Skazany po raz trzeci. Wyrok jest prawomocny

Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał w mocy wyrok, jaki we wrześniu ubiegłego roku usłyszał Jacek B. – oskarżony o udzial w śmiertelnym pobiciu młodego chłopaka w pobliżu Bowling Clubu. Mężczyzna ma spędzić w więzieniu 5 lat.
Od początku: Jacek B. oraz Marcin P. po raz pierwszy zasiedli na ławie oskarżonych w styczniu 2008 r. Prokuratura postawiła im zarzut śmiertelnego pobicia 24-letniego Pawła. Do zdarzenia doszło kilka miesięcy wcześniej w pobliżu Bowling Clubu. Proces zakończył się dwoma wyrokami skazującymi. Do więzienia jednak trafił tylko Marcin P., który zresztą przyznał się do zadania kilku ciosów pokrzywdzonemu (jest już na wolności po odbyciu niepełnego wymiaru kary).
Natomiast Jacek B., decyzją Sądu Apelacyjnego w Gdańsku wyszedł na wolność, a jego sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. I po raz drugi elbląski sąd wymierzył mu karę 5 lat pozbawienia wolności. Obrona złożyła kolejną apelację i w kwietniu 2010 roku sprawa trafiła na wokandę po raz trzeci. Jacek B. konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Twierdził, że sam został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę i pobiegł za nim w kierunku stacji Lotos. Do pobicia Pawła doszło zaś przy ul. Robotniczej, ale za budynkiem ZUS.
We wrześniu 2010 r. elbląski sąd po raz trzeci skazał Jacka B. na karę 5 lat więzienia. Proces był poszlakowy. Sędzia opierał się na najistotniejszych dowodach z poprzednich spraw.
- Poszlaki te stanowią zamknięty łańcuch, który udowadnia, że Jacek B. był w grupie 4-osobowej, która ruszyła w pościg za Pawłem M, a następnie dokonała jego pobicia – mówił wówczas prowadzący sprawę sędzia Marek Omelan. - Potwierdzają to zeznania kilku świadków – wyjaśniał. - Nie ma co prawda osobowych źródeł, czyli świadków, którzy widzieliby, jak Jacek B. bił Pawła M. Jednakże byłoby sprzeczne z zasadami logiki i doświadczenia życiowego twierdzenie, że mężczyzna ten jest niewinny.
Obrona znowu się odwołała. Tym razem apelacja nie była skuteczna. Gdański sąd podtrzymał wyrok.
Natomiast Jacek B., decyzją Sądu Apelacyjnego w Gdańsku wyszedł na wolność, a jego sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. I po raz drugi elbląski sąd wymierzył mu karę 5 lat pozbawienia wolności. Obrona złożyła kolejną apelację i w kwietniu 2010 roku sprawa trafiła na wokandę po raz trzeci. Jacek B. konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Twierdził, że sam został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę i pobiegł za nim w kierunku stacji Lotos. Do pobicia Pawła doszło zaś przy ul. Robotniczej, ale za budynkiem ZUS.
We wrześniu 2010 r. elbląski sąd po raz trzeci skazał Jacka B. na karę 5 lat więzienia. Proces był poszlakowy. Sędzia opierał się na najistotniejszych dowodach z poprzednich spraw.
- Poszlaki te stanowią zamknięty łańcuch, który udowadnia, że Jacek B. był w grupie 4-osobowej, która ruszyła w pościg za Pawłem M, a następnie dokonała jego pobicia – mówił wówczas prowadzący sprawę sędzia Marek Omelan. - Potwierdzają to zeznania kilku świadków – wyjaśniał. - Nie ma co prawda osobowych źródeł, czyli świadków, którzy widzieliby, jak Jacek B. bił Pawła M. Jednakże byłoby sprzeczne z zasadami logiki i doświadczenia życiowego twierdzenie, że mężczyzna ten jest niewinny.
Obrona znowu się odwołała. Tym razem apelacja nie była skuteczna. Gdański sąd podtrzymał wyrok.
A