Po pierwszej turze…

Od dwóch miesięcy śledziłem zmagania kampanijne, może nie z zapartym tchem, bo pracy było dużo, ale jednak to wybory głowy państwa… Rzeczywiście, kampania miała specyficzny charakter, duże znaczenie odegrała tragedia smoleńska i potem powódź. W zasadzie odpadały wszelkie standardowe działania marketingu politycznego, które byłyby w tych okolicznościach po prostu niestosowne. Cóż, pozwolę sobie na kilka moich subiektywnych odczuć po zakończeniu pierwszej tury wyborów.
Wczoraj wieczorem okazało się, że instytucje prowadzące badania pokazały bardzo odmienne wyniki, różnice sięgały kilkunastu procent. Z czego to wynika? Powiem tak. Osobiście bardzo sceptycznie podchodzę do wszelkich badań, szczególnie sondażowych o charakterze telefonicznym. Oczekuję od instytucji przeprowadzających badania wyjaśnienia, skąd wynikły takie różnice w stosunku do oficjalnych wyników PKW? Natomiast można założyć, bywało tak też w przeszłości, iż respondenci podawali nieprawdziwe informacje o tym, na kogo głosowali. Faktem jest jednak, iż jedna instytucja podała wyniki zbliżone do tych ostatecznych, a inna zupełnie odmienne. To jest temat to przemyśleń. Oby tylko nie zdominowała nas tzw. „demokracja sondażowa”. Badania powinny nam pomagać, a w gruncie rzeczy decydują często o wyborze.
Co do samej kampanii i głównych jej autorów. Najlepszy wynik osiągnął Bronisław Komorowski. Moim zdaniem, kampania kandydata PO była bardzo słaba. Sztab wyborczy wybrał wariant „lekkiego” ataku w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, na zasadzie „nie wybierajmy go znowu”. I był to motyw przewodni kampanii kandydata PO. Doszły do tego wpadki słowne, słynne spotkanie komitetu poparcia dla kandydata (wystąpienia bardzo źle odebrane przez wielu, nawet życzliwych PO ludzi), no i powrót do mediów „przemienionego” Janusza Palikota. Nie poprawiło to wyniku kandydata, moim zdaniem.
Z kolei Jarosław Kaczyński najwięcej zyskał w pierwszym okresie po tragedii smoleńskiej. W moim przekonaniu, im mniej mówił, tym większe miał poparcie. Podjęcie tematu prywatyzacji służby zdrowia było błędem. Sprawa zdominowała ostatni tydzień kampanii i nie sądzę, aby kandydat na tym zyskał. Sztab wyborczy na tym etapie kampanii wizerunkowo prezentował się bardzo dobrze.
Duży sukces w pierwszej turze wyborów odniósł Grzegorz Napieralski. Pamiętamy wszyscy, jak ironizowano, kiedy Napieralski został wskazany na kandydata w kampanii, jak wielu kolegów z SLD udzieliło mu „poparcia”. Jednak przemyślana strategia, pominięcie w kampanii tematów kontrowersyjnych oraz bardzo ciężka praca kandydata przyniosły mu sukces. Napieralski postawił na kontakt osobisty, czasami słyszał cierpkie słowa. Był bardzo widoczny w Internecie z autentycznie interesującymi pomysłami, które budziły sympatię, nie tylko młodych ludzi. Dlaczego Włodzimierz Cimoszewicz, człowiek związany z lewicą, nie wyczekał do ogłoszenia poparcia dla Komorowskiego do niedzieli po 20-stej? Wielu stawiało to pytanie.
Co wydarzy się w drugie turze? Jest to trochę wróżenie z fusów, ale spróbujmy. Zasadnicze znaczenie będzie miało zachowanie elektoratu Napieralskiego. Moim zdaniem większość zagłosuje na Komorowskiego, co daje mu znaczącą przewagę. Druga sprawa to frekwencja, zyska ten, kto zmobilizuje swój elektorat oraz tych niezdecydowanych, którzy nie uczestniczyli w pierwszej turze. Ze względu na początek wakacji, punkt dla Kaczyńskiego. I trzecia sprawa, to strategia wyborcza na najbliższe dwa tygodnie. Sam mam nadzieję, że nie trafią się znowu jakieś „odgrzewane kotlety”. Decydujące mogą okazać się debaty między kandydatami. No cóż, za dwa tygodnie wszystko będzie jasne.
Tekst także na blogu Krzysztofa Sidorkiewicza.
Co do samej kampanii i głównych jej autorów. Najlepszy wynik osiągnął Bronisław Komorowski. Moim zdaniem, kampania kandydata PO była bardzo słaba. Sztab wyborczy wybrał wariant „lekkiego” ataku w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, na zasadzie „nie wybierajmy go znowu”. I był to motyw przewodni kampanii kandydata PO. Doszły do tego wpadki słowne, słynne spotkanie komitetu poparcia dla kandydata (wystąpienia bardzo źle odebrane przez wielu, nawet życzliwych PO ludzi), no i powrót do mediów „przemienionego” Janusza Palikota. Nie poprawiło to wyniku kandydata, moim zdaniem.
Z kolei Jarosław Kaczyński najwięcej zyskał w pierwszym okresie po tragedii smoleńskiej. W moim przekonaniu, im mniej mówił, tym większe miał poparcie. Podjęcie tematu prywatyzacji służby zdrowia było błędem. Sprawa zdominowała ostatni tydzień kampanii i nie sądzę, aby kandydat na tym zyskał. Sztab wyborczy na tym etapie kampanii wizerunkowo prezentował się bardzo dobrze.
Duży sukces w pierwszej turze wyborów odniósł Grzegorz Napieralski. Pamiętamy wszyscy, jak ironizowano, kiedy Napieralski został wskazany na kandydata w kampanii, jak wielu kolegów z SLD udzieliło mu „poparcia”. Jednak przemyślana strategia, pominięcie w kampanii tematów kontrowersyjnych oraz bardzo ciężka praca kandydata przyniosły mu sukces. Napieralski postawił na kontakt osobisty, czasami słyszał cierpkie słowa. Był bardzo widoczny w Internecie z autentycznie interesującymi pomysłami, które budziły sympatię, nie tylko młodych ludzi. Dlaczego Włodzimierz Cimoszewicz, człowiek związany z lewicą, nie wyczekał do ogłoszenia poparcia dla Komorowskiego do niedzieli po 20-stej? Wielu stawiało to pytanie.
Co wydarzy się w drugie turze? Jest to trochę wróżenie z fusów, ale spróbujmy. Zasadnicze znaczenie będzie miało zachowanie elektoratu Napieralskiego. Moim zdaniem większość zagłosuje na Komorowskiego, co daje mu znaczącą przewagę. Druga sprawa to frekwencja, zyska ten, kto zmobilizuje swój elektorat oraz tych niezdecydowanych, którzy nie uczestniczyli w pierwszej turze. Ze względu na początek wakacji, punkt dla Kaczyńskiego. I trzecia sprawa, to strategia wyborcza na najbliższe dwa tygodnie. Sam mam nadzieję, że nie trafią się znowu jakieś „odgrzewane kotlety”. Decydujące mogą okazać się debaty między kandydatami. No cóż, za dwa tygodnie wszystko będzie jasne.
Tekst także na blogu Krzysztofa Sidorkiewicza.
Krzysztof Sidorkiewicz