskusji uznane za retoryczne.
Młodzież pytała kandydatów w jaki sposób rząd może zmniejszyć bezrobocie. Tu padła odpowiedź, że w sumie niewiele można z tym zrobić, zwłaszcza jeśli chodzi o strefę prywatnych pracodawców, bo przecież nikt nie może kazać „prywaciarzowi” zatrudniać ludzi. Od siebie dodam sugestię, że może zmniejszenie składek i podatków, jakie pracodawca musi opłacać zatrudniając pracowników coś by zmieniło? Moim zdaniem, w ten sposób zlikwiduje się także wspomniane „umowy śmieciowe”, a pracodawcy nie będą liczyć każdego grosza, którego „tracą” zatrudniając młodych ludzi inaczej niż na podstawie umów o dzieło, umów zlecenia lub nakłaniając do zakładania własnych działalności gospodarczych.
W trakcie dyskusji pojawił się także wątek sugerujący, że właściciele firm boją się zatrudniać ludzi „mądrzejszych” od siebie, ludzi z wyższym wykształceniem, którym należy płacić więcej.
Uczestnicy debaty pytali także o sens posyłania sześciolatków do szkoły (tu wszyscy kandydaci wyrazili swój sprzeciw sugerując, że nie tylko dzieci, ale i szkoły nie są do tego przygotowane), modyfikacji kart nauczycielskich, o finansowanie ciepłych posiłków dla uczniów, a także o szanse powstania uniwersytetu w Elblągu. Zdaniem kandydatów startujących w wyborach jest na to jeszcze za wcześnie, jedynym słusznym wyjściem wydaje się utworzenie w Elblągu wydziału zamiejscowego np. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W przypadku Politechniki Gdańskiej pomysł się udał.