Sprawa, która nie ma końca

Dokładnie 65 lat temu w lipcu spłonęła hala produkcyjna w Zakładach Mechanicznych im. Świerczewskiego. Urząd Bezpieczeństwa uznał, że był to atak sił imperialistycznych i torturami wymusił od niewinnych ludzi, żeby przyznali się do podpalenia i szpiegostwa. Troje aresztowanych skazano na śmierć, sześcioro na długoletnie więzienie. Sprawa Elbląska do dziś nie została w pełni wyjaśniona.
Przez wiele lat o wydarzeniach w Elblągu nie można było mówić głośno. Dopiero w latach 90. sprawa odżyła, wtedy też postawiono pomnik i umieszczono tam tablicę, która dwa lata temu... zniknęła. Prawdopodobnie padła łupem złomiarzy. Wykonano więc tablicę zastępczą, która wisi tam do dziś. To właśnie tam zgromadzili się dziś (17 lipca) przedstawiciele władz samorządowych, parlamentarnych oraz rodziny ofiar.
- W tym roku rocznica tego tragicznego wydarzenia będzie szczególnie upamiętniona spektaklem "Matnia – sprawa elbląska" w elbląskim teatrze – dodał Marek Pruszak, wiceprezydent Elbląga.
Autorem dramatu jest Mirosław Dymczak, szef elbląskiego oddziału Głosu Wybrzeża w latach 70., współinicjator powstania legendarnego klubu „Czerwona Oberża” i Biennale Form Przestrzennych.