Senator w „Trybunie”

Wynik wyborów w Elblągu i całym okręgu pokazuje, że prawica dostała żółtą kartkę. Ludzie zaczynają protestować przeciwko temu, co się dzisiaj dzieje w kraju. Przekonałem wyborców swoim dorobkiem jako wojewody elbląskiego i senatora poprzedniej kadencji.
Taką wypowiedź senatora Władysława Mańkuta znajdujemy na łamach „Trybuny”. Problem jest w tym, że pan senator wysnuł powyższe wnioski w oparciu o niespełna trzyprocentową próbkę badawczą. Tylu bowiem wyborców pofatygowało się do urn, aby „zaprotestować przeciwko temu, co się dzieje dzisiaj w kraju”. Najkrwawsze reżimy na świecie marzą w niespełnionych snach o takiej skali protestu. Wyciąganie jakichkolwiek wniosków w oparciu o tak małą próbkę jest sprzeczne z elementarnymi zasadami metodologii badań statystycznych. Co ciekawe, z podobną tezą o masowym proteście przeciwko panującej władzy wystąpił w Elblągu przed wyborami samorządowymi poseł Jan M. Rokita podczas spotkania z dziennikarzami. Życie pokazało, że obaj panowie dokonują projekcji swoich politycznych oczekiwań, a wyborcy siedzą w domach i protesty, nawet przy urnie, im nie w głowie.
Pan senator w swojej wypowiedzi zapomniał dodać, że swoim dorobkiem przekonał 0,8 proc. wyborców. Reszta, tzn. 99,2 proc. (z czymś mi się takie liczby kojarzą), pozostali obojętni na jego dokonania. W tej sytuacji wypadałoby unikać popadania w triumfalizm, tylko podziękować skromnej gromadce wiernych zwolenników i swoją pracą w senacie uzasadnić ten wybór.
Będzie to, niestety, trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, bowiem senator Mańkut jest jedynym przedstawicielem swojej opcji politycznej w izbie wyższej naszego parlamentu. Mimo to chciałem zachęcić pana senatora do działań na rzecz zmiany ordynacji wyborczej, tak, żeby w sytuacji powstania wakatu w Senacie, wchodził na to miejsce następny kandydat w kolejności zdobytych głosów w ostatnich wyborach. Korzyści są dwie - oszczędzamy miliony złotych na organizacji wyborów, a nowy senator będzie mógł się pochwalić na pewno większym niż 0,8 proc. poparciem.
Nie wiem dlaczego, po spektakularnym błędzie p. Gelert i reaktywacji p. Mańkuta na senatorskim fotelu przypomniał mi się mój profesor od wytrzymałości konstrukcji lotniczych, który, omawiając różne aparaty latające, zwykł był mawiać, że my, komuniści, w cuda nie wierzymy, ale na nie liczymy.
Pan senator w swojej wypowiedzi zapomniał dodać, że swoim dorobkiem przekonał 0,8 proc. wyborców. Reszta, tzn. 99,2 proc. (z czymś mi się takie liczby kojarzą), pozostali obojętni na jego dokonania. W tej sytuacji wypadałoby unikać popadania w triumfalizm, tylko podziękować skromnej gromadce wiernych zwolenników i swoją pracą w senacie uzasadnić ten wybór.
Będzie to, niestety, trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, bowiem senator Mańkut jest jedynym przedstawicielem swojej opcji politycznej w izbie wyższej naszego parlamentu. Mimo to chciałem zachęcić pana senatora do działań na rzecz zmiany ordynacji wyborczej, tak, żeby w sytuacji powstania wakatu w Senacie, wchodził na to miejsce następny kandydat w kolejności zdobytych głosów w ostatnich wyborach. Korzyści są dwie - oszczędzamy miliony złotych na organizacji wyborów, a nowy senator będzie mógł się pochwalić na pewno większym niż 0,8 proc. poparciem.
Nie wiem dlaczego, po spektakularnym błędzie p. Gelert i reaktywacji p. Mańkuta na senatorskim fotelu przypomniał mi się mój profesor od wytrzymałości konstrukcji lotniczych, który, omawiając różne aparaty latające, zwykł był mawiać, że my, komuniści, w cuda nie wierzymy, ale na nie liczymy.
Włodek Gęsicki